REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Dla szpitala w Mikołajowie

Opublikowano 04 marca 2022, autor: jb

O pomoc i zbiórkę rzeczy potrzebnych do szpitala w ukraińskim Mikołajowie prosi Liudmyla Kopchynska, lekarka pracująca w 105. Szpitalu Wojskowym. Rozmawiamy z nią o tym, o kogo z bliskich dziś się boi.

L. Kopchynska w 105. Szpitalu Wojskowym pracuje drugi rok, obecnie na oddziałach covidowych w Żarach i Żaganiu. Wcześniej leczyła pacjentów właśnie w Mikołajowie.

– Pracowałam tam 17 lat, zaczęłam zaraz po studiach. Tamten szpital jest dla mnie jak drugi dom, jak rodzina. Jest takim centralnym szpitalem w województwie, prowadzi chirurgię, ortopedię, neurochirurgię, urologię. Odkąd zaczęła się wojna, trafiają tam też ranni. Lekarze są prawie cały czas na dyżurze, nie mają jak wyjść do domów. Jeżeli tylko jest alarm i ma być atak, muszą być gotowi – mówi L. Kopchynska.

Sama ma rodzinę w Ukrainie.

– Bardzo przeżywam to, co się dzieje. Tam została moja mama i siostra męża. Mama ma 85 lat, powiedziała, że już zostanie w swojej ziemi, cokolwiek miałoby się wydarzyć. Miasto leży na półwyspie, jest otoczone rzekami. Dojeżdża się do niego mostami zwodzonymi. Mieszkańcy próbują bronić się tak, żeby te mosty trzymać prawie cały czas w górze i utrudnić dotarcie do nich. W mediach i w ogóle w Polsce trochę mniej mówi się o działaniach wojennych na południu Ukrainy, a tam u nas też toczą się walki, mieszkańcy starają się bronić, wielu ginie – mówi. – Od początku tej wojny ciężko mi zebrać myśli. Jest niby XXI wiek, nikt nie spodziewał się takiej wojny. A co dopiero, jak Rosjanie specjalnie przebierają się w cywilne ubrania i udają Ukraińców, bo przecież wielu z nas na południu mówi po rosyjsku. Ciężko przewidzieć jeszcze takie zagrożenie.

Potrzebna pomoc

– Pierwszego dnia wojny, zaczęłam nawet pakować swoje rzeczy i chciałam wracać, żeby pomóc lekarzom w moim dawnym szpitalu. Ale przecież mój mąż, synowie są tutaj w Polsce. Mieszkamy w okolicy Ruszowa. Nie mogę ich zostawić – mówi.

Jako lekarz angażuje się w pomoc szpitalowi ze swojego miasta.

– Chciałabym ich wesprzeć chociaż tak. Zbieramy potrzebne rzeczy. Jestem w kontakcie z dyrektorem szpitala. Chcemy dowieźć je do granicy, a tam przyjadą osoby, żeby je odebrać i zawieźć bezpośrednio do szpitala – mówi.

Zbiórka na razie trwa do 11 marca.

– Pewnie w przyszłości będą potrzebne kolejne. Bo teraz odliczamy dni wojny, a ona może potrwać jeszcze bardzo długo – wzdycha lekarka.

Jeśli uda się zebrać wystarczającą ilość darów, żeby mógł jechać jeden albo dwa busy, to wyjadą już w weekend.

– Osoby, które mogłyby wspomóc nas transportem do granicy swoimi busami, także proszę o kontakt w szpitalu – mówi L. Kopchynska.

Na liście potrzebnych rzeczy przygotowanych przez panią doktor znalazły się: materiały opatrunkowe, aparaty do przetoczeń, leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe, rękawiczki jednorazowe, pampersy dla dzieci i dorosłych, podpaski, preparaty do dezynfekcji, lignina, strzykawki, igły, wenflony, środki higieny, ale także koce, poduszki, kołdry, śpiwory i ręczniki.

Dary można przynosić w tygodniu w godz. 8:00-14:00 do pomieszczenia nr 28 w żagańskim szpitalu (wejście od strony ul. Szprotawskiej).

– Dziękuję każdemu, kto angażuje się w pomoc Ukrainie, za każde dobre słowo. Bardzo mnie wzruszają takie otwarte serca Polaków. To dla nas bardzo ważne – mówi.

Napisz komentarz »