REKLAMA

Wasze sprawy

Walczą o podwyżki

Opublikowano 22 kwietnia 2022, autor: bj

Zarabiają najniższą krajową. Dlatego poprosili o pomoc Solidarność i weszli w spór zbiorowy z niemieckim pracodawcą.

W spór zbiorowy ze swoim pracodawcą weszła załoga firmy produkującej ręcznie szyte obuwie w Lubsku. Chodzi o podwyżki. Pracując na akord, mimo starań, nie są w stanie wypracować nic ponad minimalną płacę. Mają 4-krotnie niższe stawki za godzinę od swoich kolegów z Niemiec. W połowie kwietnia odbyła się pierwsza runda rokowań.

– Udział w niej wzięli przedstawiciele komisji zakładowej, a także prokurent firmy oraz  zarząd regionu Solidarności – mówi Bogusław Motowidełko, przewodniczący Solidarności w Zielonej Górze.

O sporze wiedzą w Państwowej Inspekcji Pracy.

– Przedstawiciel działający w imieniu pracodawcy zgłosił spór zbiorowy w W&W Polska Sp. z o.o. okręgowemu inspektorowi pracy w Zielonej Górze pismem z 21.03.2022 r. – informuje Robert Simonjetz, zastępca szefa PIP.

Tani pracownik

W lubskiej firmie zajmują się produkcją obuwia ręcznie robionego. Ich buty wysyłane są na zachód Europy, a nawet do Japonii i Stanów Zjednoczonych. W Polsce dostępne są przez platformy zakupowe, zazwyczaj na e-Bay. Ceny najtańszych zaczynają się od kilkuset złotych, niektóre kosztują ponad tysiąc złotych.

W zakładzie w Lubsku pracują w większości kobiety. Na około 200 osób załogi jest zaledwie 20 mężczyzn. Większość pracowników ma 20-30-letnie doświadczenie, przeszli przez poprzednie zakłady – Junior, Feniks.

Zapewniają, że swoją pracę, choć jest ciężka, lubią i są związani z firmą. Znajdują w niej dużo pozytywów.

– To praca jednozmianowa, co zwłaszcza dla pań jest ważne, bo pozwala na funkcjonowanie według stałego rozkładu zajęć. Sama mogę, dzięki stałym godzinom, odebrać bez problemu dziecko ze żłobka – tłumaczy Małgorzata Musielak z zakładowej komisji Solidarności.

Niemcom to się płaci

W zakładzie ludzie pracują na akord. Ręcznie szyją obuwie skórzane, większość z podeszwami rehabilitacyjnymi.

– Dla osób z problemami zdrowotnymi, dla starszych, w pewnym sensie rehabilitacyjne, a na pewno komfortowe – mówi M. Musielak.

Na początku roku dostali podwyżkę. Stawki akordowe zostały podniesione o 7,5 procent, by dopasować ich wysokość do minimalnej płacy.

– Później się pan prokurent zreflektował i dał 7,75 procent – opowiada M. Musielak. I dorzuca: – Nasza firma ma taki sam zakład w Niemczech. Tam najniższa krajowa to minimum 10 euro na stawce akordowej, czyli godzinowej. To minimum. Stawka w Polsce dla najniższej grupy wynosi 14 zł – wylicza M. Musielak.

Nie chcieli rozmawiać

W firmie mają 9 grup zaszeregowania godzinowego, zależnych od tego, jaką kto wykonuje pracę. Szwaczka odpowiedzialna za precyzyjne szycie na maszynie albo siekacze, którzy kroją skórę, mają wyższą grupę niż pracownik wykonujący proste prace ręczne. najniższa grupa zaszeregowania to 14 zł na godzinę, najwyższa – 17,50 zł. Do tego 18 proc. premii.

– Najniższe grupy nie osiągają nawet minimalnej płacy z akordu. Pracodawca musi dopłacać, żeby mieli te 3 tys. zł brutto. Pracownik nie ma szans na to, by zarobić choćby złotówkę powyżej najniższej krajowej. Za pracę w hałasie, w wymuszonej pozycji, z bolącymi od narzędzi rękoma – argumentuje M. Musielak.

Najpierw próbowali rozmawiać z pracodawcą. Jeszcze w zeszłym roku, w sierpniu.

– Już wtedy widzieliśmy, że firma wychodzi na prostą po pandemii, że idą zamówienia i produkcja. Były rozmowy o podwyżkach, ale bez efektu. Potem w styczniu. Ale pracodawca powiedział, że zakład źle funkcjonuje, że wciąż jesteśmy zadłużeni i nie stać ich na większą podwyżkę – informuje M. Musielak.

Pisali , ale właściciele w ogóle nie przyjechali na rozmowy z nimi.

– W marcu poprosiliśmy o pomoc Solidarność. Bo rozmawiamy cały czas tylko z prokurentem, który przekazuje zdanie właściciela – dopowiada M. Musielak.

Pracownicy oczekują podwyżki w wysokości 490 zł brutto. Ostatnie negocjacje w ramach sporu zbiorowego odbyły się 12.04. Kolejne spotkanie, kiedy prawdopodobnie dojdzie do rozmów z właścicielami, zaplanowane jest na przełom kwietnia i maja.

Ponad miarę

Prokurent firmy nie ukrywa, że żądania pracowników są dla właścicieli wygórowane.

– To prawda, że jest spór zbiorowy. Oczekiwania pracowników były wyższe, niż pracodawca spełnił. Od stycznia była podwyżka o prawie 8 procent. Oczekują natomiast kilkunastu procent. Niestety przez pandemię i dwa ostatnie ciężkie lata nie byliśmy w stanie wyjść naprzeciw takiemu oczekiwaniu. W naszej opinii – ponad miarę – mówi Jerzy Kaczmarczyk, prokurent.

Zapewnia jednak, że pracodawca nie odżegnuje się od rozmów.

– Oczywiście chcemy rozmawiać z naszymi pracownikami. Firma zresztą przez 17 lat istnienia co roku podnosiła płace, oczywiście o przesłanki ekonomiczne, gdy chodziło o wzrost minimalnej płacy czy inflację. Teraz, jeżeli rokowania zakończą się podpisaniem protokołu rozbieżności, wówczas wkroczy niezależny mediator. Bo jednak trzeba wziąć pod uwagę, że firma musi egzystować, żeby miejsca pracy były zachowane – kończy J. Kaczmarczyk.

komentarz »
  1. Staszek 29 kwietnia 2022 14:05 - Odpowiedź

    Niewolnictwo na miarę XXI wieku, praca do śmierci za miskę ryżu i tak od czasu rządów PO i PSL.
    Firma ponadto zarabia na słabej złotówce, a zyski wykazują i płacą podatek od zysku?

Napisz komentarz »