REKLAMA

Ludzie, wydarzenia, Sport

Brawo Sobieski!

Opublikowano 24 marca 2011, autor: Piotr Piotrowski

Lider na kolanach! Krispol Września, najlepszy zespół ligi dostał dwa razy baty od żagańskich siatkarzy w fazie play – off. – Sobieski zagrał świetnie, a my popełnialiśmy głupie błędy – przyznał trener gości, Krzysztof Wójcik.

WKS Sobieski Arena Żagań – Krispol Września 3:1 (26:24, 25:23, 23:25, 26:24) oraz 3:2 (17:25, 25:15, 9:25, 25:23, 15:12)

WKS: Śląski, Hajkowski, Wróblewski, Milczarek, Lis, Janusz oraz Bińkowski (libero), Woźniak, Sajdak

 

Beniaminek sprawił ogromną niespodziankę, wygrywając dwa mecze z niekwestionowanym liderem rozgrywek i głównym faworytem do awansu, do I ligi.

Przypomnijmy, we Wrześni „wojskowi” postawili się tylko w jednym secie, ostatecznie przegrywając dwa mecze 1:3 i 0:3. W Żaganiu miał się odbyć trzeci (sobota, 19 marca) i ewentualnie czwarty mecz  w niedzielę, 20 marca (gra do trzech zwycięstw).

Siatkarze Krispolu przyjechali do Żagania z przekonaniem, że wygrają po raz trzeci już w sobotę i zapewnią sobie awans do kolejnego etapu play -off. Jeden z nich przyznał, że nie przywieźli nawet szczoteczek do zębów i nie liczyli na to, że będą musieli nocować. 

„Wojskowi”, mimo poważnych osłabień (brak dwóch libero Michała Baumgartena, Szymona Śmieszka, kontuzja Piotra Woźniaka) postawili przyjezdnym bardzo wysoko poprzeczkę. – Cały tydzień ostro trenowaliśmy. To przyniosło efekt – mówi Artur Darmstadter, grający trener WKS-u, który tym razem z ławki trenerskiej kierował zespołem.

Punkt za punkt

Zarówno sobotni jak i niedzielny mecz miał swoją specyfikę. W pierwszym walka toczyła się o każdy punkt i nikt nie odpuszczał pola. Mimo słabego początku (8:12 w 9. minucie) WKS szybko doprowadził do remisu, za sprawą świetnej gry szczególnie Adriana Milczarka i Wojciecha Lisa. Ten pierwszy świetnie serwował i atakował. Z kolei Lis potrafił zaskoczyć rywala techniczną sztuczką. Nie bez znaczenia też była gra Dominika Hajkowskiego, Artura Wróblewskiego i Jędrzeja Śląskiego. Zarówno w bloku jak i ataku panowie potrafili się wznieść na wyżyny swoich umiejętności. No i w końcu rozgrywający Sławomir Janusz. Kapitalnie wystawiał piłki kolegom i dyrygował grą. Z konieczności jako libero zagrał Tomasz Bińkowski. – Pokazał się w mistrzostwach Wojska Polskiego i dostał szansę od trenera – mówi Grzegorz Woźniak, kierownik drużyny. 

W pierwszym secie dzięki atakom Milczarka i Lisa „wojskowi” doprowadzili do stanu 24:21, ale wtedy maszynka jakby się zacięła. Krispol doprowadził do remisu, ale potem popełnił błędy i w rezultacie tą odsłonę WKS wygrał 26:24. W drugim secie miejscowi od początku prowadzili, W 41. minucie było już 18:12. Podobnie jak w inauguracyjnej odsłonie, tu również dostali zadyszki i Krispol doprowadził do wyrównania – 23:23. Najlepszy w szeregach gości Mateusz Iglewski posłał piłkę w aut i Sobieski prowadził już 2:0. Trzeci set to walka punkt za punkt. Po złym przyjęciu piłki przez Bińkowskiego było już 19:15 dla Krispolu, ale „wojskowi” się przebudzili. Niesieni dopingiem kibiców (w tym licznej grupki żołnierzy 11 Dywizji Kawalerii Pancernej) doprowadzili do prowadzenia 23:20. Wtedy jednak maszynka się zacięła i kolejne punkty zdobywali już tylko rywale. Było 2:1 i ciąg dalszy emocji. Niewątpliwie dostarczył ich ostatni set, gdzie walka toczyła się „na całego”. Siatkarze „wyciągali” wydawałoby się stracone piłki, wymiany trwały w nieskończoność. Efektownym zagraniom, blokom i asom serwisowym towarzyszyły nerwy i głupie błędy. Trenerzy brali czas, a Krzysztof Wójcik co chwilę gryzł długopis. Końcówkę lepiej wytrzymali miejscowi i to oni wygrali czwartego seta 26:24. Było 3:1 i kolejny mecz, w niedzielę.

Słaby początek, mocny finisz

Niedzielne spotkanie „wojskowi” zaczęli po prostu źle. Dużo zagrań w siatkę, zły odbiór piłki, nieskuteczny blok. Ale te wszystkie mankamenty naprawili w drugiej odsłonie, w której po kilku minutach zmiażdżyli wręcz lidera (16:3 po akcji Hajkowskiego!). Zaskoczony Wójcik brał co chwilę czas i dokonywał zmian, ale to nie pomogło. Na świetny blok Śląskiego, „gwoździe” Wróblewskiego czy atomowe ataki Milczarka wrześnianie nie mieli sposobu. W tej odsłonie lider zdobył zaledwie 15 punktów. W trzecim secie Krispol zrewanżował się „wojskowym” pozwalając im zdobyć zaledwie 9 punktów. Można wręcz powiedzieć, że WKS przeszedł obok tego seta. B yło 1:2 i niektórzy kibice przestali już wierzyć w sukces żagańskiej drużyny. Po zmianie stron WKS znowu zaczął grać dobrze. Co chwilę zmieniało się prowadzenie, ale więcej błędów popełniali podopieczni Wójcika. Emocje sięgnęły zenitu w tie – breaku. I znowu – walka punkt za punkt. Minimalnie cały czas prowadzili miejscowi, ale Krispol nie odpuszczał.  Gdy Sobieski osiągnął trzypunktową przewagę po akcji Milczarka (12:9), na hali zapanowała euforia. Lider doszedł na punkt, ale już nie zdołał więcej ugrać.

Walkę o decydujące punkty kibice oglądali na stojąco. Po chwili było 15:12 i drugi triumf WKS-u! Kto by się spodziewał, że beniaminek ligi może wygrać dwa razy w ciągu weekendu z drużyną, która w sezonie zasadniczym przegrała tylko raz?

Na 200 procent

Krzysztof Wójcik, trener Krispolu: – Przyznam, że chcieliśmy wygrać już w sobotę i spokojnie wrócić do domu. Wiedzieliśmy, że Sobieski potrafi grać. Pokazał to we Wrześni, w pierwszym meczu. Moi siatkarze nie zagrali na 200 procent, w przeciwieństwie do rywali, zabrakło koncentracji, popełniliśmy sporo głupich błędów. Z kolei żaganianie bardzo fajnie zagrali i zasłużenie wygrali. Teraz, przed decydującym meczem we Wrześni szanse oceniamy 50 na 50 – mówi.

Artur Darmstadter, trener WKS Sobieski:  – Już pierwszy mecz we Wrześni pokazał, że są do ugryzienia. Ciężko przepracowany tydzień dał efekty. Teraz wszystko jest nie tylko w rękach i nogach, co w głowach siatkarzy. Dziękuję kibicom za wspaniały doping, to było coś niesamowitego. Na pewno nam w dużym stopniu pomogli.

Napisz komentarz »