REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Wrzód się w końcu rozlał

Opublikowano 16 kwietnia 2022, autor: bj

Ochotnicy z Mirostowic Dolnych wylali wszystkie żale do wójta, Leszka Mrożka. Służby w straży jednak nie porzucają. A wójt nie rezygnuje ze sprawy w sądzie.

Przed walnym zebraniem (9.04.) ochotnicy z Mirostowic Dolnych zapowiadali, że chcą zrezygnować ze służby w OSP. Zarówno zarząd, jak i wszyscy strażacy. Przyczyną był konflikt z wójtem.

Przypomnijmy. Na początku marca gruchnęła wiadomość, że strażacy z OSP w Mirostowicach Dolnych chcieli udostępnić swoją świetlicę dla kobiet z dziećmi z Ukrainy. Wójt nie wyraził na to zgody, argumentując, że uchodźców było za dużo. Remiza miała być tymczasowym schronieniem dla 10 osób, a potrzebujących było 16. Ochotnicy nie ukrywali rozgoryczenia.

Wojna wójta ze strażakami

Na zebraniu w sobotę, 9.04., padły ostre słowa.

– Wojna pana wójta z naszą jednostką trwa od 2016 r. Wtedy byliśmy gospodarzami Gminnego Dnia Strażaka. Trójka zaproszonych gości wszczęła bojkę. W jej wyniku jedna osoba została dotkliwie poszkodowana. Spędziła miesiąc w szpitalu i przeszła 4 operacje. Wtedy wójt nie zrobił nic, pomimo tego, że to była gminna impreza. Aby doprowadzić do wyroków dla sprawców, potrzebna była interwencja u ministra sprawiedliwości. Ale po tej sprawie byliśmy traktowani przez wójta „po macoszemu” – wyjaśniał Krzysztof Witka, prezes OSP Mirostowice Dolne. Nieoficjalnie wiadomo, że w sprawę zamieszany był jeden z radnych.

– Nie ma u mnie złej woli. W gminie mamy 6 jednostek OSP. I z żadną inną nie ma problemów – bronił się wójt Leszek Mrożek. Nawiązał do zajścia  sprzed 6 lat. – Po pół godzinie opuściłem imprezę w Mirostowicach Dolnych i pojechałem do Złotnika, więc nie wiedziałem, co się wówczas działo i nie chciałem stawać po żadnej ze stron. Teraz jest to zakończone wyrokiem, ale wtedy trudno było przesądzać, kto mówi prawdę – tłumaczył.

– Po tej  sytuacji przez miesiąc leżałam w szpitalu. Nie było żadnego zainteresowania z pana strony – wypominała Małgorzata Witka, która została poszkodowana podczas imprezy sprzed lat.

– Ale czy ja miałem przy pani łóżku stać? – pytał retorycznie wójt, nie ukrywając irytacji.

Piła czy kurtki?

Pod adresem wójta padły też inne zarzuty.

– Podstawą funkcjonowania OSP jest stowarzyszenie, ale my jako stowarzyszenie nie mogliśmy realizować naszych potrzeb. Musieliśmy prosić o pozwolenie na zakup łańcucha do pił czy oddanie ich do regulacji – wypominał K. Witka.

– Środkami publicznymi dysponuję ja i ja za nie odpowiadam, gdy gmina daje dotację. Jeżeli ktoś wymyśli jakiś zakup, to muszę reagować. Bo gdy pilnie potrzebna jest piła, a ktoś postanowi kupić kurtki, muszę interweniować. Bo na wszystko nie wystarcza pieniędzy – wyjaśniał L. Mrożek.

Zarzutów o finansowym charakterze było więcej.

– Była taka sytuacja, kiedy mieliśmy zgodę wójta na skorzystanie z dofinansowania, a dzień przed podpisaniem umowy stwierdził, że nie da pieniędzy na wkład własny. Z pomocą przyszła firma Apexim i w ciągu godziny pieniądze były na naszym koncie. W przeciwnym razie  musielibyśmy z własnych kieszeni wykładać, żebyśmy nie wyszli na niepoważnych – podkreślał K. Witka.

– A ja pamiętam inną historię. Jak mówiliście, że Apexim da na samochód pół miliona, a w końcu się okazało, że 5 tys. zł nie chcą dać – zarzucał wójt.

Z sali padły argumenty, że pieniądze obiecywał właściciel firmy, który wkrótce zmarł. Dlatego była zmiana decyzji.

Pieszo ze sztandarem

W rewanżu strażacy wspomnieli inną historię.

– Nie otrzymaliśmy zgody na wyjazd samochodu na pogrzeb naszego wieloletniego kierowcy i biegliśmy pieszo ze sztandarem na cmentarz – kontynuował K. Witka.

Na to wójt też miał odpowiedź.

– Za późno złożyliście pismo. Formalnie musi być zgoda na piśmie na każdy wyjazd auta, poza wyjazdem do akcji – odpowiadał wójt.

– Ale przecież pogrzeb to nie wesele! Ciężko było z wyprzedzeniem napisać – odpierali strażacy.

– A pan powiedział, że wyglądam jak dziad i szarpnął mnie za kurtkę strażacką. I jeszcze pan rzucił, że to pan za mundury płaci. A w tym przypadku to nie było akurat z gminnych finansów kupione – unosił się Jarosław Bett, strażak.

– Przepraszałem już za to. Zresztą, tak jak za wiele rzeczy. W zasadzie cały czas przepraszam – odpowiadał mu L. Mrożek.

Pękło

Strażacy przypomnieli też o sprawie, która ostatecznie poróżniła ich z wójtem – świetlicy dla Ukrainek z dziećmi.

– Wojewoda miał wyznaczać miejsca pobytu. Remizy miały być w ostateczności. Wojewoda musiałby wskazać remizę, ale tego nie zrobił, mając do dyspozycji na przykład hotele. O tym mówiłem – argumentował wójt.

– To ja byłem w urzędzie i usłyszałem od wójta, że nikt nie będzie po nich sprzątał i malował. Nie było mowy o tym, że były jakieś instrukcje z województwa – zapewniał Zbigniew Witka, radny i sołtys. I podkreślał: – Strażacy ochotnicy czasem żonę, rodzinę zostawiają i biegną do akcji. Dlatego to jest tak bardzo przykre. Tym bardziej, że my tu wszystko własnymi rękami robiliśmy, chociażby remont i rozbudowę świetlicy.

– Nasz wrzód rozlał się po 6 latach – skwitował Sławomir Wójtowicz, były zastępca komendanta powiatowego PSP i członek komisji rewizyjnej OSP w Mirostowicach Dolnych.

Przejęła pałeczkę

Przed walnym zebraniem ochotnicy z Mirostowic Dolnych zapowiadali, że chcą zrezygnować ze służby w OSP. Planowali rozwiązać stowarzyszenie.

– Apeluję do was, żebyście się nie rozwiązywali. Jesteście pomiędzy ludźmi. Zawsze biegliście ratować ich życie i dobytek. Proszę, żebyście utrzymali jednostkę – przekonywał ochotników Józef Radzion, starosta żarski.

– Jesteście nieocenionym wsparciem dla straży zawodowej – wspierał go Mariusz Morawski, komendant powiatowy PSP.

Te apele na niewiele się zdały. Wszyscy funkcyjni, czyli zarząd i członkowie komisji rewizyjnej, zrezygnowali. Ostatecznie, po przerwie, zaproponowali rozwiązanie – zarząd i komisję w nowym składzie.

– Sytuację uratowała moja mama, która zdecydowała się przejąć pałeczkę prezesowania. Nigdy bym się nie spodziewał, że funkcję prezesa OSP przejmę od taty, Zbigniewa, a oddam mamie – komentował K. Witka.

Ostatecznie decyzją strażaków prezesem została M. Witka, naczelnikiem – Adrian Sielski, skarbnikiem – Agata Targońska, sekretarzem – Weronika Białkowska, gospodarzem – Damian Reczuch, przewodniczącym komisji rewizyjnej – J. Bett, sekretarzem komisji – Paulina Wiśniewska, Daniel Karpowicz – członkiem.

Wójt idzie do sądu

 Wciąż jednak nad OSP w Mirostowicach Dolnych wisi groźba sądowego procesu. Chce go wytoczyć wójt. Przedsądowe pismo z wezwaniem do przeprosin na Facebooku OSP oraz na portalu remiza.pl z żądaniem wpłaty 5 tys. zł na rzecz uchodźców strażacy już otrzymali.

– Tu zdania nie zmieniam. Oczywiście ta sprawa nie będzie dotyczyła nowej pani prezes, ale jej poprzednika. W ciągu kilku najbliższych dni sprawa zostanie skierowana do sądu – kończy L. Mrożek.

Napisz komentarz »