REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Wilk o mało nie zagryzł Puni

Opublikowano 14 stycznia 2022, autor: Piotr Piotrowski

Wilk zaatakował Punię zaledwie 30 metrów od domu.

Jerzy Zator do domu wrócił przerażony. Z zakrwawioną Punią na rękach.

– Było już ciemno na dworze. Pieski biegały sobie po okolicznym polu i zaroślach. Nagle usłyszałem ujadanie i pisk. Okazało się, że moją 17-letnią suczkę Punię zaatakował jakiś zwierz – mówi pan Jerzy z Iłowej, który często spaceruje z psami w okolicy domu przy ul. Piaskowej.

Atak koło domu

– To nie był inny pies. Po sylwetce, ruchach natychmiast rozpoznałem, że to wilk. Zaatakował mojego najstarszego psa zaledwie 30 metrów od ogrodzenia domu. Ruszyłem na pomoc Puni, starając się odstraszyć dzikie zwierzę, świecąc latarką. Wilk czmychnął w kierunku ogrodzenia domu sąsiada, po czym wzdłuż siatki skierował się na pola i łąki. Zacząłem w ciemnościach szukać Puni. Chwyciłem ją i zaniosłem do domu. Miała rany głowy, szyi i pyska, naderwaną skórę. Była tak poraniona, że myślałem, że zdechnie.  Zdezynfekowałem i oparzyłem jej rany. Gdy adrenalina odpuściła, głowa opadła, z pyska poszła krew i tak leżała przez godzinę. Weterynarz ją pozszywał. Przez pięć dni Punia nie chodziła, upadała. Nadal boi się wyjść na łąkę.

Wielki powrót wilków

Jan Ryszawy, przyrodnik ze Szprotawy, przyznaje, że wilków w naszym regionie przybywa z roku na rok.

– To efekt migracji zarówno z Niemiec, jak i wschodu, m.in. Bieszczad, gdzie kurczą się im tereny do swobodnego  życia. Wilki wracają na „stare śmieci”, czyli pogranicze lubusko- dolnośląskie, szczególnie w Bory Dolnośląskie – mówi. – Żyły tu przed latami i było im dobrze. Mają tu doskonałe warunki: spore tereny leśne i pokarm w postaci pogłowia jelenia i sarny. Jeśli chodzi o przypadek w Iłowej, to mógł być wilk przechodni, który zaatakował psa, bo ten był na jego drodze. A wiadomo, wilki bardzo nie lubią psów.

W środę, 12 lutego, wilk przebiegł kierowcy auta przez drogę między Czerną a Żagańcem, a więc również w gminie Iłowa. Wedle szacunków, jeszcze 10 lat temu było ich w lubuskim kilkadziesiąt, obecnie jest nawet pół tysiąca.

Napisz komentarz »