REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Kto chce wy*ebać komendanta

Opublikowano 18 lutego 2022, autor: bj

A także o tym, kto komu stanowisko załatwił i kto komu stawiał warunki, była mowa podczas rozpoczętego właśnie procesu w sądzie pracy w Żarach.

Po raz drugi ruszył proces w sądzie z powództwa strażaka z żarskiej Komendy Powiatowej PSP. Swojemu szefowi, st. kpt. Mariuszowi Morawskiemu, komendantowi zarzuca dyskryminację.

Przypomnijmy. Marcin Pelc, strażak z  ponad 20-letnim stażem, czekał bardzo długo na awans, pomimo dobrej oceny pracy i tego, że jest jedną z niewielu osób z tak wysokim wykształceniem w zakresie pożarnictwa w komendzie. Wyjaśnia, że należy do związku zawodowego (NSZZ Pracowników Pożarnictwa), za którym jego zdaniem komendant – delikatnie mówiąc – nie przepada.

W sądzie pracy w lipcu 2021 r. odbyła się pierwsza rozprawa. Z przyczyn proceduralnych, trzeba było ją zakończyć. Strażak z nowym pozwem zwlekał, bo jak mówi, komendant im obiecał, że odejdzie ze służby w żarskiej komendzie do końca września ub.r.

Teraz został złożony taki sam pozew, czyli dotyczący dyskryminacji na tle przynależności związkowej. Chodzi o to, że M. Pelc miał usłyszeć, iż awans dostanie, jeśli zapisze się do „Solidarności”.

W nowym procesie różnica jest tylko taka, że poza niezbędną minimalną stawką wynagrodzenia, czyli 2 tys. 800 zł, funkcjonariusz domaga się świadczenia na cel społeczny.

– Bo mi o pieniądze nie chodzi, a o to, by móc normalnie pracować – zastrzega M. Pelc.

W każdej sprawie o odszkodowanie kwotę roszczenia podać trzeba. Najniższa możliwa to właśnie 2 tys. 800 zł.

Jedzie komendant do stolicy

Pierwsze posiedzenie sądu odbyło się bez obecności komendanta Morawskiego i częściowo w trybie zdalnym.

– Wniosek o udział w rozprawie w ten sposób złożył pełnomocnik pozwanej strony – wyjaśniła Agnieszka Wyszyńska-Gillet, przewodnicząca składu sędziowskiego.

Tym pełnomocnikiem jest radca prawny z Warszawy, członek krajowej sekcji pożarnictwa NSZZ „Solidarność” (nie wyraził zgody na podanie nazwiska). Jak sam wspominał, wyjazd do Żar wiąże się dla niego z wielogodzinną podróżą. Ta perspektywa jednak nie przerażała M. Morawskiego, mieszkańca okolic Żar, który w rozprawie udział wziął. Czyli pojechał do Warszawy, a na pytania sądu odpowiadał… poprzez łączenie internetowe.

Ugody nie będzie

Sąd rozpoczął od pytania o ugodę.

– Oczywiście jej nie wykluczamy. Nam jednak zależy, by potwierdzić, że mój klient był nierówno traktowany z uwagi na przynależność związkową – mówiła Kornelia Czernuszka, pełnomocniczka M. Pelca.

– Czyli musielibyśmy potwierdzić nierówne traktowanie? To nie wchodzi w grę, bo zdarzenie nie miało miejsca – odpierał prawnik M. Morawskiego.

Był pobudzony i krzyczał

W pozwie M. Pelca jest zarzut o odmowie w 2020 r. awansu na dowódcę zmiany, w sytuacji gdy awansował inny strażak (szef zakładowej „Solidarności”), z niższym wykształceniem i stopniem służbowym. I to w sytuacji, gdy był tylko dowódcą zastępu, a M. Pelc był już pełniącym obowiązki dowódcy zmiany.

Chodzi o okres od kwietnia 2020 do maja 2021 r., kiedy M. Pelc w końcu awansu się doczekał.

Na liście świadków znalazł się mł. kpt. Paweł Brela.

– Czy wie pan i skąd, że awans był warunkowany? – pytała A. Wyszyńska-Gillet.

– Wiem o tym od Marcina Pelca, a także z jego pisma do naszego związku – mówił P. Brela, który jest sekretarzem NSZZ Pracowników Pożarnictwa.

Odpowiadał jednak, że dał temu wiarę.

– Podczas spotkania związkowego jeszcze przed złożeniem pozwu, w którym wziął udział komendant, Marcin Pelc zadał mu pytanie, czy warunkował awans przepisaniem się do Solidarności. Komendant je przemilczał – opowiadał P. Brela.

– Czy padł wtedy zarzut, że ja kłamię? – zapytał świadka M. Pelc.

– Nic takiego nie pamiętam  -odpowiadał P. Brela. Opowiedział też inną historię. – W ubiegłym roku już po pracy, po godz. 15.30, zadzwonił do mnie komendant Morawski. Był bardzo pobudzony. Zaczął krzyczeć. Nerwowo pytał, czy ja piszę materiał na temat jego prywatnych spraw. Albo czy Rafał Judycki pisze. Powiedział, że brudy są na każdego, każdemu może założyć sprawę. Chodziło mu o zdarzenie, kiedy służbowym samochodem zakopał się w lesie. Towarzyszyła mu wtedy stażystka – tłumaczył P. Brela.

Pełnomocnik M. Morawskiego pytał, czy sam P. Brela miał kłopoty z awansem, bo też nie jest członkiem „Solidarności”.

– Awansowałem, ale nie wszystkie awanse były za czasów komendanta Morawskiego – przyznał P. Brela.

 Kapitan nad brygadierem

Swoje zeznania złożył także st. bryg. Paweł Hryniewicz, od 2013 r. zastępca komendanta PSP. M. Morawski został komendantem przed 2 laty.

– Jak to się stało, że będąc oficerem mającym dystynkcje o trzy stopnie wyższe od komendanta, jest pan jego zastępcą? Gdzie tu logika? Czy to przypadek? – dociekała A. Wyszyńska-Gillet.

– Nie, to nie przypadek. Taka była decyzja komendanta wojewódzkiego – odrzekł P. Hryniewicz.

Mówił też o okolicznościach braku awansu M. Pelca w roku 2020.

– Jako zastępca komendanta opiniuję wnioski o awans. Moim zdaniem Marcin Pelc jak najbardziej na niego zasługiwał – stwierdził P. Hryniewicz.

– Dlaczego dowódcą zmiany został w 2020 r. … (tu pada nazwisko szefa „Solidarności” w KP PSP), który miał stopień młodszego aspiranta w czasie, gdy Marcin Pelc był już starszym aspirantem? – dopytywała sędzia.

– To była decyzja komendanta, który podejmuje ją jednoosobowo. Nie opiniowałem wniosku o awans, muszę respektować rozkaz – tłumaczył P. Hryniewicz.

Jak się okazało, w aktach personalnych przekazanych sądowi, wniosku o awans strażaka-szefa „Solidarności” nie ma.

Pełnomocnik M. Morawskiego podkreślał, że nie jest to dowód na to, że w ogóle takiego wniosku nie ma.

Dowiedział się z Facebooka

Sędzia kontynuowała przesłuchanie świadka.

– Czy pan wie, żeby komendant kiedykolwiek warunkował awansowanie Marcina Pelca zapisaniem się do Solidarności? – dociekała.

– Osobiście tego nie słyszałem. Nie chciałbym natomiast mówić o swoich odczuciach – zawiesił głos P. Hryniewicz.

Te mogły być niejednoznaczne. Bo po tym, jak pozytywnie zaopiniował wniosek w sprawie M. Pelca, o ostatecznej decyzji w tej sprawie dowiedział się nietypowym kanałem.

– Przeczytałem o tym na Facebooku – oświadczył.

Pełnomocnik M. Morawskiego akcentował, że był to oficjalny profil żarskiej komendy.

– Tak, oczywiście, wiem. Sam go w końcu zakładałem – skwitował P. Hryniewicz.

Był także pytamy o opinię na temat M. Pelca. Czy były na niego skargi albo sygnały, że nikt nie chce z nim pracować. P. Hryniewicz zaprzeczył i mówił, że sam ma dobrą opinię o M. Pelcu.

Podobnie jak kolejny świadek, strażak – członek „Solidarności”.

– To bardzo zaangażowany strażak. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy – tłumaczył kolejny świadek. I podkreślił: – Przewodniczący „Solidarności” kazał mi się przyglądać pracy Marcina Pelca. I informować o nieprawidłowościach, jeśli takie zauważę. Było to w czasie, gdy wyszedł problem z awansami. Tak się porobiło, że ludzie nie chcą ze sobą pracować, konflikt jest między strażakami – relacjonował.

Arek, Andrzej i Marek

Jako ostatni zeznawał asp. Rafał Judycki, szef związku Pracowników Pożarnictwa.

Sędzia zadała po raz kolejny pytanie, czy wie o warunkach stawianych przez komendanta i skąd.

– Wiem, bo sam komendant mi o tym powiedział, że jak Marcin Pelc zapisze się do „Solidarności”, to awansuje – mówił Judycki.

Pełnomocnik M. Morawskiego dopytywał, w jakim charakterze wtedy R. Judycki występował.

– To była nieformalna rozmowa. Znamy się od dawna z Mariuszem Morawskim. Przez wiele lat byliśmy kolegami. A mówiłem z nim o tym, bo choć awansu nie musiał dawać, ale na pewno nie miał prawa stawiać takich warunków – tłumaczył R. Judycki.

Wspominał też spotkanie związkowe z komendantem w sprawie M. Pelca.

– Na 5 razy zadawane pytanie, czy stawiał mu warunek awansu, pięć razy powtórzył, że na nie nie odpowie – wspominał R. Judycki.

Opowiedział też o kontaktach komendanta i szefa „Solidarności”.

– Kiedyś nie spodobała się mu jakaś decyzja Mariusza Morawskiego. Słyszałem, jak krzyczał do komendanta: „Pamiętaj, dzięki komu tu jesteś na stanowisku”. Zresztą zawsze sugerował, że ma różne kontakty, m.in. z posłem Markiem Astem. Mówił też, że dopóki Andrzej i Arek będą na swoich stanowiskach, to nic się nie zmieni. Miał na myśli komendanta głównego i jego zastępcę – opowiadał R. Judycki.

To nie był jedyny zarzut świadka.

– Po tajnych mediacjach z komendantem zadzwonił do mnie szef wielkopolskiej „Solidarności”. Stwierdził, że się dowiedział, iż robimy wszystko, by – cytuję – „wyje*bać komendanta – relacjonował.

– A dlaczego komendantowi zależałoby tak na zapisywaniu się do „Solidarności”? – chciała wiedzieć sędzia.

– Im więcej związek ma członków, tym więcej delegatów na zjazdy wojewódzkie i krajowe. Na każdych 10 członków przypada 1 delegat – tłumaczył R. Judycki.

Pytanie M. Judyckiemu zadał M. Morawski.

– Czy to prawda, że z ust świadka padły słowa, że jeżeli nie odejdę na emeryturę, to posypią się sprawy sądowe przeciwko mnie? – pytał M. Morawski.

To pytanie uchyliła sędzia, argumentując, że to nie dotyczy procesu.

Kolejne posiedzenie sądu w marcu.

Napisz komentarz »