REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Pies zaatakował dziecko

Opublikowano 04 lutego 2022, autor: bj

Amstaff pogryzł 9-letniego malucha, który z poranioną głową i twarzą natychmiast został przewieziony do centrum urazowego. Tam przeszedł operację.

Do zaatakowania dziecka przez psa doszło na osiedlu muzyków w Żarach, we wtorkowe popołudnie (1.02.).

– Pies rasy amstaff pogryzł 9-letnie dziecko. Po założeniu opatrunków i podaniu leków przeciwbólowych, dziecko zostało przewiezione do szpitala w Zielonej Górze. Obrażenia były rozległe – głowy i twarzy. Niestety, mówimy tu o dużej nieodpowiedzialności. Bo jak się okazało, konkubent matki przyniósł takiego psa do domu – mówi Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.

Nieoficjalnie wiadomo, że pies miał być przetrzymywany w łazience. W mieszkaniu, w bloku. W tym domu był od niedawna. Miał pochodzić od osoby, która go oddała, bo zwierzę skoczyło na jego małe dziecko. Poprzedni właściciel miał informować, że zwierzę nie może trafić do domu, gdzie są dzieci.

Partner kobiety w rozmowie z dziennikarzem zaprzecza, by był to jego pies. Twierdzi za to, że zwierzę jedynie wystraszyło dziecko, utrzymuje, że nic nie wie o ugryzieniach.

Matka dziecka jest z nim w szpitalu. Ucina pytania, mówi tylko, że dziecko przeszło operację.

Prokurator bada

O pogryzieniu dziecka przez psa informuje Prokuratura Rejonowa w Żarach.

– Badamy sprawę pod kątem narażenia dziecka przez opiekunów na niebezpieczeństwo. Czasem, po zebraniu dowodów w podobnych sprawach, może się zdarzyć, że rozważać należy  nawet nieumyślne spowodowanie obrażeń. Mówimy w końcu o niedopilnowaniu psa. W tym przypadku mamy do czynienia z ranami szarpanymi i kąsanymi twarzy chłopca. Policja została powiadomiona, my w tej chwili oczekujemy na szczegółowe akta – informuje Robert Brzeziński, prokurator rejonowy

Pies trafił do żarskiego schroniska.

– Suka została do nas przekazana, bo na miejscu obserwację prowadził będzie lekarz weterynarii. Chodzi o sprawdzenie, czy nie jest chora na wściekliznę. Taka jest procedura, choć była zaszczepiona. Ma komplet dokumentów, nawet paszport. Zwierzę jest przyjazne i łagodne. Sądzę, że zareagowało agresją, gdy znalazło się nagle w obcym miejscu. Jeżeli rzeczywiście było zamknięte w małym pomieszczeniu, to tylko mogło ten stres pogłębić. W takich przypadkach w zasadzie zawsze możemy mówić o winie człowieka – mówi Jolanta Jureczko, szefowa żarskiego schroniska dla zwierząt.

Tłumaczy, że w tej sprawie zawinili dorośli. A najbardziej ucierpiało dziecko i pies.

– Właściciel psa zadeklarował już, że zrzeknie się praw do niego. Po zakończeniu obserwacji zwierzę zostanie przekazane do adopcji. Oczywiście do domu bez dzieci i osobie, która zadeklaruje opiekę behawiorysty – kończy J. Jureczko.

Napisz komentarz »