REKLAMA

Gospodarka

Nie jest im do śmiechu

Opublikowano 31 stycznia 2022, autor: jb

Premier namawia klientów, by sprawdzali, czy sprzedawcy nie podnoszą cen w sklepach, a przedsiębiorcy zastanawiają się, czy w ogóle opłaca im się prowadzić jeszcze działalność.

Zerowy podatek na żywność obowiązywać ma od 1 lutego. Gdy premier zapowiadał obniżkę VAT-u na żywność, oznajmił jednocześnie, że będą kontrole, czy stosują się do tego sami sprzedawcy. Namawiał też klientów, by sprawdzali swoich okolicznych sklepikarzy.

Nie wiadomo, czy chodziło premierowi o straż osiedlową pilnującą np. cen ogórków, ale sprzedawcom po zapowiedziach rządu do śmiechu nie jest, szczególnie, gdy sami mają coraz większe koszty.

Trzeba zamknąć

– Słyszałam w telewizji, jak premier kazał patrzeć na ręce sprzedawcom. Następnego dnia, znajomi klienci żartowali do mnie, że przyszli sprawdzić, czy nie spekuluję cenami. A u nas w praktyce wygląda to tak, że wręczyłam już wypowiedzenie moim dwóm pracownicom. Na razie jesteśmy czynni do końca marca. Co będzie dalej? Nie mam pojęcia – mówi Aleksandra Nowak, właścicielka sklepu „Od i do” w Wymiarkach. – Przez te koszty, nie dam rady dłużej. Jeden sklep w Witoszynie zamknęłam już w ubiegłym roku, teraz muszę zamknąć drugi, a prowadzę ponad 20 lat. Ale już po prostu mamy dość. Ceny mediów to jedno, ale w tej chwili ani my nie wiemy, ani nasza księgowa, jakie podatki będziemy płacić przez Polski Ład. Nikt nie wie, jak się rozliczać za ten miesiąc – dodaje. – Ja nie jestem zwolennikiem partii rządzącej ani poprzedniej. Ale w tamtej kadencji, jak przychodziły do mnie faktury, to praktycznie znałam na pamięć wszystkie ceny towarów. A teraz w każdej kolejnej fakturze są inne. I to nie o 20 gorszy wyższe, tylko złotówkę albo więcej. A nas premier każe pilnować. Mówi ludziom, że obniża stawkę podatku na żywność. Dla mnie oznacza to, że najpierw muszę zamówić serwisanta kasy  fiskalnej, żeby zmienił mi stawki VAT-u i oczywiście muszę za to zapłacić.

Ciężko, jak nigdy

Inni też przyznają, że nie wiedzą, jak długo będą jeszcze prowadzić swoje sklepy.

– Dzisiaj w małych sklepach ciężko sprzedać cokolwiek, nawet tańszą rzecz. A co dopiero, jak podniesie się ceny, bo wtedy klient już w ogóle nie przyjdzie. Teraz drożeje wszystko, nie tylko żywność. Nam też rosną rachunki i zastanawiamy się, jak mamy na nie zarobić – mówi Jacek Drozd, właściciel Sklepu Wielobranżowego w Małomicach. – Już nawet nie chodzi o zysk, tylko pokrycie kosztów. Za prąd odebrałem rachunek rzędu 1 tys. 200 zł, a płaciłem około 600-700 zł. Sklep prowadzę 31 lat i nigdy nie było tak ciężko, jak teraz. Dzisiaj każda dostawa towaru jest już w zasadzie w innej cenie. Nie zdarza się, żeby te ceny były stałe. Ten, kto chce kontroli cen w sklepach, niech sam otworzy biznes i sprzedaje. Ja nie mogę sprzedać taniej jak w hurtowni. Staramy się, jak możemy. Teraz zależy mi, żeby dotrwać chociaż do emerytury, ale nie wiem, czy dam radę. Serce boli, bo w naszej rodzinie handel jest już trzecie pokolenie, ponad 60 lat – dodaje.

Odechciewa się pracować

Od 37 lat sklep  U Ulki” w Lubsku prowadzi Urszula Szablińska.

Jest ciężko. Mamy dużo kosztów. Gdziekolwiek jadę po towar, to za każdym razem są wyższe ceny. A my też płacimy wyższe media. Jestem za tym, żeby te ceny żywności obniżyć, ale pod warunkiem, że będą niższe w hurtowniach – mówi. – Dzisiaj to już się prawie nie chce pracować, kiedyś był większy zapał. Zarabiamy tylko na utrzymanie sklepu. Ja w sumie jestem już na emeryturze, w każdej chwili mogłabym zamknąć. Widzę, że wiele osób w moim wieku już w ogóle zrezygnowało z własnej działalności. Robię to, bo to kocham, ale w takiej sytuacji zapału już coraz mniej. Byłam zawsze optymistką, ale teraz podchodzę do tematu mniej pozytywnie.

Kupię drożej, taniej sprzedam

– Wszystko spoczywa na naszych barkach. Obciążeń jest coraz więcej. Ja teraz pracuję sam po 12 godzin dziennie, bo koszty utrzymania pracownika są bardzo wysokie – mówi Robert Ratajczyk, który prowadzi sklep w Grabiku. – Ceny na pewno będą zależały też od dostawców. Ostatnio jak jeżdżę po hurtowniach, to już jest pusto, towaru mniej. Hurtownicy do końca miesiąca też muszą płacić VAT, potem już nie. Do końca jeszcze nie wiem, jak będzie z tym VAT-em, ale wiem, że od lutego powinienem sprzedawać bez tego 5-procentowego podatku. Tylko co z produktami, które kupiłem już wcześniej i przecież płaciłem drożej? To nie jest tak, że ja cały towar kupię teraz w lutym i będę sprzedawać taniej – dodaje.

Niektóre sieci sklepów jak np. Lidl już zapowiadają obniżkę cen niektórych produktów.

Obniżenie cen w małych sklepach może się okazać niezauważalne, właśnie przez wzrost kosztów, jakie firmy ponoszą.

Ekonomiści Credit Agricole ostrzegają, że czasowe wyzerowanie VAT na żywność nie doprowadzi do spadku inflacji, ale wręcz ją podbije.
Nie wiadomo, jak obniżona cena będzie wyglądać w praktyce od lutego.
Wiadomo jednak, że obniżka podatku ma obowiązywać pół roku. Po tym czasie podatek wróci do swojego poziomu, a to się będzie wiązało z podwyżką cen. Z wyliczeń analityków wynika, że na podwyżki może zostać przeniesione nawet 90 procent podwyżki do pierwotnych stawek.

Od 1 lutego obowiązywać będzie zerowy podatek, dla produktów, które dziś są obłożone 5-procentową daniną.
Są to m.in.:
-mięso o ryby
-produkty mleczarskie
-warzywa i owoce
-przetwory ze zbóż
-wyroby piekarnicze

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zapowiedział monitoring cen i kontrole tego, czy sklepy sieciowe dostosowują się do zmian. Małych sklepikarzy zachęcił też, by nie podnosili marż na sprzedawane przez siebie towary.

Napisz komentarz »