REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Sasza uciekał przed bombami

Opublikowano 11 marca 2022, autor: Piotr Piotrowski

15-letni Sasza miał lekcję, gdy Rosjanie zbombardowali jego szkołę w Charkowie. Wybiegł z budynku, ale od domu został odcięty, bo bomby zniszczyły mosty.

Sasza mieszkał z rodzicami w wiosce pod Charkowem. Uczył się w szkole kadetów wojskowych. Gdy Rosjanie zaatakowali miasto, był w szkole. Nikt w mieście nie spodziewał się, że celem będą budynki cywilne, a szczególnie te, w których przebywają dzieci.

– Saszy udało się uciec ze szkoły, zanim legła w gruzach. Do rodzinnego domu pod Charkowem już nie dotarł, bo Rosjanie zniszczyli wszystkie mosty w mieście – mówi Dorota Urszulak, która zapewniła mu dom w Olbrachtowie. – Dotarł do cioci, która mieszka w Charkowie.

Anna, mama 1,5-rocznego Makara i 7-letniej Leny, właśnie  szykowała się do ucieczki z miasta. Zabrała ze sobą teściową i Saszę. Jej mąż został w mieście, aby bronić wolności Ukrainy. Szansy ucieczki nie miała mama Saszy, odcięta w podcharkowskiej wsi. Ojciec Saszy wstąpił do batalionu obrony terytorialnej. Do Polski 15-latek wraz z ciocią i jej rodziną jechał kilka dni, pokonując ponad 1800 km.

Pani Dorota postanowiła pomóc Ukraińcom. Zamieściła ogłoszenie na Facebooku, że udostępni dom uchodźcom. Przyjęła Saszę i jego ciocię z rodziną. Dostali do dyspozycji całe piętro, żywność i wszystkie inne potrzebne rzeczy. – Sporo darów przynieśli moi przyjaciele, za co bardzo im dziękuję. A Sasza i jego rodzina będą mieszkać u mnie tyle, ile potrzeba – deklaruje D. Urszulak.

Bardzo tęskni za rodzicami

Zarówno Sasza, jak i 7-letnia Lena będą chodzić do szkoły. 15-latek kocha futbol, więc szybko przygarnął go Promień Żary. W środę (8.03.) zaliczył już pierwszy trening.

– Sasza zaczął już u nas treningi w grupie prowadzonej przez Bartka Suskiego – mówi Jakub Kaczmarek, wiceprezes Promienia. – Chcemy mu pomóc, aby choć na chwilę, grając w piłkę, nie myślał o tym wojennym piekle.

Sasza codziennie dzwoni do swoich rodziców. Bardzo tęskni i martwi się o nich. Bardzo chciałby, aby jego mama również trafiła do Olbrachtowa. A sytuacja w Charkowie jest dramatyczna. Nie ma wody ani prądu, a korytarze humanitarne zostały zablokowane przez Rosjan.

Żaden czyn bohaterski

D. Urszulak, która przyjęła Saszę i jego rodzinę, uważa, że każdy, kto ma na to odpowiednie warunki, by to zrobił.

– Zdecydowałam, że przyjmę jakąkolwiek rodzinę, która potrzebuje pomocy, więc ogłosiłam to na Facebooku i odpowiednie osoby przekierowały do mnie tę rodzinę. Są u mnie od środy, 2.03. Oswajamy się ze sobą. Przełamujemy lody, bo wiadomo, że są zestresowani, przerażeni, niepewni jutra. Mężowie pozostali na Ukrainie i walczą – mówi D. Urszulak. – Już się pomalutku otwierają. Przekonali się, że nie przekażę ich nigdzie dalej, do żadnego ośrodka, że zostają u mnie, więc zaufali. Pomagam pozałatwiać różne sprawy, chociażby związane ze szkołą dla dzieci – opowiada. I dodaje: – U mnie też jest osobista potrzeba. Niedawno umarł mi mąż i chciałabym w jakiś sposób zapełnić ten dom, żeby tu było życie, żeby nie był pusty. To nie jest żaden czyn bohaterski. Po prostu robię to z serca. Mam wspaniałych sąsiadów, mój syn zaangażował swoich przyjaciół, każdy jest otwarty, chce pomóc tak, jak może. Nie wiem, ile to będzie trwało, ale będą u mnie tak długo, jak to będzie konieczne. To są wspaniali ludzie. Jestem pod ich ogromnym wrażeniem – podkreśla.

Jednak nie wszyscy reagują na taką pomoc pozytywnie.

– Wystarczyło, że ogłosiłam w internecie, że wezmę 6 osób pod swój dach, to od razu pojawił się hejt, że wszystko się zrobi, żeby tylko zaistnieć. Później pojawiły się telefony z wyzwiskami. Syn przekazał numery na policję – mówi D. Urszulak.

Napisz komentarz »