REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Po 300 osób w wagonie

Opublikowano 11 marca 2022, autor: Michalina Kozarowicz

Małgorzata Zawadzka (48 l.) z Żar na co dzień pracuje w dziale eksportu w firmie Swiss Krono. Od zeszłego czwartku, 3.03., na granicy polsko-ukraińskiej jest wolontariuszem – tłumaczem języka ukraińskiego.

M. Zawadzka jest tłumaczką języka ukraińskiego, pochodzi spod Dorohuska.

– Jestem teraz w miejscowości Chełm, to jest 25 kilometrów od przejścia granicznego w Dorohusku. Przebywam w hotelu „Duet”, który, jako pierwszy w Polsce, w pierwszym dniu wojny, udostępnił się dla uchodźców. Pracuję tutaj z wolontariuszami, głównie jako tłumacz, a także w punkcie recepcyjnym w Dorohusku, który jest najbliżej przejścia. Trafiają tam uchodźcy bezpośrednio z granicy. Rejestrują się w nim. Dostają ciepły posiłek, herbatę, lekarstwa, jeśli ich potrzebują. Jeżeli mają zapewniony nocleg u osób prywatnych, to są stamtąd odbierani, a jeżeli go nie mają, to kierujemy ich do punktów wyznaczonych przez wojewodę. W województwie lubelskim, a na pewno w powiecie chełmskim nie ma miejscowości, w której by nie było uchodźców. Ludzie przyjmują po 14 -15 osób do swoich domów – mówi M. Zawadzka.

Tłumaczka planuje zostać na granicy jeszcze przez kolejny tydzień. Do hotelu, w którym się zatrzymała, uchodźcy, którzy znaleźli schronie gdzie indziej, mogą przychodzić po leki.

– Prowadzimy coś w rodzaju punktu aptecznego. My oczywiście nie leczymy ludzi, ale mamy zebrane zapasy leków pierwszej potrzeby. Na przeziębienie, stany zapalne, uspokajające i biegunki. W tej chwili pracują tu dwie Ukrainki, uchodźczynie, które są farmaceutkami – mówi M. Zawadzka.

Mnóstwo pracy

W hotelu jedną z sal restauracyjnych zamieniono na miejsce, w którym uchodźcy mogą zjeść coś ciepłego, poszukać pomocy w swoich następnych krokach w Polsce, a także zwyczajnie się ogrzać. M. Zawadzka dużo pracuje w tym miejscu, tłumacząc.

– Świetlica działa całodobowo dzięki ogromnej pracy wolontariuszy. Część hotelu działa także jako magazyn, który przyjmuje i wydaje dary, więc z tym także jest bardzo dużo pracy. Mamy wolontariuszy w magazynie, w kuchni, na świetlicy i osoby, które sprzątają pokoje. Staramy się zapewnić godziwe warunki – zapewnia.

M. Zawadzka jest zaangażowana w pomoc na kilku płaszczyznach.

– Dary wydajemy je nie tylko Ukraińcom, ale także ludziom z okolicznych miejscowości, którzy ich przyjmują, a nie stać ich, żeby obkupić i zaopatrzyć we wszystko kilkanaście osób, które przyjęli pod swój dach. Część darów, które do nas trafiają, przekazujemy też dalej, żeby trafiały na Ukrainę.

Nie miała wątpliwości

Tłumaczka pomagając Ukraińcom, poznaje ich historie.

– Przyjeżdżają pociągi z Żytomierza, z Charkowa, a wiadomo, co się tam dzieje. Charków jest w tej chwili chyba najbardziej atakowanym miastem. Gdy przyjechał stamtąd pociąg, to dosłownie wypłynęło z niego morze kobiet z dziećmi. W jednym wagonie przyjeżdża po 300 osób – opowiada.

M. Zawadzka nie miała wątpliwości, że musi pojechać na wschodnią granicę i pomóc Ukraińcom.

– Pochodzę stąd. Urodziłam się praktycznie pod samym Dorohuskiem i znam tutaj każdy kąt. Znam ludzi, którzy tutaj działali już od pierwszego dnia. Moja przyjaciółka z liceum działa w „Duecie” jako psycholog, ale niestety nie zna ukraińskiego ani rosyjskiego. To przyjaciele mi zasygnalizowali, że jest problem z porozumiewaniem się z uchodźcami. A tłumaczenie, znajomość języka to jest jedyne, co ja mogę w tej chwili tym ludziom dać – mówi M. Zawadzka.

Napisz komentarz »