REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Pokonamy ruskich!

Opublikowano 18 marca 2022, autor: bj

O kolejnych tygodniach wojny w Ukrainie opowiada Andrii Sribniak (27 l.), lekarz, który jeszcze miesiąc temu pracował w 105. Szpitalu Wojskowym w Żarach.

Po wybuchu wojny Andrii Sribniak zdecydował o wyjeździe do swojej ojczyzny. Trafił do rodzinnego miasta Kałusz, w obwodzie iwano-frankowskim. W mieście cały czas odbywają się akcje ewakuacyjne.

– Dużo osób udało się już ewakuować. Oczywiście ruscy cały czas próbują atakować kolumny. W naszym szpitalu są ranni. Na szczęście szpitale w miejscach walk dają radę. Dociera też pomoc humanitarna i broń. Mimo wojny, nasza logistyka działa, choć oczywiście są miasta, gdzie sytuacja jest trudna. Wszyscy starają się dostarczyć jedzenie do okupowanych miast – podkreśla A. Sribniak.

Rozmawiamy z nim tylko wtedy, gdy odpoczywa po służbie. Gdy ją pełni, musi być skupiony, czujny. Miasto jest w gotowości. Umundurowane, uzbrojone patrole poszukują rosyjskich dywersantów, sprawdzają umocnienia, pomagają ludziom w ewakuacji. A. Sribniak dodatkowo szkoli żołnierzy, jak udzielać pierwszej pomocy.

– Kilka dni temu były ponowne bombardowania lotniska w Iwano-Frankowsku. Na sąsiednie wsie spadł kawałek zestrzelonej ruskiej rakiety – mówi. Ruscy, ruskie. Tak właśnie określa się Rosjan. – Jednemu z mieszkańców kawałki rakiety spadły na dach. Gorzej było w bazie wojskowej w obwodzie lwowskim. Na nią zostało wystrzelonych 30 rakiet. Nasi piloci myśliwców zniszczyli 22. Reszta zabiła 34 osoby, było też 134 rannych – opowiada.

A. Sribniak na razie ma przydział na miejscu, w Kałuszu.

– Poza służbami, w wolnym czasie, mamy ćwiczenia – taktyczne, strzelania, pierwszej pomocy medycznej – wylicza.

Przed bohaterami na kolana

Czasem, niestety, trzeba też wypełnić smutny obowiązek.

– W środę, 16.03., w ostatnią drogę odprowadzaliśmy dwóch bohaterów z naszego miasta – Volodymyra Kushlyka, który zginął w wieku 25 lat oraz Ihora Choshko, który miał 45 lat. Zabili ich ruscy pod Kijowem – tłumaczy.

Rodzinnym miastem obu był Kałusz. Ale jak tylko zaczęła się wojna, pojechali do Kijowa walczyć, bronić stolicy.

Pogrzeb żołnierzy był wielką manifestacją.

– To była duża kolumna ludzi w całym mieście, którzy klękali przed naszymi bohaterami. Zawsze będziemy pamiętać to, co ruscy robią codziennie naszemu narodowi. Żaden ruski na całym świecie nie zmyje krwi naszych rodaków za swoich rąk. I każdy ruski, który przyjdzie na naszą ziemię z bronią, od broni padnie. Jesteśmy zjednoczeni, jak nigdy wcześniej nie byliśmy. Pokonamy ruskich! – nie ukrywa emocji A. Sribniak.

Przyjaciele walczą

Również pod Kijowem znajduje się Yurii Mahurskyi, bliski kolega A. Sribniaka. Na udostępnionym przez niego poście w internecie, Y. Mahurskyi pisze, że lekarski kitel zamienił na mundur. Że walczy, ale też pomaga, korzystając ze swojej wiedzy medycznej.

– Poznaliśmy się podczas specjalizacji na kursie ortopedii dziecięcej w Iwano-Frankowsku. On też jest lekarzem. Teraz znajduje się w rejonie stolicy, jako strzelec-medyk w grupie „Karpatska Sicz”. Mamy ze sobą cały czas kontakt. On opowiada, że zaczynają wypierać ruskich spod Kijowa – relacjonuje A. Sribniak.

A w Ukrainie czekają na takie wiadomości. Dobre wiadomości.

– W środę dostaliśmy wiadomość, że prezydent Biden podpisał ustawę i dostaniemy od USA 800 systemów przeciwlotniczych i to jest bardzo dobra informacja – nie ukrywa radości Andrii.

Trudno go zastąpić

Na szybkie zakończenie wojny czekają wszyscy. Nie tylko w Ukrainie.

O A. Sribniaka pytamy w 105. Szpitalu Wojskowym w Żarach.

– Przez ten rok, kiedy pracował w szpitalu, był takim sztandarowym lekarzem SOR. Bardzo ciężko jest go zastąpić. Bo takich pracowitych lekarzy, z takim nosem zabiegowym do nastawiania zwichnięć, złamań, bardzo brakuje. Tym bardziej, że Andrii jest bardzo utalentowany. A tak po ludzku, brakuje jego uśmiechu, humoru. Jest bardzo lubiany. Wszyscy mnie pytają, czy mam od niego wieści. Czekamy na niego. Mamy z nim kontakt, wiem, że on też chciałby jak najszybciej wrócić – mówi Marek Femlak, zastępca komendanta ds. leczniczych 105. Szpitala Wojskowego w Żarach.

Pełen nadziei jest sam A. Sribniak.

– My mamy dużą motywację, bo jesteśmy na swojej ziemi i walczymy o naszą ojczyznę. Ruscy nie mają tej motywacji i oni przegrają tę wojnę. Ja dziękuję wszystkim Polakom za pomoc. Pozdrawiam wszystkich kolegów i znajomych! Niech żyje wolna Ukraina! Niech żyje wolna Polska! – kończy cotygodniową rozmowę z „Regionalną” A. Sribniak.

Napisz komentarz »