REKLAMA

Wasze sprawy

Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy

Opublikowano 01 kwietnia 2022, autor: nk

Uważa Stefan Bielawski (69 l.), właściciel firmy Hydrobiel, który walczy o ukaranie urzędników, którzy doprowadzili, jak twierdzi, do upadku jego firmy.

„Regionalna”: Jak pan się czuje? Jak zdrowie?

Stefan Bielawski: Wiekowy już jestem, mam problemy z płucami, ale nie odpuszczę, dopóki nie odzyskam zagrabionego majątku.

Z czego pan żyje?

Mamy z żoną emeryturę, ale komornik zabiera 25 proc. z niej. Opiekujemy się też wujkiem, który też ma emeryturę. Jest ciężko, tym bardziej, że mam poczucie, że na to nie zasłużyłem.

Wierzy pan jeszcze w to, że odzyska majątek?

Gdybym nie wierzył, to już dawno bym się powiesił. Babcia mnie zawsze uczyła jednej rzeczy i mówiła, że Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. To tylko kwestia czasu. Nie ma innej opcji.

Domaga się pan odszkodowania od miasta Wrocław za zniszczenie firmy. Na jakim etapie jest sprawa?

Sprawa o moje odszkodowanie trwa. Był koronawirus, to wszystko się przeciąga. Sprawa odbywa się w Paryżu.

Jakiej kwoty pan się domaga od Wrocławia?

To jest poufne.

A jak pan wycenia swoją firmę?

Byliśmy jedną z największych firm budowlanych w mieście. Zatrudniałem 300 osób. Mieliśmy nowoczesny sprzęt. Ciągle inwestowaliśmy w nowy. Gdybym miał oszacować wartość firmy, to byłoby to dzisiaj co najmniej 200 mln zł.

 Cały pański majątek zajęli komornicy?

Tak, cała gotówka, nieruchomości, maszyny, nawet dom, w którym mieszkam, jest zajęty. Nie wszystko zostało sprzedane, jak np. budynek po dawnym lodowisku (przy ul. Telemanna w Żarach – przyt. red.), ale pieniądze z najmu i tak nie trafiają do mnie, tylko wynajmujący płaci do urzędu skarbowego.

Można powiedzieć, że komornicy zarobili na pańskim majątku?

Na padlinę każdy się rzuca. Nie będę wiele mówił, ale jest trzech, którzy się moją sprawą zajmują. W Żarach dlaczego panią komornik odwołali, nikt tego nie zgłębił. Ja nie chciałem robić dymu wokół tego, a poza tym nie miałem na to siły, ale tam były ostre przekręty. Na dzień dobry wzięła z kont 941 tys. zł na koszty zarządu, tak to było nazwane. Sąd Okręgowy w Zielonej Górze to uchylił.

Czy w związku z pańską sprawą ktoś poniósł odpowiedzialność karną?

Tylko dwie osoby dostały zarzuty oszustwa i niedopełnienia obowiązków. To dyrektorka i główna księgowa. Prokuratura postawiła zarzuty tym, którzy za cyngiel pociągali, a nie tym, którzy to zlecali. Ktoś mocno trzyma stronę ówczesnego prezydenta, bo nawet z opinii niezależnego biegłego prokuratury wynika, że on jako kierownik całej jednostki samorządowej odpowiada za całość. To nie jest tak, że on się może wymigać, że nie można mu postawić zarzutów. Trzeba.

Czy to już koniec tej sprawy?

Prokuratura krajowa dopatrzyła się wielu nieprawidłowości w działaniach prokuratury okręgowej w Legnicy, która prowadzi tę sprawę. Liczę, że sprawa będzie miała dalszy ciąg. Merytorycznie, żeby sprawę ruszyć w prokuraturze pomógł poseł Jerzy Materna i jego asystent Kazimierz Drozd. Tym panom jestem bardzo zobowiązany.

Przypomnijmy, na czym polegało krzywdzące dla pana firmy działanie samorządu?

Samorząd bezprawnie naliczył mojej firmie ponad 150 mln zł kary za nieusunięcie usterek po inwestycji. Nie mieli prawa tego zrobić, bo nie minął jeszcze termin gwarancji. Zresztą mieli zabezpieczenie na usunięcie usterek na kwotę 1 mln 350 tys. euro, z której mogli skorzystać w przypadku, gdybym ich nie usuwał.

Kto miał interes w nałożeniu kar na Hydrobiel?

Interes w tym miał głównie prezydent, jego zastępca, bo to oni polecieliby ze stanowiska ze względu na zbyt wysoki dług miasta. Naliczając wielomilionowe kary, mogli wpisać je do dochodów, bez względu na to, czy były one naliczone zgodnie z prawem, czy nie. Tym samym dochody rosły i poprawiały się współczynniki zadłużenia miasta. Kreatywną księgowością uratowali swoje stołki i doprowadzili moją firmę do upadku. Naliczyli bezprawnie te kary również innym firmom. Nie byłem jedyny. Później przyznali się, że to była inżynieria finansowa. Tylko co z tego, jak mojej firmy już nie ma.

Po upadku Hydrobielu został pan sam?

Wiele osób odeszło, ale była grupa przyjaciół, którzy wsparli mnie choćby w momencie, gdy musiałem uiścić opłatę, wnosząc sprawę do sądu w Paryżu. Byli to m.in. Roman Pogorzelec, Franciszek Wołowicz, Marek Rapacz, Jan Basztabin, Janusch Kubitza, a także Jerzy Frania ze Zgorzelca, śp. Maciej Gramowski i Marek Prędkiewicz. Teraz też mogę liczyć na życzliwość w okresie świąt. Są tacy, którzy nie zapomnieli i przysyłają chociażby świąteczną kartkę.

 Mieszka pan w pobliżu dawnej siedziby firmy przy ul. Zwycięzców. Przez okno widzi pan inwestycje, które powstały na pana terenie. Co pan czuje?

Jest żal. Nawet nie wychodzę za płot, żeby na to popatrzeć. Tak serce boli.

Napisz komentarz »