REKLAMA

Samorząd

Woda z hydrantu, ścieki do rowu

Opublikowano 11 marca 2022, autor: bj

O tym, czy w urzędzie umieją liczyć i gdzie podziały się pieniądze, czyli o wodzie i ściekach, rozmawiali radni w Brodach.

Zgodnie z wyliczeniami, które otrzymali radni, za sprzedaż 87 tys. 270 metrów sześciennych wody w ubiegłym roku do kasy gminy wpłynęło 370 tys. zł. Tymczasem gmina wydobyła 209 tys. metrów sześciennych wody.

– Wody wydobywamy dużo, a sprzedajemy bardzo mało. Ta sytuacja trwa od dłuższego czasu – stwierdził Marek Tracz, przewodniczący komisji budżetu.

O to, gdzie podziała się reszta wydobytej wody, pytamy Ryszarda Kowalczuka, wójta gminy. Przyznaje, że jest spora rozbieżność między wodą wprowadzoną do sieci a ostatecznie wykazaną na fakturach dla odbiorców.

– Rozmawiałem z fachowcami, którzy zajmują się budową stacji uzdatniania wody w Brodach, którzy mówili, że 30-40-procentowy ubytek na tak długiej sieci wodociągowej, jak nasza, to norma. Tym bardziej, że jest też woda wydobywana, ale nie sprzedawana, bo zużywana jest do oczyszczenia filtrów czy pomp – tłumaczy R. Kowalczuk. Przyznaje jednak, że to i tak nie wyjaśnia sprawy w zupełności. – Zdarzają się też wypadki. W Zasiekach ciągnik uszkodził hydrant, ale postępowanie zostało umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Podejrzewam też, że w okresie letnim zdarza się pobieranie wody z hydrantów na potrzeby oprysków rolnych, bo mamy u siebie wielkopowierzchniowe gospodarstwa. Ale nikt nikogo za rękę nie złapał.

Sprawdzą, kto wylewa

W gminie jest też kłopot ze ściekami. Skanalizowane są Brody, Jeziory Wysokie, Nabłoto, Datyń i Jeziory Dolne. Mieszkańcy pozostałych wsi mają przydomowe oczyszczalnie ścieków albo szamba i muszą zamawiać wóz asenizacyjny, który wywozi nieczystości. W tej kwestii błędy matematyczne urzędnikom wytknął Jerzy Bausa, przewodniczący komisji rewizyjnej.

– Podano nam, że wywieziono 4 tys. 200 metrów sześciennych ścieków. Zostało to przemnożone przez stawkę 8,25 zł, jak za ścieki wprowadzone do kanalizacji. A przecież wywóz szambiarką to koszt 25 zł za metr. Wyszło, że dochód na ściekach wyniósł 36 tys. zł, a przy prawidłowej cenie wyszłoby 100 tys. zł. To duża różnica ? wytykał.

M. Tracz stwierdził z kolei, że kursów szambiarek powinno być znacznie więcej, niż wykazana w rozliczeniu ilość.

– W Kumiałtowicach, które liczą 150 osób, szambiarka była zamawiana przez cały rok 150 razy. Natomiast w Grodziszczu, gdzie mieszka ponad 200 osób, tylko 5 razy – wylicza M. Tracz.

R. Kowalczuk tłumaczył, że Grodziszcze ma bloki, które są podłączone do jednego zbiornika. Ten spełnia funkcję przydomowej oczyszczalni. Jednak przyznał: – Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mieszkańcy solidnie podchodzą do tematu wywozu nieczystości.

R. Kowalczuk zapowiada kontrole.

– Będziemy na pewno robić analizy poszczególnych gospodarstw. Ile wody jest zużywane, a ile razy jest zamawiana beczka asenizacyjna ? uprzedza. Na razie urząd zaczął od zebrania danych, kto ma szambo, a kto oczyszczalnię. Wkrótce ruszą kontrole w terenie. – Bo ścieki wypuszczane do rowu może dają tymczasowe oszczędności, ale to, co wylewane jest do rowu czy na łąki, prędzej czy później trafi do nas w postaci wody pitnej. W naszej wodzie od czasu do czasu pojawiają się bakterie e-coli. I to efekt tego, że ścieki nie trafiają tam, gdzie powinny – kończy wójt.

Napisz komentarz »