REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Urzędniczy bałagan

Opublikowano 18 marca 2022, autor: Piotr Piotrowski

Zbiorowy punkt zakwaterowania uchodźców z Ukrainy władze Żagania utworzyły najpierw w hali sportowej Arena, a następnie przeniosły go sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 7. Oba pomysły spotkały się z krytyką mieszkańców.

O tym, że hala przy ul. Kochanowskiego stanie się noclegownią dla Ukraińców, prezes Areny dowiedział się w piątek, 11 marca. Dzień później, po meczu siatkarzy Sobieskiego, pracownicy spółki przy wsparciu strażaków rozstawili w hali 130 łóżek. Spotkało się to z krytyką działaczy klubów sportowych, których zawodnicy zostali pozbawieni możliwości treningów oraz rozgrywania spotkań ligowych.

– Zwróciliśmy się do władz miasta o udostępnienie nam innych sal – mówi Piotr Grabkowski, trener żeńskiej sekcji WKS-u Sobieski Żagań. – Trenuje u nas prawie 70 dziewczyn w trzech grupach. Niestety, nie ma możliwości trenowania siatkówki o tej porze roku na zewnątrz.

Również dla samej spółki Arena, umieszczenie Ukraińców w hali to utrata dochodów z wynajmu pomieszczeń klubom i stowarzyszeniom.

– Wskazałem władzom miasta co najmniej sześć innych lokalizacji, które bardziej nadawałaby się dla uchodźców – mówi Łukasz Kudła, prezes spółki Arena.

Na 2-3 dni

Po głosach krytyki, władze miasta i powiatu przeniosły noclegownię z Areny do sali gimnastycznej w Szkole Podstawowej nr 7.

– Lokalizację na miejsce zbiorowego zakwaterowania wskazał nam samorząd – mówi Karol Zieleński, dyrektor biura wojewody. – Władze miasta zrezygnowały z hali na rzecz szkolnej sali gimnastycznej. Przystaliśmy na to, wierząc, że dyrekcja zapewni uczniom inne miejsce do ćwiczeń.

– Zrezygnowaliśmy z Areny, ale nie z powodu protestów sportowców, tylko przez brak większej ilości sal i porządnego węzła sanitarnego. W hali jest jedno pomieszczenie, w SP nr 7 jest sala gimnastyczna ma kilka mniejszych, które doskonale nadadzą się dla matek z mniejszymi dziećmi i do spożywania posiłków – tłumaczy Iwona Hryniewiecka, sekretarz powiatu. – Miasto zadba o wyżywienie dla Ukraińców, powiat o wyposażenie w postaci pralek czy kuchenek.

– Przygotowano 130 miejsc dla tych, którzy w tym miejscu będą przebywać 2-3 dni, zanim zostaną skierowani do miejsc stałego pobytu – dodaje Agnieszka Zychla, rzeczniczka Urzędu Miasta. – W oddzielonej od reszty szkoły przestrzeni przygotowano materace, prysznice i toalety, zapewniono żywność i środki higieniczne.

Ostateczna decyzja

Część rodziców uczniów Siódemki jest oburzona taką decyzją. Poprosili wojewodę o zmianę lokalizacji.

– Trzeba pomóc Ukraińcom, ale ulokowanie ich w szkolnej sali gimnastycznej to jakaś pomyłka – mówi Kamila Kiełczewska, mama czwartoklasistki. – Są hotele, pałac, budynek po szkole muzycznej. Przez taką nieprzemyślaną decyzję cierpieć będą uczniowie. We wtorek córka nie miała wuefu. Chłopcy grali w piłkę na dworze, dziewczynki spacerowały po placu.

– Rozumiemy żal rodziców, ale taką lokalizację wskazał nam samorząd, który zobowiązał się rozwiązać problem wuefu – odpiera K. Zieleński, dyrektor biura wojewody.

Dyrektor SP nr 7, Dorota Stebelska, zapewnia, że sala ma osobne wejście, więc nie będzie kontaktu Ukraińców z uczniami.

– Dostaliśmy takie wytyczne i je realizujemy. Dzieci mają zapewniony wuef w hali Areny lub na świeżym powietrzu – zaznacza.

I. Hryniewiecka tłumaczy, że w grę wchodziły jedynie budynki należące do miasta lub powiatu.

– Budynek po szkole muzycznej nie ma węzła sanitarnego, a dawna siedziba sztabu dywizji nie jest przystosowana do takiego kwaterunku – mówi. – W tej sytuacji nie będzie już kolejnej zmiany lokalizacji.

Uciekli z piekła

W środę, 16 marca, do sali SP n 7 trafili pierwsi uchodźcy. To Nadia z córką Larysą i wnukiem, Mikołajem. Do Polski uciekli z okolic bombardowanego przez Rosjan miasta Sumy.

– Mieszkaliśmy 45 km od granicy z Rosją. Nasze miejscowości były na pierwszej linii ognia. Zostawiliśmy cały dobytek – mówi pani Nadia. – Chcieliśmy żyć, dlatego uciekliśmy. Dziękujemy Żaganiowi za pomoc. Mam nadzieję, że mój wnuk znajdzie tutaj pracę jako kierowca i jakoś się to wszystko ułoży.

W hali Siódemki tymczasowo zamieszkały również Walentyna i Taisa, które z dziećmi, Jelizawietą i Jekateriną, uciekły z Zaporoża, w pobliżu którego Rosjanie zajęli elektrownię jądrową. Walentyna wzięła ze sobą siostrzenicę, Weronikę, której rodzice, wraz z jej starszym bratem, zostali w mieście. Pomógł im ich krewny, Dymitro, który do Żagania przyjechał 8 lat temu, gdy Rosja anektowała Krym.

– Uciekliśmy z podręcznymi torbami. Nasi mężowie zostali na Ukrainie, aby bronić ojczyzny. Boimy się o ich życie. Po długiej podróży, dostaliśmy w Żaganiu ogromną pomoc, za co bardzo dziękujemy – mówi Walentyna. – Bez Dymitra byłoby nam znacznie trudniej. Zaczęliśmy od uzyskania numeru PESEL. Teraz będziemy rozglądać się za pracą i mieszkaniem, poślemy nasze dzieci do szkoły. Dziękujemy, Żagań!

 

 

Napisz komentarz »