REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Ratował innym życie, sam przegrał z covidem

Opublikowano 14 stycznia 2022, autor: Piotr Piotrowski

Ludwik Korzeniewski (?58 l.) przez lata ratował życie ludziom, pracując w żagańskim pogotowiu. Sam przegrał z podstępnym wirusem.

Laryngolog pracował w żagańskim pogotowiu ratunkowym od czterech lat. Do Żagania dojeżdżał z Pyrzyc (zachodniopomorskie). Rok temu, w drodze do pracy, źle się poczuł. Zatrzymał auto i wezwał pomoc. Okazało się, że ma tętniaka aorty w brzuchu. Został zoperowany, ale wkrótce dopadł go covid.

– Mimo zaszczepienia, chorobę przeszedł bardzo ciężko. Przez dwa tygodnie wspomagał go respirator. Wydawało się, że wygrał z koronawirusem. Wyszedł do domu, rehabilitował się, mało tego, wrócił nawet na miesiąc do pracy w pogotowiu – opowiada Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia. Niestety, we wrześniu znowu poczuł się źle. Okazało się, że koronawirus mocno sponiewierał jego serce, wcześniej nie leczył się kardiologiczne. Po szeregu badań, został skierowany na przeszczep serca do kliniki w Zabrzu. Niestety, niewydolność krążeniowa pogłębiała się z dnia na dzień. Trafił na oddział kardiologiczny 105. Szpitala Wojskowego w Żarach, gdzie 4 stycznia zmarł.

L. Korzeniewski został pochowany 8 stycznia w swoich rodzinnych Pyrzycach. Ceremonię pogrzebową poprowadził jego brat, ksiądz. Na pogrzebie nie zabrakło przedstawicieli żagańskiego pogotowia.

– Ludwik zawsze podkreślał, że on leczy ciała, a jego brat dusze. To był człowiek pracy i jednocześnie wspaniały, życzliwy kolega, lubiany przez całą załogę. Miesięcznie miał po 11 dyżurów. Kochał ten zawód na tyle, aby dojeżdżać  ok. 250 kilometrów z domu mówi Grażyna Urbaniak, zastępca R. Smyka. Ocalił życie wielu pacjentów, ale i ratownika, z którym był na akcji ratowania dwóch dziewczynek, porażonych przez prąd w rzece. W ostatniej chwili go odciągnął, gdy ten wchodził do wody. Niestety, dziewczynek nie udało się uratować. Ludwik bardzo często o tym mówił. Zresztą, przeżywał każdą śmierć.

Napisz komentarz »