REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Iga pomaga ze wszystkich sił

Opublikowano 01 kwietnia 2022, autor: nk

Iga Lis, córka Ewy Lis, właścicielki żarskiego biura nieruchomości, mieszka w Warszawie i dzieli się wszystkim, czym może, z uchodźcami z Ukrainy. Zapewnia im noclegi, pomaga w transporcie, dostarcza jedzenie, współpracuje z wolontariuszami. Na co dzień jest prawnikiem i ma dwójkę dzieci.

„Regionalna”: Wszystkich nas poruszyła historia 16-letniej Sofii. To dzięki pomocy pani Igi dziewczynka trafiła do Żar, gdzie odnalazła „przyszywaną” babcię. Warto pomagać?

Iga Lis: Wszyscy jesteśmy zaangażowani w pomoc w Warszawie, gdzie obecnie mieszkam. Sama mam kilku Ukraińców w domu i cały czas coś się dzieje. Jeżeli chodzi o historię Sofii, to moja mama do mnie zadzwoniła i zapytała, czy mogłabym przenocować Sofię, bo dziewczyna miała jechać z Zaporoża do Lwowa, a później do Warszawy i do Żar. Okazało się, że Sofia nie dojedzie do Warszawy, bo pociąg ze Lwowa do Przemyśla jest opóźniony i nie zdąży się przesiąść. Zawiozłam więc moją 13-letnią córkę do centrum handlowego, żeby kupiła najpotrzebniejsze rzeczy dla Sofii, a sama ruszyłam w drogę do Przemyśla. Wiedziałam, że się spóźnię, bo do Przemyśla jedzie się 4,5 godziny, więc zadzwoniłam do koordynatorów z Przemyśla, żeby mi ją znaleźli, bo to przecież jest 16-letnie dziecko. Zadzwoniłam do znajomego Ukraińca, żeby zadzwonił i wytłumaczył Sofii, jak ma jako dziecko przekroczyć granicę. Jestem prawnikiem, więc kazałam jej oświadczyć na granicy, że jedzie z kimś dorosłym, kto ma nad nią tzw. pieczę tymczasową na okres transportu, a my ją w Przemyślu odbierzemy.

Jak Sofia zachowywała się w pierwszych dniach po ucieczce z wojennego Mariupola?

Sofia jest dzieckiem, które przeżyło już drugą wojnę, bo ona mieszkała w Donbasie i w 2014 roku, gdy miała 8 lat, musiała pierwszy raz uciekać. Teraz mieszkała w Mariupolu, gdzie sytuacja jest najgorsza. Miała bardzo duży kryzys, gdy przyjechała do Warszawy, bo to był ten moment, gdy bardzo mocno bombardowali Mariupol. Nie mogła jeść, gdy dostawała informacje od znajomych, którzy uciekali z miasta. Pokazywała zdjęcia zniszczonych miejsc z sąsiedztwa. Bardzo to przeżywała. To, co ją postawiło na nogi, to… wycieczka po Warszawie. Pokazywaliśmy jej zdjęcia zniszczonej Warszawy z 1945 roku i ona nie mogła uwierzyć, że udało nam się odbudować stolicę. Poziom zniszczeń w Mariupolu jest obecnie podobny, a my tłumaczyliśmy jej, że wszystko się odbuduje. Pojawił się uśmiech na jej twarzy i nawet mówiła, że musi iść na architekturę, żeby tam wrócić i odbudować to miasto. Udało nam się także być także na przemówieniu Joe Bidena, prezydenta USA, bo Sofii przyjazd zbiegł się z jego wizytą.

Dlaczego pani zdecydowała się pomagać?

Wystarczyło pojechać na dworzec, zobaczyć te małe dzieci i ich matki… Ale my nie jesteśmy w tym wyjątkowi. Wielu moich przyjaciół udostępnia nawet pokoje swoich dzieci, żeby przyjąć uchodźców. W pomoc angażują się i bardzo bogate osoby, i bardzo biedne. Niektórzy oddają swoje ostatnie rzeczy. Mam takie przemyślenie, że Ukraińcy uratowali nam skórę. Gdy rozpoczęła się wojna, to byłam najpierw w Hamburgu, a później w Zurychu, bo zawodowo dużo latam po świecie i sobie tak pomyślałam, że gdyby Rosjanom tak łatwo poszło, to nie zatrzymaliby się na Ukrainie.

Z ostatniej chwili
Pani Iga zaprosiła do siebie do domu kolejnych uchodźców. Tym razem Ukrainkę z Kijowa – Ludmiłę z dwójką dzieci (8 i 2 lata). Dzięki szybkiej reakcji mamy pani Igi, trafią do Środy Wielkopolskiej.
– Zajmie się nimi moja serdeczna koleżanka, „super” Kasia – mówi Ewa Lis. – Zamieszkają w mieszkaniu parafialnym u super proboszcza.
Napisz komentarz »