REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Żeby uratować dzieci

Opublikowano 04 marca 2022, autor: jb

Maria Varunok z dwoma synami uciekła ze Lwowa do Żar.

Przyjechali z nią 8-letni Jura i 2-letni Bohdan. Podróż zajęła im kilka dni.

– Bardzo ciężko jest tak zostawić swój dom, rodziców… Ale myślałam o dzieciach. Zrobiłabym wszystko, żeby je uratować. Dlatego tu jestem. Mam nadzieję, że ta sytuacja, ta wojna skończy się bardzo szybko i będziemy mogli wrócić do siebie – mówi M. Varunok.

Mąż pani Marii nie mógł wyjechać.

 – Pomaga teraz wojsku. Jeździ do granicy Polski, odbiera pomoc humanitarną i później rozwozi  te rzeczy tam, gdzie są potrzebne – mówi kobieta.

Decyzję o wyjeździe podjęła szybko. Wiedziała, do kogo jedzie w Polsce, bo obie rodziny łączyły interesy.

 Spokojne miejsce znalazła w Żarach, w domu Kornelii i Sławomira Wilusz, którzy prowadzą wypożyczalnię przyczep i lawet. Udostępnili im pokój we własnym domu.

– Rozmawialiśmy z Władkiem, mężem Marii, kiedy wybuchła wojna. Mówił, że jest na granicy i że swoją żonę i żonę swojego brata z dziećmi przewożą do Polski. Powiedzieli, że będą szukać miejsca gdziekolwiek, nawet w hotelu. Z mężem tylko spojrzeliśmy na siebie, że po co mają się dziewczyny tułać po hotelach z małymi dziećmi. To był odruch – mówi Kornelia Drzewiecka-Wilusz. – Najbardziej się bałam, że Maria nie poradzi sobie z językiem polskim, bo ja nie znam ukraińskiego. Ale dajemy radę, ewentualnie Maria sięga po telefon, żeby coś przetłumaczyć. Z czasem na pewno się nauczymy, więc nie będzie źle – dodaje.

Wsparcie dla tej rodziny okazało już wiele osób.

– Na chwilę obecną mamy wszystko, Maria jest bardzo dobrze zorganizowana, a muszę dodać, że bardzo dużo osób już nam pomogło. Dużo osób do mnie dzwoniło, pytało, czego potrzebujemy. Wszystkim mówię, że na razie nic, że jak będzie potrzeba, to dam znać – mówi pani Kornelia. – Moja przyjaciółka Anetka Guszpit przyjechała i pomagała mi sprzątać. Pomoc oferują też nasi sąsiedzi, Madzia Płaza gotuje zupkę. Koleżanka dowiezie nam fotele, żeby ten pokój, który im przygotowaliśmy, był przyjemniejszy, żeby mogli się czuć choć trochę jak w domu. My mamy dom nowy, jeszcze nie do końca urządzony i umeblowany, ale mam nadzieję, że będą się dobrze u nas czuć – mówi pani Kornelia. I dodaje ze łzami w oczach: – Nawet sobie nie wyobrażam, jak trudny dla nich musi być taki wyjazd z własnego domu.

Napisz komentarz »