REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Dziecko i walizka w ręce

Opublikowano 16 kwietnia 2022, autor: jb

Połowę swojego krótkiego życia 2,5-miesięczny Dmytro spędził już w Polsce. – Byłam miesiąc po cesarce i nie było mi lekko, ale wiedziałam, że musimy uciekać – mówi jego mama Natalia Shchipanova.

Pani Natalia z synkiem, 6-letnią córką Anastazją i mamą Ludmiłą przyjechali z Iwano – Frankowska.

– W Ukrainie został mąż, rodzina, znajomi. Bardzo się o nich martwimy – mówi. – Syna urodziłam 18 stycznia, miałam cesarkę. Jak zaczęła się wojna, nie chciałam wyjeżdżać. Pomimo zbombardowania lotniska i terenów wojskowych, było u  nas spokojnie. Dopiero kiedy Rosjanie weszli do elektrowni atomowych, uświadomiłam sobie, że zagrożenie jest poważne. Bardzo ciężko było podjąć decyzję, żeby zostawić tam wszystko. Przyjechała ze mną mama. Jest nauczycielem, tu prowadzi zajęcia ze online – mówi.

Dziecko czy walizka?

Pani Natalia przyjechała miesiąc temu z jedną walizką i plecakiem, zakapowanymi rzeczami dla trzech osób. W tę walizkę i plecak musiała zmieścić swoje dotychczasowe życie.

– Córka bardzo przeżywała bombardowania. Musieliśmy się chować do piwnicy na czas alarmu. Nie było lekko, to była zima – mówi.

Choć do przejścia granicznego mają około 200 km, jechali ponad 14 godzin.

– Na 10 km przed granicą była już kolejka. Granicę przekraczaliśmy pieszo, przez 5 godzin. Gdybym nie wzięła wózka dla dziecka, tu musiałabym wybierać, czy nieść w rękach dziecko czy walizkę – mówi. Wolontariusze z Polski zabrali ich do Trzebiela.

Pomogły osoby zgromadzone wokół Stowarzyszenia Turystycznego „Piechur” z Żagania, zorganizowali zbiórkę pieniędzy i darów. Konieczna była pomoc okulisty i poporodowa wizyta u lekarza. W zbiórkę włączyła się społeczność Żłobka nr 3 w Żarach.

Mamy do kogo wracać

– Nie spodziewaliśmy się, że zupełnie przecież obcy ludzie tak się zaangażują. Córka nie może jeść glutenu. Jak w Ukrainie zaczęła się wojna, mieliśmy zapasy jedzenia dla niej. Ale tam jest już problem z kupieniem normalnego jedzenia, a co dopiero specjalistycznego. Nie mieliśmy nawet mąki, żeby upiec jej chleb – mówi.

Chcieliby wrócić jak najszybciej.

– Póki co, mamy do kogo i mamy dom. Modlę się każdego dnia, żeby tak zostało. Tu nie ma bomb i strzelania, ale za to coraz ciężej na duszy. Przeżywamy i martwimy się za tych, którzy są tam. Mamy rodzinę w Charkowie czy Mariupolu. Brat koleżanki pierwszego dnia wojny wyszedł w Mariupolu do pracy. Stracił kontakt z żoną i córką. Do tej pory nie wie, czy żyją, czy zostały wywiezione do Rosji – mówi.

Pani Natalia pracowała w firmie logistycznej.

– Do końca nie wierzyłam, że ta wojna będzie. Bomby to straszna rzecz, ale dopiero jak zaczął się terror na cywilach, zdecydowaliśmy się uciekać, dla dzieci – mówi pani Natalia.

Święta online

Wielkanoc Ukraińcy świętować będą tydzień po nas. W naszą Wielkanoc mają swoją niedzielę palmową.

– Moja mama już nawet wcześniej razem z Polakami poświęciła  palmę w kościele. Święta będą inne. Dla Anastazji upieczemy paschę, bo ją lubi. Święto zrobimy, ale czy je odczujemy, to nie wiemy. Postaramy się świętować z rodziną przez internet. Dobrze, że jeszcze mamy z kim świętować, nawet na odległość – mówi.

Napisz komentarz »