REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Szabrowali w Kunicach

Opublikowano 18 marca 2022, autor: Michalina Kozarowicz

Pod osłoną nocy i po cichutku. Złodzieje okradali z drewna opałowego posesje przy ulicy Osadniczej w żarskich Kunicach.

Godziny ciężkiej pracy i pieniądze. Mieszkańcy ulicy Osadniczej w Kunicach składowali na swoich posesjach drewno opałowe. Ich ciężką pracę postanowili wykorzystać złodzieje, którzy wdarli się pod osłoną nocy na ich podwórka i wynieśli z nich drzewo.

Ładowali ile wlezie

Jako pierwsza została okradziona Irena Szmania. Drewno, które składowała za bramą swojej posesji, leżakowało już od dwóch lat.

– Okradziono mnie dwa tygodnie temu. Drewno leżało za moim płotem pod wiatą, miałam tam głównie olchę. Okradziono mnie z około 3 metrów drewna, było warte około tysiąca złotych – mówi I. Szmania, mieszkanka Kunic.

Złodzieje na Osadniczą wrócili po dwóch tygodniach. Ich łupem padło drewno należące do rodziny Sylwii Schmidt-Wrońskiej.

– Jadąc w środę, 16.03., rano do pracy, nawet nie zauważyłam, że czegoś brakuje. Nie ukradli wszystkiego, więc gdy je mijałam, na oko się zgadzało. Potem zadzwonił do mnie mąż, że nas okradli – opowiada S. Schmidt-Wrońska.

Kradzież drewna została zgłoszona na policję. Śledczy mają ułatwione zadanie. Choć złodzieje zachowywali się bardzo cicho i tak nie byli niezauważeni. Jedna z sąsiadek pani Sylwii widziała w nocy srebrny samochód na żagańskich numerach rejestracyjnych, kobieta przezornie je zanotowała.

Sąsiedzkie oko

– Na naszej ulicy wszyscy się bardzo pilnujemy – mówi I. Szmania. – Jak coś się u kogoś stanie, to zawsze wiemy i staramy się sobie pomóc. Prawda jest taka, że nasza ulica jest bardzo słabo oświetlona i złodzieje mają tu świetne pole do popisu. Miasto trochę o nas zapomina. Dlatego jak kręci się jakiś obcy samochód, to zaraz uruchamia się straż sąsiedzka. Dzwonimy do siebie i pytamy, czy ktoś ma gościa i od razu wiadomo, jak postąpić – mówi I. Szmania.

S. Schmidt-Wrońska w środę, 16.03., była przesłuchiwana przez żarskich śledczych.

– Drewno, które mi skradziono, było warte 2 tys. 350 zł. Tak oszacowali policjanci. Skradziono mi głównie dęba. Leżakował przynajmniej od zeszłego sezonu, więc był cenny. Policjanci uważają, że już jest sprzedane – mówi S. Schmidt-Wrońska.

Dorwaniem złodziej zajmą się teraz żarscy policjanci.

– Policjant powiedział, że mają kilka tropów, ale szanse na odzyskanie drewna są niewielkie – mówi. S. Schmidt-Wrońska.

Część mieszkańców zabezpieczyła już swoje drewno w komórkach zamykanych na kłódkę.

– Ja już też zamykam bramę na klucz. My drewna nie odzyskamy, ale ci wstrętni złodzieje mogą planować kradzieże gdzie indziej. Nasza ulica jest na uboczu Kunic, ale nie jesteśmy jedyną źle oświetloną uliczką na obrzeżach. Skontaktowaliśmy się z „Regionalną”, żeby ostrzec ludzi. Z drewnem jest dużo pracy, dlatego bardzo mi szkoda ludzi, po których własność łapy mogą wyciągnąć złodzieje – mówi I. Szmania.

Napisz komentarz »