REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Uciekali, choć nie wiedzieli dokąd

Opublikowano 18 marca 2022, autor: bj

Z Krzywego Rogu na wschodzie Ukrainy, z niemal 700-tysięcznego miasta, przyjechał do Żar 17-letni Kirył. Od poniedziałku, 14.03., jest uczniem żarskiego Centrum Kształcenia Zawodowego. Przed wojną uciekł ze swoją mamą.

Rodzinnym miastem Kiryła jest Krzywy Róg, miasto, w którym urodziła się żona prezydenta Zełeńskiego. Wyjechali z domu kilka dni po wybuchu wojny, 28.02. Musieli uciekać, bo nad ich głowami już przelatywały rakiety.

– Jeszcze jak byliśmy w Krzywym Rogu, zostały zaatakowane wojskowe obiekty i lotnisko – opowiada Kirył (17 l.).

Zabrali ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy. Dokumenty, kilka drobiazgów, trochę pieniędzy i leki. Gdy dotarli do dworca kolejowego, był tam już tłum ludzi. Głównie kobiet z dziećmi, również bardzo małymi, a także osoby starsze. Gdy nadjechał pociąg, Kirył zobaczył desperację. I strach.

 – Ludzie się tłoczyli, wszyscy chcieli wejść. Dzieci strasznie płakały, czasem odepchnięte od matek, bo nie rozumiały, co się dzieje. Wiele osób zgubiło bagaż – wspomina. Weszli do wagonu, który miał 40 miejsc. – A razem z nami to jechały w tym wagonie 122 osoby. Przejście do toalety, zjedzenie czegoś czy napicie się graniczyło z cudem – opowiada.

W tych warunkach przejechali 25 godzin, bez snu, odpoczynku.

Co dalej?

Dotarli do Lwowa.

– Wokół kasy, która sprzedawała bilety na autobus, był tłum ściśnięty na niewielkim placyku. Nie dało rady kupić biletu. Na szczęście kierowca nas zabrał – relacjonuje Kirył. Ruszyli w kierunku Polski. Przed granicą autobus musiał się zatrzymać. – Był potężny korek, nie można było jechać. Wysiedliśmy, szliśmy na piechotę 12 km.

W końcu doszli do wsi Szegin. To miejscowość po ukraińskiej stronie przejścia granicznego. Przez granicę, do Medyki, już po polskiej stronie, udało im się przejechać samochodem.

– Od razu spotkaliśmy się z pomocą. Dostaliśmy jedzenie, można było wziąć potrzebną odzież, zaopiekowali się nami, pytali, dokąd chcemy jechać – opowiada. Wtedy jeszcze nie bardzo wiedzieli. – Zdecydowaliśmy, że pojedziemy do Warszawy.

Gdy dotarli do stolicy, była godz. 3 nad ranem. Dostali karty SIM do telefonu. Jedzenie. Ale ciągle nie wiedzieli, co dalej.

Bez snu

Wtedy ich znajoma powiedziała, że ma kolegę w Żarach, który wraz ze swoją rodziną przyjmie ich pod swój dach. Przyjechali tu godz. 4.03. Za sobą mieli nieprzespane 3,5 doby. Goszcząca ich rodzina pomogła załatwić przyjęcie Kiryła do szkoły, a jego mamie – pracę.

Kirył w Ukrainie był uczniem szkoły średniej.

– Skończyłem 9 klas szkoły podstawowej. Teraz chodziłem do technikum – tłumaczy.

 – U nas na razie jest w klasie zawodowej. Bo największym problemem jest bariera językowa. A właśnie w tej klasie zawodówki jest kilkoro uczniów ukraińskiego pochodzenia, którzy są z nami od dawna, dobrze mówią po polsku. Chodzi o to, by Kirył mógł się sprawnie porozumiewać – mówi Robert Nowaczyński, dyrektor CKZiU.

Kirył, poza ukraińskim, zna rosyjski, a ten język nie jest raczej popularny wśród nastolatków.

– Nawet z nauczycielami rosyjskiego jest kłopot. Dlatego obecność kolegów z Ukrainy jest dla niego świetnym rozwiązaniem. Ale nasi nauczyciele już widzą w nim duży potencjał. Mamy nadzieję, że szybko się podszkoli językowo i wówczas będziemy go mogli przenieść do technikum. Bo on już jest nas. Kirył to po polsku Cyryl – dodaje z uśmiechem R. Nowaczyński.

Tam giną ludzie

Kirył chętnie rozmawia. Ich życie, w tej dramatycznej sytuacji, ponownie powoli zaczyna się układać.

– Mama od dwóch dni ma już pracę. Jest szwaczką, w Polsce już pracuje w swoim zawodzie – dodaje.

W Ukrainie pozostał jego tato, babcia, dziadek, ciocia oraz wujek. Czasami udaje im się skontaktować.

– Mówili, że już kilka razy rakietami było atakowane lotnisko. Wojsko rosyjskie jest na granicy miasta. Żołnierze ukraińscy starają się ich spychać – opowiada. W mieście jest więc niemal regularny front.

W Żarach powoli zaczynają łapać stabilizację, choć troska o bliskich pozostaje. Bo tam giną ludzie.

– Bardzo jestem wdzięczny i dziękuję Polakom, którzy pomogli i pomagają cały czas. Przyjęli nas, starają się, by nam tu było jak najlepiej. Choć to jest bardzo trudne. Każdego dnia coraz trudniejsze – kończy Kirył.

Napisz komentarz »