REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia, Wasze sprawy

Jedli skażone mięso

Opublikowano 13 stycznia 2011, autor: (pg)

Panika w Przylaskach. Na imprezie sylwestrowej, na której bawiło się 100 osób, serwowano mięso z larwami groźnego włośnia.

Gdy do szpitala z objawami włośnicy trafiła kobieta, która kilka dni przed balem jadła kiełbasę z dzika, pochodzącą od tego samego producenta, co wędliny serwowane na zabawie sylwestrowej, w niewielkiej wsi natychmiast skojarzono fakty i zapanowała ogólna panika. Strach był tym większy, że tuż po sylwestrze w szpitalu wylądował jeden z jego uczestników. – Ojciec miał gorączkę i czuł się bardzo słabo. Na szczęście było to tylko przeziębienie. Już jest dużo lepiej – wzdycha z ulgą Paweł Trubiłowicz. Podkreśla jednak, że rodzina z niepokojem czekała na wyniki badań, które wykluczyłyby włośnicę.

 

Nie wolno lekceważyć

O sprawie dowiedział się także Sanepid i natychmiast zarządził badania kiełbasy, która została po zabawie. Te wykazały, że mięso było skażone groźnymi larwami włośnia. Sanepid odesłał wszystkich uczestników zabawy do lekarza. Teraz ludzie muszą trwać w niepewności do końca tygodnia. – Ważne, żeby obserwowali stan swojego zdrowia – radzi Jacek Stępień, powiatowy inspektor Sanepidu. Podkreśla, że w początkowym stadium włośnica jest jak najbardziej uleczalna. Pierwsze symptomy pojawiają się już zwykle po tygodniu od zjedzenia skażonego mięsa. Wysoka gorączka, bolesność mięśni, biegunka i obrzęk twarzy – tych sygnałów nie wolno lekceważyć, bo larwy włośnia potrafią spowodować śmiertelne stany zapalne mózgu, płuc czy serca.

Pojawia się pytanie, gdzie jeszcze mogło trafić skażone mięso i ilu mieszkańcom regionu może grozić śmiertelna choroba. Okazuje się, że na szczęście mężczyzna, który przyrządził wędliny, nie produkuje ich masowo. – Zajmuje się tym okazjonalnie. W tym wypadku mięso pochodziło od dwóch dzików ustrzelonych pod Cybinką – tłumaczy szefowa słubickiego Sanepidu Jadwika Caban-Korbas. Uspokaja, że skażona partia na pewno nie trafiła ani do sklepów ani na inne zabawy.

 

Skąd larwy w mięsie?

Jak zapewnia Koło Gospodyń Wiejskich z Przylasek, które zorganizowało imprezę sylwestrową, mięso z masarni w Kunowicach pod Słubicami, które jedli goście podczas zabawy, było badane na obecność włośnia. Zaświadczenia te widział słubicki Sanepid. Skąd więc larwy w mięsie? – Trwa ustalanie wszystkich faktów. Rzeczywiście pewne elementy układanki nie pasują w całej tej historii – przyznaje J. Stępień.

Więcej powinno być wiadomo po weekendzie. O konkretnych ustaleniach Sanepidu poinformujemy w następnym numerze „GR”.

 

Jedzmy badane

Jacek Stępień, powiatowy inspektor Sanepidu w Żaganiu, podkreśla, że mięso przeznaczone do spożycia zawsze trzeba badać laboratoryjnie. – Wystrzegajmy się żywności, szczególnie dziczyzny, niewiadomego pochodzenia. Większość zachorowań dotyczy właśnie osób, które spożywały mięso dzików upolowanych nielegalnie. Inspektor podkreśla, że po wprowadzeniu obowiązku badania mięsa, choroba stała się dość rzadka. Mimo wszystko radzi, aby dziczyznę przed spożyciem zawsze gotować. Włośnia zabija też zamrożenie na 20 dni w temperaturze -15 stopni.

Każdy, kto uczestniczył w zabawie sylwestrowej, a ma niepokojące objawy, powinien zgłosić się do poradni chorób tropikalnych i odzwierzęcych w Zielonej Górze, przy ul. Zyty 26. Tel. 68 329 62 00.

Napisz komentarz »