REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Obudziły ich czołgi

Opublikowano 11 marca 2022, autor: bj

Słyszała o tych, którzy uciekają i o tych, którzy zostają. O rozdzielaniu rodzin, o nocach w metrze. Maryana Topurko, Ukrainka, nauczycielka języka angielskiego w żarskim Prusie, boi się o rodzinę w ogarniętym wojną kraju.

Maryana Topurko (43 l.) w Polsce jest od 20 lat, w Żarach od 15. Z Polską, Polakami bardzo się zżyła. Teraz pęka jej serce.

– Po prostu płakać się chce, gdy myślę o tym, co tam się dzieje – mówi.

Studia skończyła w ukraińskiej Winnicy, ale wyjechała tuż po tym.

-To jest to miasto, gdzie przez pierwsze dni wojny była organizowana pomoc humanitarna na dużą skalę. Ostatnio mocno ucierpiało wskutek rosyjskich ataków. Bardzo trudno patrzy się na te miejsca, które tak się dobrze zna. Teraz, gdy są obrócone w gruzy – nie ukrywa smutku.

Stara się robić, co może. Pomaga.

– Po wybuchu wojny, jeździłam do Wrocławia, do Zielonej Góry, żeby pomóc. Trzeba było tłumaczyć, gdy przyjechały osoby, które nie znały polskiego, a trzeba było załatwić formalności – opowiada. Kontaktują się już kolejni. – Pisali już do mnie ludzie, że są osoby dorosłe, które chciałyby opanować język polski przynajmniej na tyle, żeby się porozumiewać. Żeby móc tu pracować, przetrwać czas wojny – tłumaczy.

Wie, że zadanie jest  niełatwe, bo do szkół będą trafiać ukraińskie dzieci i młodzież, której też trzeba będzie pomóc.

Gdy wybuchła wojna…

O czwartku, 24.02., nie może mówić. Bo wszyscy wierzyli, że wojny nie będzie. Że to straszenie Putina. Tego dnia od  razu skontaktowała się z rodziną, przyjaciółmi.

– Bardzo się bałam, bo wtedy była mowa, że został zaatakowany nie tylko wschód. Że idą od strony Sum i Białorusi – dorzuca. Gdy dowiedziała się, że rodzice są cali, dzwoniła po dalszej rodzinie. Przesyłali jej filmiki.

– Opowiadali, jak się obudzili rano. Na wschodzie. Zerwali się, bo usłyszeli hałas jadących czołgów. Niszczyły wszystko. Pytałam: „Co wy tam robicie?” A oni odpowiadali, że naprawiają, odbudowują, odgruzowują, sprzątają, choć nie wiedzą, co przyniesie następny dzień – opowiada.

Cały czas jest w kontakcie z bliskimi. Rodzice mieszkają w okolicy Lwowa.

– Mój ojciec powiedział, że mają z mamą po 75 lat. I że to nie jest wiek, by ruszać przed siebie. Tam mają cały dorobek życia. Nie spakują go w jedną walizkę – wyjaśnia.

M. Topurko ma siostrę, która ma 12-letnią córkę.

– Mamy uzgodnione, że gdyby wojska rosyjskie pojawiły się bliżej zachodu, to przywiozą córkę. Ja bym ją odebrała z granicy, by oni mogli wrócić i być tam u siebie – podkreśla. A we Lwowie czuje się już wojnę. – Szkoły, przedszkola są nieczynne. A poza tym, tak jak w Polsce, ludzie przygarniają potrzebujących pod swój dach.

Podzielone rodziny

Tłumaczy, że ma przyjaciółki w Kijowie, które też nie zostawiają swoich mieszkań.

– Nocują w metrze, w piwnicach, w schronach, z dziećmi. W ciągu dnia idą do domów. Postanowiły nie uciekać. Bo mówią, że jeżeli zostawią domy, to nie będzie do czego wracać. Rosyjscy żołnierze już pokazali, na co ich stać. Niszczą wszystko, co im stanie na drodze – relacjonuje.

Podkreśla, że Ukraińcom odwagi dodaje postawa ich prezydenta.

– Motywuje zwykłych ludzi. Nie uciekł, nie schował się. Walczy. I inni też chcą – argumentuje.

Z kolei Putina ocenia krótko.

– Jemu na ludziach nie zależy. Niektórzy w Rosji nie mają co jeść. A jak ludzie wychodzą w  Rosji protestować, to ich zamykają. Dowiedziałam się, że tam w więzieniach nie ma już miejsc – dodaje.

W Rosji mieszka jej kuzyn. Mówi, że w telewizji leci to, co chce Putin. Młodsi do niedawna mieli dostęp do internetu. Teraz i to jest odcięte.

– Mój kuzyn walczył jako żołnierz w Afganistanie. Wrócił stamtąd w 1985. Wie dobrze, co to wojna – tłumaczy. Ale jest i inny obraz. – Mam też rodzinę w obwodzie donieckim. Mieszka tam kuzyn mojego ojca. Jest za Ukrainą Ale jego córka już nie. Mieszkają w jednej wsi. I przez to, że ona jest tak prorosyjska i proputinowska, nie utrzymują w ogóle kontaktu. Ta straszna wojna nie tylko zabija, ale też dzieli ludzi – kończy M. Topurko.

Napisz komentarz »