REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Dziękują za szansę na życie

Opublikowano 11 marca 2022, autor: Michalina Kozarowicz

Sierhii Vereshchaka postawił sobie zadanie – ściągnąć do Polski z Ukrainy wszystkie ważne dla niego kobiety. I udało mu się to wykonać.

Sierhii Vereshchaka od 3 lat mieszka i pracuje w Żarach. Gdy tylko wybuchła wojna, wsiadł w samochód i pojechał po swoich najbliższych. W pierwszym transporcie przywiózł do Żar swoją kuzynkę, ciotkę i jej dzieci. Gdy już wyjeżdżali do Polski, za Tarnopolem, w samochód Sierhiia uderzył czołg. Na szczęście skończyło się na porysowanym lakierze i zablokowanych tylnych drzwiach. To nie napędziło mu stracha, w weekend 5-6.03. wrócił na Ukrainę po swoją mamę Illę, którą również zabrał do Żar.

– Musiałem długo mamę namawiać – mówi S. Vereshchaka. – Tata musiał tam zostać, ale już jest spokojny, bo wie, że mama jest ze mną bezpieczna. Jest mu tam ciężko, ale przynajmniej nie musi się martwić o mamę. Da sobie radę. Ktoś musiał zostać, by wszystkiego pilnować i karmić zwierzęta.

Gdy Sierhii idzie do pracy, mama zostaje w domu i zajmuje się gotowaniem ulubionych dań syna.

– Teraz na obiad mamy cały czas pierogi i barszcz – śmieje się Sierhii i dodaje: – Mama musi coś robić, żeby zbytnio nie rozmyślać. Mój szef zaprosił ją do nas do pracy, żeby przyszła, zobaczyła, co robimy, żeby się w domu nie nudziła. Tutaj w Polsce słońce świeci, jest jedzenie i ciepło, jest bezpiecznie i to jest najważniejsze – mówi.

Znów pojechał

Sierhii postawił sobie za zadanie ściągnąć do Polski wszystkie kobiety, które są dla niego ważne. Dlatego pojechał też po mamę swojej dziewczyny Walerii i jej dwa koty. W Krakowie odebrał ją z pociągu z Kijowa. Wszyscy są już bezpieczni w Polsce. Sierhii i jego dziewczyna mieszkają w kawalerce, dlatego musi teraz poszukać większego mieszkania, żeby pomieścić swoich najbliższych.

– Dziękuję Polakom, że dają nam taką szansę na życie. Jakby nie było Polski, to nikt by nam nie pomógł – mówi S.Vereshchak.

Też pomaga

W pomoc Ukraińcom zaangażował się także Bartosz Ostrowski, właściciel firmy „Berma” w Żarach, gdzie pracuje Sierhii. Jeździ na granicę, przewozi uchodźców. Firma, którą prowadzi, zajmuje się spawaniem, więc na granicę pojechały też wspawane przez nich koksowniki. 

– Pomagamy w transporcie i spawamy koksowniki – mówi B. Ostrowski, przedsiębiorca. – Zbieramy pieniądze, żeby kupić potrzebny sprzęt wojskowy. Robię to, bo tak trzeba. To, co widziałem na granicy, to jest coś strasznego. Matki śpią z małymi dziećmi na podłodze. Nie życzyłbym nikomu przeżyć coś takiego. Dlatego wspawaliśmy też koksowniki, które zapewniają w nocy choć trochę ciepła. W nocy temperatura spada teraz do -4, -6 stopni – opowiada.

W czwartek, 10.03., B. Ostrowski wrócił z kolejnego wyjazdu na granicę, był na przejściu granicznym w Medyce. Przywiózł matkę z dzieckiem. Mąż kobiety czekał na nią w Jasieniu.

– Żeby zabrać kogoś z granicy, trzeba się zarejestrować w punkcie recepcyjnym i wtedy oni kojarzą już konkretnego kierowcę z rodziną, która potrzebuje transportu w danym kierunku – mówi B. Ostrowski.

Napisz komentarz »