REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Wilki urządziły rzeź

Opublikowano 18 marca 2022, autor: bj

Jedna leżała martwa, wypatroszona. Druga z przegryzioną tchawicą ledwie łapała oddech. Trzecia miała złamaną nogę. Czwartej owcy w ogóle nie było. Wilki musiały ją porwać.

Zagryzione dwie owce, jedna ranna, kolejna porwana. O tym, że stało się coś niepokojącego, Bogdan Górski, właściciel fermy owiec i bydła mięsnego ze Starych Czapli (gmina Trzebiel), dowiedział się w piątkowy (11.03.) późny wieczór. Poinformowała go o tym córka, Malwina Zimniewicz.

– Byliśmy u rodziców na kolacji. Gdy wracaliśmy do domu, zobaczyliśmy zabłąkaną owieczkę, z którą wyraźnie nie było dobrze. Kulała, bo miała złamaną łapkę. Odprowadziliśmy ją do stada. Gdy zawróciliśmy, zobaczyliśmy martwą, wypatroszoną owcę i drugą, mocno pokiereszowaną – opowiada M. Zimniewicz, która mieszka blisko hodowli.

– Ta podduszona, z przegryzioną tchawicą również niestety nie przeżyła – mówi B. Górski.

To nie pierwszy taki przypadek w gospodarstwie B. Górskiego.

– W październiku wilki też tu grasowały. Pozostawiły ślady łap. Wtedy też została zagryziona owca – tłumaczy.

To owce kameruńskie. Gospodarze nie hodują ich ani dla mleka, ani dla wełny.

– W miesiącach letnich są świetnymi naturalnymi kosiarkami. Tym się odwdzięczają za opiekę i można powiedzieć, że pracują na siebie. Do tego są przyjemne dla oka i w zasadzie są częścią naszej rodziny – tłumaczy M. Zimniewicz.

Teraz się boi

B. Górski teraz martwi się podwójnie. Bo chodzi o bezpieczeństwo.

– Wilk musiał przejść niemal pod oknami domu córki i dwóch kolejnych, żeby wejść za ogrodzenie. Najwyraźniej obecność ludzi go wcale nie onieśmiela. Moja młodsza córka, 16-letnia, zwyczajnie się teraz boi tędy chodzić – podkreśla.

– Gdy zaalarmowałam tatę, obeszliśmy kilka razy teren. Nie było widać żadnej wyrwy, dziury w siatce. Jedyne, co było widać, to ślady krwi i walki. Owieczki walczyły o przetrwanie – dodaje M. Zimniewicz.

– Hodujemy też bydło mięsne – krowy, cielaki. Strata ich byłaby bardzo dotkliwa finansowo dla gospodarstwa. A teraz one będą pasły się na wolnym powietrzu. W ramach programu zachowania dobrostanu zwierząt, jako hodowca mam taki obowiązek – argumentuje B. Górski.

Co do tego, że w gospodarstwie B. Górskiego grasował wilk, wątpliwości nie ma Krzysztof Dziurewicz ze służby parku krajobrazowego Łuk Mużakowa.

– Nie ma teraz dzików, bo bardzo dużo padło ich wskutek ASF. Dlatego wilki, dla których one w dużej części stanowiły pożywienie, szukają go gdzie indziej – mówi K. Dziurewicz.

Jeden z wielu przypadków

Przyznaje, że trwa monitoring populacji ssaków, m.in. wilków.

– Planuję tu zamontować fotopułapkę. To pozwoli stwierdzić, czy to są wilki czy może zdziczałe psy. Na razie wszystko wskazuje na wilki. Tym bardziej, że podobne incydenty zdarzały się w hodowli owiec i danieli w Wierzbięcinie i Trzebielu – dodaje.

O sprawę pytamy w Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gorzowie Wlkp. Bo to do zadań RDOŚ należą oględziny i szacowanie szkód powodowanych przez niektóre gatunki zwierząt objęte ochroną, a także ustalanie wysokości odszkodowania i jego wypłaty.

– Oględzin i szacowania szkód dokonujemy na wniosek poszkodowanego – wyjaśnia Kamila Skołuda, rzecznik prasowy. Deklaruje, że RDOŚ podejmie działania mające na celu wyjaśnienia okoliczności zdarzenia. Zastrzega przy tym: – W przypadku wypasu zwierząt na łąkach, w czasie od zachodu do wschodu słońca, powinny one znajdować się pod bezpośrednią opieką hodowcy.

Przypadek ze Starych Czapli nie jest odosobniony. W województwie lubuskim w 2021 roku zgłoszono łącznie 30 szkód spowodowanych przez wilki i wypłacono odszkodowania w kwocie 68.519,27 zł. Szkody te dotyczą głównie hodowli jeleniowatych, owiec oraz bydła.

Napisz komentarz »