REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Lekarki pod sąd

Opublikowano 11 lutego 2022, autor: bj

O błąd dwie lekarki oskarża Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. Ich pacjentka od kilku lat walczy o odzyskanie zdrowia, im samym grozi nawet 5 lat więzienia.

Akt oskarżenia przeciwko dwóm lekarkom skierowała do Sądu Rejonowego w Żaganiu Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze. Chodzi o błąd lekarski, który naraził Joannę Kotwicką (38 l.) z Raszyna (gmina Lubsko) na utratę zdrowia. Jedna z nich jest lekarzem rodzinnym, druga pracowała na oddziale ginekologii w szpitalu.

– Oskarżone to Zdzisława D. i Bogumiła R. Przewodniczącą składu sędziowskiego w tym procesie jest Monika Ochocka-Łydka – informuje Agnieszka Radkiewicz, kierowniczka oddziału administracyjnego na zarządzenie prezesa żagańskiego sądu.

Przypomnijmy. Problemy ze zdrowiem J. Kotwickiej zaczęły się po urodzeniu syna, Filipa, w kwietniu 2018 r. Trafiła do 105. Szpitala Wojskowego w Żaganiu z wysokim ciśnieniem. Lekarze zdecydowali się na cięcie cesarskie. Została wypisana do domu, choć nadciśnienie się utrzymywało.

Jeszcze tej samej nocy poczuła się bardzo źle, miała duszności. Rano pojechali z mężem do lekarza rodzinnego, ale on rozłożył ręce, bo bez wypisu ze szpitala, nie wiedział, jakie leki były podawane. Marcin Kotwicki ruszył do Żagania, do 105. Szpitala Wojskowego. Podczas drogi pani Joannie brakowało powietrza i ledwie oddychała. Gdy dotarli do szpitala, była sina, a z ust szła jej piana. Pielęgniarka natychmiast zaczęła ją reanimować, potem ktoś przybiegł z defibrylatorem. Joanna na 40 dni zapadła w śpiączkę. Potem uczyła się na nowo chodzić, kontrolować czynności fizjologiczne.

U pani Joasi stwierdzono uszkodzenie mózgu w przebiegu niedotlenienia po nagłym zatrzymaniu krążenia, niedowład czterokończynowy, padaczkę, encefalopatię.

Bezpośrednie niebezpieczeństwo

– Obie oskarżone mają zarzut, że nie dopełniły ciążącego na nich obowiązku opieki nad pacjentką i naraziły ją na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Zdzisława D. za to, że wypuściła pacjentkę z oddziału ginekologicznego, choć okoliczności wskazywały, że powinna być dalej hospitalizowana. Bogusława R. za to, że odesłała pacjentkę do szpitala, a nie zostało wezwane pogotowie – mówi Ewa Antonowicz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Prokuratura podczas swoich czynności poprosiła o opinię biegłych z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Stwierdzili nieprawidłowości, bo stan zdrowia pacjentki ich zdaniem wymagał dalszej szczegółowej obserwacji i leczenia. Był to stan przedrzucawkowy – komentuje E. Antonowicz. I dodaje: – Żadna z lekarek nie przyznała się do zarzucanych czynów. Zdzisława D. składała obszerne wyjaśnienia, Bogumiła R. odmówiła ich złożenia.

Leczyć trzeba

O sprawie rozmawiamy z Krzysztofem Dudkiem, pełnomocnikiem Joanny Kotwickiej, w której imieniu występuje mąż.

– Wnieśliśmy o zabezpieczenie pani Joanny, czyli o taką rentę na czas trwania procedur, żeby klientka miała pieniądze, z których sfinansuje bieżące potrzeby i leczenie. To dlatego, że większość spraw o błąd w sztuce trwa nawet kilkanaście lat. Sąd jednak oddalił ten wniosek, argumentując, że potrzebna jest opinia lekarska sporządzona na potrzeby postępowania cywilnego. To niestety wymaga bardzo długiego czasu. Być może wcześniej zapadnie sądowe rozstrzygnięcie w procesie karnym, co może pomóc w sprawie cywilnej – dodaje K.Dudek.

A pieniądze są wciąż potrzebne.

– Faktury za koszty leczenia to już kilkadziesiąt tysięcy złotych. Były prowadzone zrzutki i dzięki ludziom dobrej woli część kosztów udało się sfinansować. Ale cały czas potrzebna jest rehabilitacja – tłumaczy M. Kotwicki, mąż pani Joanny.

Pani Joanna codziennie jest wożona na warsztaty, do terapeuty, raz na kwartał codziennie przez 10 dni – na zabiegi do Wrocławia. Wydają na nie minimum 3 tys zł. To koszt terapii mikropolaryzacji mózgu. Polega ona na stymulacji kory mózgu przy użyciu elektrod, przez które doprowadza się słaby prąd. Do tego trzeba kupować leki. A to nawet kilkaset złotych miesięcznie.

Pan Marcin pracować nie może, bo opiekuje się niepełnosprawną żoną. Utrzymują się z 500+ na dwójkę dzieci, 1 tys. 700 zł renty, 1 tys. 800 zł zasiłku opiekuńczego.

Pierwsze posiedzenie sądu w tej sprawie zostało wyznaczone na 21.03. Obu lekarkom grozi kara pozbawienia wolności do lat 5.

Napisz komentarz »