REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Nigdy tego nie zapomni

Opublikowano 04 marca 2022, autor: Michalina Kozarowicz

Norbert Guzek z Żar pojechał na polsko-ukraińską granicę. Nigdy nie zapomni tego, co tam zobaczył. W jedną stronę zawiózł kanapki, pączki, chleb i wodę, a wrócił z uchodźcami, na których czekali tutaj najbliżsi. To on przywiózł do Siodła dzieci i wnuczkę Leny. Ale na tym nie poprzestał.

Norbert od kilku dni żyje w biegu, w rozjazdach. Odwiedza nas w redakcji w środę, 2.03. Wpada dosłownie na chwilę. Rozmawiamy kilka minut. Decyzję o wyjeździe i pomocy uciekającym z Ukrainy podjął spontanicznie. Oglądał telewizję i uznał, że musi pomóc. I że najlepiej zrobić to osobiście.

– W poniedziałek, 28.02., oglądaliśmy wiadomości. Jak patrzyłem na te dzieci, matki, które tam marzły, to serce się krajało. Żona miała chwilę wolnego, więc zapytałem, czy zgodzi się ogarnąć sama dom, a ja pojadę na granicę – opowiadaNorbert. – Zdecydowałem się pomóc, bo wiedziałem, że to, co oglądam, to jest tylko kropla w morzu potrzeb. Pomyślałem, że nawet jakby ktoś miał wsiąść do mojego samochodu i się ogrzać, napić herbaty, to już będzie coś – opowiada N. Guzek.

Jechałem w ciemno, wróciłem z dwoma rodzinami

W przygotowaniach do wyjazdu pomogli Norbertowi najbliżsi. Żona na dwie godziny przed wyjazdem napisała na Facebooku, że Norbert jedzie na wschód i może kogoś tam zabrać albo przywieźć.

– Wszystko zorganizowaliśmy do 18.00. Zrobiliśmy zakupy, syn zrobił kanapki. Jechałem całkowicie w ciemno, a wróciłem z dwoma rodzinami – mówi N. Guzek.

Do żony Norberta zadzwoniła znajoma, która zapytała, czy jest szansa, żeby kogoś zabrał z Ukrainy do Żar.

– Mam w samochodzie 6 wolnych miejsc i mogę każdego zawieźć w każde miejsce w Polsce. Jeszcze nie dojechałem, a już wiedziałem, że będę mieć cztery osoby. Odezwał się też do mnie Ukrainiec, czy mogę zabrać jego dziewczynę i podjechać po nią na inne przejście, oczywiście zgodziłem się, byli tam oboje. Potem okazało się, że on też czeka na rodzinę, więc tak jeździliśmy z jednego przejścia na drugie i trzecie – opowiada N. Guzek.

Przez kłopoty z transportem na Ukrainie, dzieci Leny, które Norbert zabierał do Żar, nie dotarły na czas na granicę.

– Mieli przyjechać w poniedziałek w nocy, ale przed granicą był korek pociągów. Jedni czekają jeden dzień, drudzy dwa dni. I tylko dzwoniliśmy do nich raz na dwie godziny i pytaliśmy, gdzie są. I słyszeliśmy, że albo stoją, albo że pociąg przejechał 10 kilometrów – mówi N. Guzek.

Noc na przejściu

Norbert całą noc spędził na polsko-ukraińskim przejściu granicznym. Rozdawał kanapki, które zrobił jego syn, pączki i napoje.

– To, co tam się dzieje, ciężko jest opisać. Taka moja pomoc to jest kropla w morzu. To wszystko jest mało. Widok jest przerażający, gdy mama idzie, trzyma na rękach malutkie dziecko, do tego jeszcze jakiś bagaż, za rękę prowadzi większe dziecko – opowiada N. Guzek.

Nie na każdego ktoś czeka

Mnóstwo osób przekracza granicę i nie wie, co dalej. Nie na każdego czeka umówiona pomoc po polskiej stronie.

– Przyjechał pociąg pełen ludzi i wojskowy zapytał starszą kobietę, która już zdążyła wysiąść, gdzie się wybiera, a ona odpowiedziała „nie wiem”. Oni po prostu uciekają. Wszystko, co tam widziałem, bardzo mnie wzruszało. Trzeba na granicy trzymać nerwy na wodzy, żeby się nie rozkleić, bo tam jest naprawdę bardzo ciężko, każda pomoc jest wskazana. Ja też mogłem wpłacić pieniądze na zbiórkę, ale nie wiem, do kogo by te pieniądze trafiły i czy faktycznie by pomogły. A tak byłem, widziałem i wiem, że pojadę jeszcze raz – deklaruje N. Guzek. 

Napisz komentarz »