REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Chcą spalać tysiące ton śmieci

Opublikowano 07 stycznia 2022, autor: bj

O spalarni myślą tylko jak o trucicielu. I się na jej budowę nie godzą. – Niech ją budują u siebie ci, którzy produkują najwięcej śmieci – mówią zgodnie mieszkańcy Marszowa.

Nieprzyjemny zapach wyraźnie roznosił się w powietrzu, gdy do świetlicy wiejskiej w Marszowie schodzili się uczestnicy zebrania (4.01.), w którym wzięli udział członkowie Stowarzyszenia „Czyste powietrze”, mieszkańcy Marszowa i okolic, a także Żar i Żagania. Mieszkańcy Marszowa pokazywali w kierunku Zakładu Zagospodarowania Odpadów.

– Wszyscy wiemy, skąd ten smród się unosi – mówili.

Samo spotkanie zaczęło się od prezentacji przedstawionej przez Jacka Połomkę, prezesa Zakładu Zagospodarowania odpadów i prof. dr hab. inż. Grzegorza Wielgosińskiego z wydziału inżynierii procesowej i ochrony środowiska Politechniki Łódzkiej, eksperta zaproszonego przez przez J. Połomkę.

– Frakcja RDF to odpady nienadające się do recyklingu i które zgodnie z prawem nie mogą być składowane. Natomiast ich ilość rośnie – z niepełna 9 tys. ton w 2019 r. , przez 12 tys. ton w 2021 r., do przewidywanych 19 tys. ton w 2026r. – wyliczał J. Połomka.

Przypomnijmy. ZZO w Marszowie, czyli spółka, która ma 15 udziałowców (są nimi okoliczne gminy), planuje w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego wybudować w Marszowie instalację do przetwarzania odpadów. Mają być w niej spalane odpady, które nie nadają się do recyklingu. W efekcie ma być produkowana energia i ciepło. Koszty budowy instalacji ma wziąć na siebie prywatny inwestor. W zamian za to będzie mógł czerpać korzyści z użytkowania instalacji przez 15-20 lat. Potem instalacja miałaby przejść na własność ZZO.

Bo cementownia jest zachłanna

– W tej chwili te odpady oddajemy do cementowni. Musimy za to płacić i cena za tonę rośnie. Z 76 zł w 2015 r. do 400 zł w 2021 r. To wzrost ceny o ponad 500 proc. Cementowni w całym kraju jest tylko 13. Obowiązuje więc prawo popytu i podaży. W Warszawie ceny sięgają już 1 tys. zł za tonę – wyliczał J. Połomka.

G. Wielgosiński przedstawiał tabele, z których wynikało, że średnia emisja ze spalarni odpadów w Rzeszowie, Białymstoku, Koninie i Poznaniu jest znacznie niższa, niż dopuszczają to obowiązujące normy. I tak np. średnia wartość emisji pyłów całkowitych to 3,0075 mg/m3 przy wartości dopuszczalnej 10, a rtęci – 0,013 przy możliwych 0,05.

– Podobnie jest z pozostałymi zanieczyszczeniami, m.in. tlenkami azotu, węgla, chlorowodoru, fluorowodoru, kadmu czy dioksyn, które też znacznie poniżej dopuszczalnych wartości – wyliczał G. Wielgosiński.

Padł też przykład kotła WR5, który pracuje w żagańskiej funkcjonującej elektrociepłowni, która według wyliczeń eksperta emituje 1 tys. 300 mg/m sześc.dwutlenku siarki przy 50 mg/m sześc. z planowanej w ZZO spalarni.

– Z licznych publikacji naukowych wiemy, że oddziaływanie spalarni na środowisko jest minimalne, znacznie mniejsze niż np. znanych nam elektrociepłowni. Porównywalne ze spalaniem gazu. Problem jest wyolbrzymiany, tak jak obawa przed spalarnią jako trucicielem. Nie ma innej alternatywy. Ta frakcja nie nadaje się do składowania. W dodatku do 2035 roku musimy uzyskać co najmniej 65 proc. odzysku odpadów, przy 10 proc. możliwości składowania. Z pozostałych 25 proc. możemy po prostu odzyskać energię – dodawał G Wielgosiński, uzupełniając to informacją, że elektrociepłownie spalające odpady są stale monitorowane.

– Mój znajomy w przypływie szczerości powiedział, że w Swiss Krono filtry są wymieniane, gdy spodziewają się kontroli – mówił Andrzej Mankiewicz.

– Tu jest automatyczny nadzór, z podłączeniem do Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Jeżeli tylko przez 4 godz. wysyłane on-line dane pokazują przekroczenia, to działalność instalacji jest zawieszana. W przypadku dłuższych przekroczeń całkowicie wyłączana. Nikt nie zaryzykuje 100 mln zł dla nawet kilku milionów oszczędności przy filtrach – odpowiadał mu J. Połomka.

Energia i ciepło wyprodukowane przez spalarnię miałaby zasilać Żagań lub Żary.

Nebulizator zamiast śniadania

Mieszkańcy nie ukrywali emocji.

– Jestem mamą małych dzieci. Dzień zaczynam nie od zrobienia im śniadania, jak to normalnie powinno być, a od podłączenia do nebulizatora, bo moje dzieci ciągle kaszlą. Oprócz spalania są inne sposoby przetwarzania śmieci. My już jesteśmy mocno narażonym na zanieczyszczenia regionem, dlaczego mamy po raz kolejny brać to na siebie? – pytała Agata Lechocka-Wąsowicz.

– Mamy tu region obfitujący w najliczniejsze na ścianie zachodniej przypadki zachorowań na nowotwory płuc. Dlaczego chcemy nasz teren dodatkowo zanieczyszczać? Rtęć, która była wspomniana, odkłada się w organizmie człowieka i ma kapitalne znaczenie, jeśli idzie o zachorowalność na ten rodzaj nowotworu – dodawała Agnieszka Sznajderowicz, lekarka, internistka, pracująca w praktyce lekarza rodzinnego, wcześniej na oddziale wewnętrznym 105. Szpitala Wojskowego.

– Czy pan, prezesie, widział, jak wygląda pana podwórko? My to mamy tu w Marszowie. Walające się śmieci i paskudny zapach. My po prostu więcej niczego tu nie potrzebujemy. Nie my produkujemy większość tych śmieci i niech biorą je ci, od których przyjeżdżają – dorzucał Arkadiusz Majewski.

– Jestem jak najbardziej za spalarnią! Ale nie u nas, a w Żarach lub Żaganiu – mówił dobitnie Michał Lechocki.

– Ta społeczność nie chce tej spalarni. Czy to dociera do państwa, czy już macie zakodowane, że ona tu i tak powstanie? A my tu nie przyszliśmy, żeby się do niej przekonywać, tylko powiedzieć, że jej nie chcemy – dorzucał, kładąc mocny nacisk na swoje słowa, Jerzy Rogaczewski.

– Czy państwo wyliczali, jaki byłby koszt doprowadzenia ze spalarni do Żagania rur ciepłowniczych? Ile trzeba byłoby wyciąć do tego drzew? – chciała wiedzieć Joanna Werstler Wojtaszek, radna miejska, która w rozmowie z dziennikarzem zastrzegała, że była obecna nie z racji pełnionej funkcji, ale jako mieszkanka zainteresowana ochroną środowiska.

– Nie robiliśmy jeszcze takich obliczeń, bo cała inwestycja nie jest nawet na wstępnym etapie, dlatego nie mamy jeszcze szczegółów – bronił się J. Połomka.

– To po co ciągnąć rury? Od razu w Żaganiu spalarnię trzeba zrobić – nie ukrywał emocji Jan Zdanowicz.

Gotowy pomysł na to poddawał Rafał Szymczak, który zastrzegał, że wyprowadził się poza miasto, by móc oddychać czystym powietrzem.

– ZZO leży w niewielkiej odległości od linii kolejowej. Wystarczy wybudować bocznicę i przewozić odpady najtańszym transportem czyli kolejowym – mówił.

Ludzie też boją się, że w instalacji będzie spalane więcej odpadów, niż ZZO deklaruje.

– Mówicie o 19 tys. ton. To dlaczego w wojewódzkim planie gospodarki odpadami jest 40 tys. ton? – pytał Wiesław Bogacz.

– Musieliśmy to wskazać, bo taki był wymóg prawny, ale to dane projektowane, bez poparcia w jakichkolwiek konkretnych planach – odpowiadał J. Połomka.

Od kiedy koło tego chodzą?

O sprawę pytamy w Urzędzie Marszałkowskim. Uchwałę w sprawie wojewódzkiego planu gospodarowania odpadami podejmował w październiku ub.r  Sejmik Województwa.

– Gdy w 2019 r. w życie wchodziła ustawa o utrzymaniu czystości, obowiązywała aktualizacja wojewódzkiego planu gospodarki odpadami z 2017 r. Każdy podmiot wskazany tam do prowadzenia instalacji do termicznego przekształcania odpadów musiał w ramach ponownej aktualizacji w terminie do 20.02.2020 r. przekazać informację o istniejących, planowanych do modernizacji, budowy lub rozbudowy instalacjach do termicznego przekształcania odpadów. Jednocześnie musiał wskazać moc przerobową istniejącą oraz  planowaną, maksymalny termin realizacji modernizacji, rozbudowy albo budowy oraz podmiot wskazany do prowadzenia danej instalacji – tłumaczy Jerzy Raczyński, zastępca dyrektora Departamentu Środowiska w Urzędzie Marszałkowskim.

Co więcej, okazuje się, że w planie pojawia się nie tylko ZZO, ale spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. Konkretnie firma Sorter.

– Zarówno ZZO,  jak i firma Sorter Sp. z o.o. z Poznania przekazali informacje o wspólnej budowie współspalarni biomasy i paliwa alternatywnego z lokalizacją w Marszowie – dodaje J. Raczyński.

Informacja o tym, że instalacja była w planach już w 2017 r., wzburzyła zebranych.

– Od kiedy istnieje ten pomysł, a kiedy informowaliście mieszkańców? – pytał retorycznie J. Rogaczewski i dopytywał, kto jest autorem pomysłu budowy spalarni, a także kto ma być inwestorem.

– Jako prezes zostałem zobowiązany przez wspólników do zaradzenia problemowi rosnącej ilości odpadów i kosztów ich zagospodarowania. Firma Sorter nie ma być inwestorem instalacji. Poznamy go dopiero po ogłoszeniu i rozstrzygnięciu przetargu – próbował tłumaczyć J. Połomka.

Mieszkańcy nie ukrywali oburzenia, że przez lata sprawa toczyła się bez ich wiedzy.

– Kilka takich instalacji przejęła niemiecka spółka. Jaką mamy pewność, skoro nie wiemy, kto miałby być inwestorem, że u nas tego też nie przejmą, a samorządy stracą nad tym kontrolę? – chciał wiedzieć W. Bogacz.

Jednoznacznej odpowiedzi nie uzyskał, poza przypomnieniem, że inwestor do czasu przetargu nie będzie znany.

Nie będzie zgody

Okazuje się jednak, że pomimo zapewnień, że to tylko wstępny pomysł, podejmowane są kolejne działania.

– ZZO wystąpił do marszałka z pismem o wydanie opinii w sprawie zgodności planowanej inwestycji z planem inwestycyjnym (jest to załącznik do wojewódzkiego planu gospodarki odpadami – przyt. red.) w celu ubiegania się o dofinansowanie na budowę instalacji – dodawała J. Werstler-Wojtaszek.

Na wiele pytań odpowiedzi nie było, bo na spotkaniu nie pojawili się przedstawiciele największych udziałowców, czyli Żar i Żagania. Obecny był jedynie Leszek Mrożek, wójt gminy Żary.

– Mogę wam obiecać, że nie wydam zgody na budowę, o ile wy nie będziecie do tego przekonani – zapewniał wójt.

– Na pewno zaplanujemy kolejne spotkanie. Z udziałem naszego eksperta, żeby zderzyć te opinie i żebyśmy mieli równe szanse. Mam nadzieję, że dotrą również przedstawiciele największych udziałowców – podsumował Janusz Bronowicz, prezes Stowarzyszenia „Czyste powietrze”.

komentarz »
  1. Mirek 24 stycznia 2022 07:50 - Odpowiedź

    Koszty utylizacji odpadów powinien pokrywać producent, a nie odbiorca.
    Nie podoba mi się udział prywatnej firmy, która będzie nas zarabiać prze 20 lat.
    Politycy dogadują się z korporacjami, a my za wszystko płacimy. Ukrywanie informacji przed mieszkańcami dyskredytuje Prezesa ZZO i czas na zmianę na tym stanowisku.

Napisz komentarz »