REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Wszyscy mówili do niego „tato”

Opublikowano 30 grudnia 2021, autor: bj

Zawodnik, działacz sportowy, dyrektor. Kochający swoje miasto – Lubsko. I to tu w ostatnią drogę odprowadzili go wczoraj (29.12.) najbliżsi i przyjaciele. Antoni Iwanowski zmarł 25.12. Miał 79 lat.

Bliżsi i dalsi znajomi przyznają, że A. Iwanowski miał szczególną cechę charakteru, która sprawiała, że wokół niego skupiali się ludzie. To była jego dobroć.

Do końca, pomimo różnych dolegliwości związanych z wiekiem, był aktywny, sprawny.

– Cały czas chodził, jeździł samochodem, odwiedzał działkę. Ale trzy tygodnie temu trafił do szpitala – mówi ze smutkiem Agnieszka Iwanowska-Winczewska, córka. Już z niego nie wyszedł. Zmarł w Boże Narodzenie, 25.12.

Razem pół wieku

A. Iwanowski z żoną Zofią w tym roku obchodzili 56 rocznicę ślubu.

– Poznali się przez brata, na potańcówce. Byli bardzo młodzi, ale pokochali się. Dla nas zawsze byli wzorem małżeństwa – podkreśla pani Agnieszka.

Mieli czworo dzieci – Ireneusza, Roberta, Agnieszkę i Katarzynę, pięcioro wnuków i wnuczkę. Najstarsi wnukowie są dorośli, ponad 30-letni, najmłodszy ma 9 lat.

– Tato niedawno został szczęśliwym pradziadkiem. Prawnusia ma 2 miesiące – wzrusza się pani Agnieszka.

Ciężary i kometka

A. Iwanowski był sportowcem. Zaczynał od podnoszenia ciężarów w Olimpii Lubsko. Był nawet wicemistrzem województwa. Miał też zamiłowanie do lżejszej dyscypliny.

– Sukcesy odnosił jako zawodnik sekcji kometki sportowej ogniska TKKF Szafir – wspomina Robert Iwanowski, syn.

Funkcję dyrektora Ośrodka Sportu i Rekreacji w Lubsku objął w 1978 r. i sprawował ją do 2007 r., kiedy przeszedł na emeryturę. Pod jego kierownictwem w latach osiemdziesiątych rozbudowany został główny kompleks sportowy OSiR, powstał basen kąpielowy oraz 13-hektarowy zalew rekreacyjny Karaś.

– Przez OSiR przewijało się mnóstwo pracowników zatrudnionych między innymi w ramach prac interwencyjnych. Czasem z różnymi życiorysami. Ale on nie patrzył na nich z góry, pomagał, gdy było trzeba. Wszyscy to wiedzieli,  każdy o nim mówił „tato” – mówi pan Robert.

Ważną częścią jego życia był klub MLKS Budowlani Lubsko, w którym przeszedł wszystkie szczeble ? zawodnika, instruktora, trenera, prezesa.

– Jego droga to był trud i pasja. Można powiedzieć – od pucybuta do sukcesu. Najpierw był zwykłym, szarym pracownikiem na stadionie, później gospodarzem klubu – opowiada pan Robert.

– Jego wielką pasją był też ogródek. Gdy miał więcej sił, uprawiał warzywa. Ostatnio musieliśmy go namawiać, żeby ten ogródek był już bardziej rekreacyjny, żeby nie wymagał takiego nakładu pracy – uzupełnia córka.

A. Iwanowski spoczął na cmentarzu komunalnym w Lubsku. W ostatnią drogę rodzina, przyjaciele i znajomi odprowadzili go w środę, 29.12.

Napisz komentarz »