REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Pod opieką myśliwych

Opublikowano 18 marca 2022, autor: Michalina Kozarowicz

Myśliwi z koła łowieckiego „Cietrzew” Żary przyjęli do swojej leśniczówki uchodźczynie z Ukrainy. Dbają, by kobietom niczego nie brakowało.

Anna Stelmach (35 l.) uciekła z Charkowa ze swoimi synami, 16-letnim Maksymem i 4-letnim Timą. Schronienie znaleźli w Janikowie (gmina Żary) w kwaterze łowieckiej należącej do koła myśliwskiego „Cietrzew” z Żar. W leśniczówce zamieszkała także Anna Botnaru (24 l.) ze swoim 2-letnim synkiem i 18-letnią siostrą, Wiktorią Biegma.

Spadały bomby

A. Stelmach pracowała w urzędzie miasta w Charkowie. Miasto jako jedno z pierwszych ucierpiało po rosyjskiej napaści na Ukrainę.

– Było strasznie. Nad miastem latały samoloty. Spadały bomby. Zdecydowałam, że musimy uciekać. Na Ukrainie został mój mąż Olech. Mężczyźni nie mogą wyjeżdżać. Żeby tu dotrzeć, przejechaliśmy 1700 kilometrów. Bardzo jestem wdzięczna za to, co nas tu spotyka, że obcy ludzie tak nam pomagają. Polacy są dla nas jak bracia. A na Ukrainie teraz ludzie giną na ulicach. Staram się być silna dla synów i nie płakać, ale jak jestem chwilę sama, to łzy same cisną mi się do oczu. Syn musiał przerwać naukę. Młodszy musiał zostawić przedszkole i przyjaciół – mówiA. Stelmach.

Z Ukrainy zabrała tylko kilka osobistych przedmiotów. Wśród nich znalazły się fotografie – z siostrą bliźniaczką, Alicją, która obecnie jest w Brnie w Czechach, z ukochanym mężem, który został na Ukrainie, z rodzicami i przyjaciółmi.

Z siostrą i synkiem

Schronienie w leśniczówce znalazła także A. Botnaru.

– Z zawodu jestem kucharką, ale teraz nie pracowałam, bo synek ma dopiero dwa latka i zajmowałam się nim – mówi Anna. – Na Ukrainie został mój mąż, pracuje, codziennie rozmawiamy – mówi A. Botnaru.

Siostra Anny, Wiktoria, jest studentką dziennikarstwa.

– Nasi rodzice nie chcieli uciekać. Uważają, że ich dom jest na Ukrainie i na starość nie będą się przenosić, bo co ma być, to będzie – mówi W. Biegma.

Dbają o nie

Uchodźczyniami z Ukrainy zaopiekowali się myśliwi z koła łowieckiego „Cietrzew” w Żarach. Pomagają ich rodziny, przyjaciele.

– Próbujemy im stworzyć chociaż zbliżone warunki do tych, w jakich żyły – mówi Monika Janusz, myśliwa z koła łowieckiego „Cietrzew”. – Panie są bardzo zaradne. Szukają dla siebie miejsca, jakiś mieszkań i pracy, by urządzić się na dłużej. Choć w naszej leśniczówce mogą być tak długą, ile chcą. Jak tylko mamy wolny pokój, to przyjmujemy kolejne osoby – mówi M. Janusz.

Obecnie w leśniczówce mieszka 12 osób. Myśliwi, by pomóc paniom, które trafiły pod ich skrzydła, zbierają także pieniądze.

– Pieniądze to teraz dla nich najlepsza forma pomocy. Wiadomo, że wynajęcie mieszkania, zapłacenie pierwszego czynszu i kaucji to spory wydatek, dlatego zbieramy też pieniądze, by pomóc im doraźnie w takiej sytuacji – mówi M. Janusz.

Myśliwi w zbiórkę zaangażowali swoje rodziny i przyjaciół.

– Bardzo się cieszymy, że możemy pomóc. Leśniczówka przez większość roku stoi pusta, więc nie mieliśmy wątpliwości, że możemy ją udostępnić. Dodatkowo członkowie naszego koła przyjęli także rodziny w swoich domach – mówi M. Janusz.

Aby pomóc myśliwym, można dokonywać wpłat na numer ich konta bankowego. BS Iłowa 94 9658 0006 2001 0003 9518 0001 z dopiskiem – Pomoc dla uchodźców.

Napisz komentarz »