REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Bierz dzieci i uciekaj

Opublikowano 04 marca 2022, autor: mk

Rodziny muszą się rozdzielać. Kobiety i dzieci uciekają do bezpiecznej Polski. Mężczyźni zostają, by bronić ojczyzny i dobytku.

Anastazja przyjechała do Polski z córeczkami, jedna ma 4 latka, a druga roczek. Mąż kazał jej się pakować, zabierać dzieci i uciekać, sam został na Ukrainie, by bronić ojczyzny. Anastazję poznajemy w poniedziałek, 28.02., zaledwie kilka godzin po tym, jak dotarła do bezpiecznego schronienia. Przywozimy artykuły pielęgnacyjne dla dzieci i zabawki, których maluchy nie mogły zabrać ze sobą. Wszystko dzięki darom, które mieszkańcy regionu przynieśli do naszej redakcji.

Domu już nie ma

Anastazja zapakowała trochę odzieży, dokumenty i rzeczy dla dzieci. Do samochodu nie mogła zabrać wiele. Liczył się też czas. Każda chwila zwłoki mogła grozić jeszcze większymi trudnościami z wydostaniem się z Ukrainy.

– Mąż powiedział „będziemy tu pilnować, a tu bierz dzieci i uciekaj” – opowiada Anastazja, która przyjechała do Żar w niedzielę 27.02 w nocy –  Chwała Bogu, że mamy koleżankę, która jest tutaj. Powiedziała po prostu: „Przyjeżdżajcie, my tu we wszystkim pomożemy”. Ja pierwszy raz w życiu przejechałam tyle kilometrów za kierownicą. Nas tu przyjęli tak, jakby to było wszystko w domu, którego już nie mamy – mówi Anastazja.

Kobieta i jej córki zamieszkały w „Starej Owczarni” należącej do Wacława Maciuszonka, byłego burmistrza Żar.

– Na razie przyjechały do nas cztery matki z szóstką dzieci. Dołączą też kolejne, ale przedostanie się przez granicę to naprawdę wielki problem. Wiem, że jadą, ale kiedy będą, tego już nie – przyznaje W. Maciuszonek. – W pomoc zaangażowało się nasze koło łowieckie „Cietrzew” z Żar. Przyjechali zobaczyć, jakie są warunki, no i dwie godziny później już odbierałem rodzinę – opowiada.

Wdzięczna za pomoc

Matki i ich dzieci uciekające z Ukrainy nie spodziewały się, że w obliczu tragedii spotka je też coś dobrego.

– Dostaliśmy jedzenie, nawet odzież, wózek dla dziecka. Bardzo dziękuję. Każdemu, kto pomaga. Nie spodziewałam się. Myślałam, że będziemy mieszkać w wiele osób w jednym pokoju, byłam na taką sytuację przygotowana. Bałam się też, że dzieci mogą przeszkadzać, że będą za głośne, gdy będą się bawić. Mieliśmy taką sytuację w Katowicach w hotelu, że ktoś się skarżył, że hałasu za dużo robią – mówi  Anastazja.

W. Maciuszonek ulokował kobiety w pokojach, z których wcześniej korzystali goście weselni zostający w „Starej Owczarni” po zabawie.

– Dobrze się złożyło, że to w takim czasie, bo nie mamy zaplanowanych żadnych większych imprez. Mniejsze dalej będą się sporadycznie odbywać, ale to nie będzie kolidować – mówi W. Maciuszonek.

Zostali wszyscy

Do Polski przyjeżdżają głównie matki z dziećmi i osoby starsze. Z rodziną na Ukrainie utrzymują kontakt telefoniczny.

– Mam kontakt z rodziną. Chwała Bogu, że jest internet, karta do telefonu, dzwonimy do wszystkich, którzy tam zostali. Do mamy, taty, cioć, wujków, męża. Po prostu do całej rodziny. Są też w rodzinie tacy, co nawet z dziećmi zostali w Ukrainie. Zdecydowali, że schronią się  gdzieś na wsi. Oby to wszystko skończyło się jak najszybciej i żebyśmy mogli wracać do domów – mówi z nadzieją Anastazja.

Napisz komentarz »