REKLAMA

Zdrowie

Lekarz pójdzie do zakażonego?

Opublikowano 31 stycznia 2022, autor: jb

Zakażonego seniora lekarz rodzinny powinien odwiedzić i przebadać w ciągu dwóch dni od otrzymania pozytywnego wyniku na obecność koronawirusa. Taki pomysł na walkę z pandemia zaprezentował premier w ubiegłym tygodniu. Czy to w ogóle jest możliwe?

Takie zasady wprowadzono już w tym tygodniu. Lekarze rodzinni mieliby obowiązek przyjść do każdego zakażonego pacjenta powyżej 60 roku życia. Sami nie są do końca przekonani, jak to będzie wyglądać, szczególnie, że ktoś w tym samym czasie musi przyjmować pacjentów z innymi schorzeniami.

– Ja sobie tego nie wyobrażam. Chociaż może gdy zrobimy tak, jak pan rząd sobie wyobraża, czyli w dzień będziemy szczepić, wymazywać, leczyć, wypisywać recepty, a w nocy będziemy jeździć na wizyty domowe do seniorów, niezależnie od tego, czy ich potrzebują, czy nie, to może jakoś będzie to wykonalne – ironizuje Jolanta Bliźniak, kierownik przychodni „Medyk” w Żarach. 

Jak przekonują lekarze, badanie każdego zakażonego seniora jest niepotrzebne, bo nie u wszystkich stan tego wymaga. Nadal są tacy, którzy chorują bezobjawowo albo delikatnie objawowo.

 Nie wiadomo też, jak traktować wymóg wizyty w ciągu 48 godzin w trakcie weekendu, bo jak wiadomo, przychodnie lekarskie czynne są w dni robocze.

– My się nie lenimy, z każdym pacjentem dodatnim jesteśmy w kontakcie telefonicznym przynajmniej dwa razy w czasie izolacji. Jeżeli coś się dzieje, to najczęściej zapraszamy na początek do nas, mamy izolatkę i możemy na miejscu ocenić, jaka pomoc jest potrzebna. Możemy takich pacjentów przyjąć w tygodniu codziennie w godz. 17:00-18:00. Dlatego nie rozumiem decyzji rządu. Na ten moment najbardziej realna wydaje się wersja, że faktycznie chory zostanie przez lekarza przebadany, a ten, kto choruje bezobjawowo, może spokojnie ten czas spędzać w domu bez wizyty lekarza. Podjęliśmy jednak współpracę z lekarzem, który zobowiązał się jeździć do takich osób zakażonych, w zależności od potrzeb- mówi J. Bliźniak.

Wizyta domowa u zakażonych pacjentów niesie też za sobą ryzyko zakażenia samych lekarzy, co wyłączy ich, przynajmniej na jakiś czas, z możliwości przyjmowania pacjentów w ogóle.

– Idąc do osoby zakażonej, do domu, gdzie są inni domownicy, idziemy do miejsca, w którym potencjalnie wszyscy są zakażeni. W praktyce oznacza to, że przebieramy się w kombinezony ochronne chyba u nich na wycieraczce, a po wizycie wsiadamy do swojego samochodu, którym też przewozimy swoje dzieci czy wnuki – dodaje J. Bliźniak.

Trzeba też pamiętać o tym, że pacjenci do lekarza rodzinnego są zapisani niekoniecznie w miejscu zamieszkania. W przypadku zakażenia, lekarz musiałby do niego dojechać.

Napisz komentarz »