REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Grozili, że wysadzą szpital

Opublikowano 14 stycznia 2022, autor: bj

Usłyszeli, że w szpitalu może wybuchnąć bomba. – Był stres, ale przecież tu są ciężko chorzy, pod respiratorami. Musieliśmy normalnie pracować – mówi Marek Femlak, zastępca komendanta 105. Szpitalu Wojskowego w Żarach.

Żandarmeria wojskowa, straż pożarna i policja zostały postawione na nogi, gdy na Szpitalny Oddział Ratunkowy ktoś zadzwonił z informacją, że została podłożona bomba, która wybuchnie w ciągu pół godziny.

– Pełniłem akurat dyżur na na SOR. To było w sobotę, 9.01. o godz. 23.20. W słuchawce odezwał się kobiecy głos, wydaje mi się, że modulowany elektronicznie. Usłyszeliśmy, że za pół godziny wybuchnie bomba w poczekalni. Ale bez konkretnie, w którym miejscu, budynku. Za chwilę kolejny telefon. Identyczny. Z dokładnie takim samym ostrzeżeniem, jakby to było wcześniej nagrane. Było 5 takich telefonów – relacjonuje M. Femlak.

Natychmiast podniesiono alarm.

– Powiadomiliśmy żandarmerię i policję. Najpierw przyjechało trzech policjantów, potem czwarty z wydziału kryminalnego. Później specjaliści od materiałów wybuchowych i pirotechniki – wylicza M. Femlak.

Osoba, która poinformowała o bombie, dzwoniła z numeru komórkowego. Pracownicy próbowali na niego oddzwaniać, policjanci też. Ale nikt nie odbierał.

Do szpitala przyjechali też strażacy. Ostatecznie okazało się, że informacja jest fałszywa.

– Zakwalifikowaliśmy ją jako fałszywy złośliwy alarm. Sprawą zajmują się śledczy – informuje mł. kpt. Paweł Brela, oficer prasowy straży pożarnej w Żarach.

Karetki nie przyjeżdżały

Wcześniej jednak personel szpitala musiał się zmierzyć ze stresem.

– Obdzwoniliśmy wszystkie miejsca w szpitalu, gdzie są poczekalnie. Personel otrzymał polecenie, by sprawdzić wszystkie zakamarki, czy nie ma jakichś pozostawionych toreb lub kartonów. Poinformowaliśmy też dyspozytora, żeby o ile to możliwe, karetki przez 30 minut nie przyjeżdżały. Przy szlabanie zatrzymane zostały auta z pacjentami jadącymi do POZ i na SOR – wspomina M. Femlak.

Informacja z telefonu został puszczona w trybie głośnomówiącym. Żeby usłyszał ją cały personel usłyszał. Trzeba było też porozmawiać z pacjentami.

– Któryś z ratowników wyczytał w internecie, że pół godziny wcześniej identyczna sytuacja wydarzyła się w szpitalu w Gorzowie. Tam już było potwierdzone, że to fałszywy alarm. Oczywiście pomimo tego, było trochę stresu – nie ukrywa M. Femlak. – Po 30 minutach wszyscy wrócili do pracy.

Wciąż jednak na miejscu pracowali policjanci, przez około 2 godziny lustrowali teren.

Wytrzymali stres

Pomimo pierwszych nerwowych chwil, nie została podjęta decyzja o ewakuacji.

– Ta informacja z minuty na minutę okazywała się mało wiarygodna. Trzeba też pamiętać, że mamy w szpitalu osoby pod respiratorem, ciężko chore – podkreśla M. Femlak.

Sprawę badają cywilni i wojskowi funkcjonariusze.

– Prowadzimy postępowanie pod kątem artykułu kodeksu karnego, który mówi, że kto wiedząc, że nie ma zagrożenia życia lub zdrowia wielu osób oraz mienia w znacznych rozmiarach, zawiadamia o tym zagrożeniu, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 – informuje Aneta Berestecka, rzeczniczka żarskiej policji.

Pracuje także żandarmeria.

– Sprawa zostanie przekazana pod nadzór prokuratury Wrocław-Fabryczna – dorzuca por. Daniel Zakrzewski, rzecznik Żandarmerii Wojskowej w Żaganiu.

Napisz komentarz »