REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Nie mógł już wrócić do domu

Opublikowano 18 marca 2022, autor: jb

Danylo Arutiunov (19 l.), uczeń Zespołu Szkół Technicznych i Licealnych w Żaganiu, uciekł z Ukrainy bez najbliższej rodziny.

Danylo w Polsce jest już prawie od 3 lat, w 2019 roku przyjechał do Żagania do babci, która tutaj pracowała. Jest w maturalnej klasie liceum. Do domu w Ukrainie wyjechał w grudniu przed przerwą świąteczną w szkołach. Mieszka w Sumach, w północno-wschodniej części kraju.

– Było nauczanie zdalne, więc mogłem uczestniczyć w zajęciach przez internet, kończyło się 21 lutego, więc po tym terminie chciałem wrócić – mówi.

Danylo gra także w hokej na trawie, 28 lutego miał umówione w tej sprawie spotkanie w Manchesterze w ramach programu „Erasmus+ Sport”, na 3 marca planował powrót do Żagania. Wybuch wojny zastał go w Kijowie, gdy przyjechał po wizę, by móc wjechać do Wielkiej Brytanii.

– 23 lutego dostałem SMS-a z informacją, że następnego dnia powinienem odebrać paszport. Podróż z Sum do Kijowa zajmuje około 4-5 godzin. W czwartek, 24 lutego, z domu wyjechałem około godz. 3:00, w Kijowie byłem około 8:00. Dziesięć osób czekało przy centrum wizowym, ale ochrona powiedziała, że już jest zamknięte, że wszyscy pracownicy wyjechali dzień wcześniej. Nie wiadomo dokąd. Skierowano nas najpierw pod inny adres w Kijowie, ale tam nikogo nie było. Do tej pory nie wiem, gdzie jest mój paszport – opowiada.

– Pierwszego dnia wojny, były już bombardowania, z daleka było słychać strzały. To był pochmurny poranek. Słyszałem samoloty, choć nie można było ich dostrzec. Okropne uczucie – dodaje.

D. Arutiunov już nie wrócił do domu w Sumach.

– Nie miałem u kogo się zatrzymać. Dworzec kolejowy był czynny tylko dla tych, którzy już mieli kupione wcześniej bilety, nie jeździły autobusy. Tak się złożyło, że znajomy mamy był w Kijowie, bo właśnie zaczął leczenie onkologiczne. Nie było wtedy informacji, że klinika będzie zamknięta. Jeszcze tego samego dnia zdecydowaliśmy, że wyjeżdżamy do Polski – mówi.

Wyjechali około godz. 16:00, do granicy z Polską w okolicach Lublina dotarli 26.02. rano.

– Wybraliśmy dłuższą trasę, kierując się bardziej na południe, żeby jechać możliwie daleko od granicy z Białorusią. Przez Winnicę, Chmielnicki, Tarnopol i do Lwowa. Nigdy nie widziałem tak dużych kolejek na granicy – opowiada.

Trudno robić plany

Do Polski dojechała później rodzina D. Arutiunova. Teraz w Zielonej Górze jest babcia Walerija oraz mama Svietlana i siostra Anna.

– Mama i siostra dojechały ostatnio, jak udało się uciec korytarzem humanitarnym, czekały na taki, żeby nie trafić z niego prosto do Rosji, bo nie wiadomo, co by się z nimi potem stało – mówi Danylo.

W Sumach został tata Serhij.

– Każdą noc spędza w piwnicy. Nie może wyjechać z kraju, ale też nie chce. Nie jest w wojsku, ale wspiera obronę terytorialną, gotując jedzenie w bazie technikum. Pomaga jak potrafi, bo dobrze gotuje, kiedyś sam prowadził restaurację. Kontakt staramy się utrzymywać przez WhatsApp-a. U taty bywa tak, że jest prąd, ale na przykład nie ma wody, bo akurat był ostrzelany wodociąg. Jest stres. Ja mam jednak nadzieję, że wszystko będzie w porządku. I z ojcem, i w ogóle z Ukrainą, żebyśmy mieli do czego wracać. Chciałbym, żeby udało się wygryźć tego wroga z kraju. Rosja to nie jest kraj, który chce coś dobrego dla Ukrainy zrobić. A spodziewali się chyba, że będziemy ich tam witać z rosyjskimi flagami – dodaje.

W Żaganiu Danylo został sam.

– Pomagali mi wcześniej rodzice, teraz nie mogą. Ale nie mam czasu na rozmyślania. Mam dwa tygodnie zaległości w szkole i staram się to nadrobić, bo w tym roku zdaję maturę. Chciałabym studiować stosunki międzynarodowe, ale teraz trudno robić jakieś konkretne plany – wzdycha.

Pomogli  nauczyciele z ZSTiL.

– Jedna z nauczycielek udostępniła mu swoje mieszkanie. Pozostali pomogli je wyposażyć. Zrobiliśmy też wewnętrzną zbiórkę, żeby Danylo miał coś w rodzaju stypendium. Te środki przekazywane mu są stopniowo przez panią pedagog – mówi dyrektor Zbigniew Stebelski.

W szkołach średnich powiatu żagańskiego na zajęcia zapisano do tej pory sześcioro uchodźców z Ukrainy.
Wszyscy trafili do Zespołu Szkół Technicznych i Licealnych w Żaganiu. To tutaj planowany jest oddział przygotowawczy, w którym uczniowie będą intensywnie uczyć się języka polskiego.
– Ze względu na to, że tutaj byli pierwsi uchodźcy, do tej samej szkoły kierujemy kolejnych. Oddział ruszy jeszcze w marcu, niezależnie od tego, jak liczna to będzie grupa. Mamy zgłoszenie od nauczyciela z Ukrainy, który ukończył prawo międzynarodowe, zna polski, angielski i ukraiński, więc mógłby wspomóc naszych nauczycieli – mówi sekretarz powiatu Iwona Hryniewiecka.
Napisz komentarz »