REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Covid zabrał go w trzy dni

Opublikowano 23 grudnia 2021, autor: bj

Trzy dni wystarczyły, by covid spustoszył organizm 18-letniego Michała Mermera (?18 l.) z Górzyna. W walce o życie nie miał szans. Po dwóch tygodniach zmarł.

Covida przechodzili razem. Mama i syn. Zachorowali w listopadzie.

– Najpierw ja się źle poczułam. Zadzwoniłam do lekarki. Najbardziej bałam się o Michała, bo on zawsze był bardziej zagrożony w takich sytuacjach – tłumaczy pani Barbara.

Zaczęło się od przeziębienia, potem pojawiła się gorączka.

– Okazało się, że mam pozytywny wynik testu. No to wiadomo, skoro ja, to i on. Bo mąż pracuje w Niemczech – opowiada pani Basia.

Wkrótce i u Michała zaczęły się pojawiać objawy choroby.

– Na początku był taki podziębiony. Następnego dnia niby jadł, niby było normalnie, ale wszystko jakby wolniej, był osłabiony. Dużo spał. W trzeci dzień, 26.11., to już prawie nie było z nim kontaktu. Trzeba było karetkę wzywać. Miałam w domu pulsoksymetr. Pokazał bardzo niską saturację – 60 proc. (norma wynosi ok. 95 proc. – przyt. red.) – opowiada mama Michała.

Do szpitala pojechali razem.

– Najpierw do 105. w Żarach. Tam w karetce czekaliśmy 3 godziny, bo nie było miejsca. Nic nam nie powiedzieli. Nie kazali wieźć gdzie indziej. Dopiero po tych 3 godzinach ruszyliśmy do Zielonej Góry. Michał był bardzo słabiutki. O sobie nie myślałam. Byłam przerażona, co z nim będzie – przeciera oczy pani Barbara. I dodaje: – W szpitalu zrobili nam obojgu tomografię komputerową. Wyszło, że Michał miał zajęte 80 proc. płuc. Mnie powiedzieli, że miałam tylko trochę mniej. Chyba cudem przeżyłam – wspomina pani Barbara.

W szpitalu Michał został podłączony do respiratora. Gdy go próbowali wybudzać, miał drgawki.

– To były takie ataki. I znowu trzeba było wprowadzić go w śpiączkę – tłumaczy mama. – Potem lekarze zdecydowali o zrobieniu tracheostomii. Ale przy tej rurce zaczęło mu ropieć, ropa ciekła, był jakiś stan zapalny. Nie mam wcale pewności, czy nie wdało się jakieś zakażenie.

Trzymała za rękę

Wyszła ze szpitala, w którym został jej syn.

– Pozwalali mi do niego przychodzić. Siedziałam z nim. Czuwałam. W tym kombinezonie. W ostatni dzień, 15.12., też. Trudno było w tym wytrzymać. Było duszno. Bo sama cały czas jestem słaba. Ale powiedzieli mi, że Michał do rana nie dożyje. Dlatego nie odchodziłam. Siedziałam i trzymałam go za rękę. Chciałam pomóc przejść na tamtą stronę. Bo ja mu zawsze wszędzie towarzyszyłam. To jak miałam go w takiej chwili zostawić? – płacze pani Barbara.

Najbliżsi Michała są w żałobie.

– Dwa tygodnie temu pochowaliśmy mamę męża. Też zmarła na covid. Teraz Michał… – wzdycha pani Barbara.

Miał swój świat

Michał Mermer z Górzyna od urodzenia nie miał łatwo.

– Michał był naszym najmłodszym synem. Mamy jeszcze dwójkę dzieci. Cierpiał na padaczkę lekooporną. Był niepełnosprawny intelektualnie. Opiekowaliśmy się nim z mężem w dzień i w nocy. Z takim dzieckiem trzeba być 24 godziny na dobę. On zawsze był z nami w domu. Bardzo się wszyscy kochaliśmy – opowiada mama.

Michał miał swój świat. Ale bardzo kochał ludzi, najbliższych, a także kolegów i swoich nauczycieli.

– Choć nie umiał mówić, to my to cały czas czuliśmy – dodaje pani Barbara.

Michał był bardzo sprawny fizycznie.

– Jak tak kogoś przytulił, ukochał, to czasem tchu brakowało. Ale on nie chciał nikomu sprawić bólu czy przykrości. Po prostu czuł tak, jak każdy z nas. Czasem radość, czasem złość – tłumaczy ze złami w oczach pani Barbara.

W szkole był bardzo lubiany.

– No bo z niego był taki misiek, dosyć duży, silny. Miał łaskotki, śmiał się czasem do łez – dodaje B. Mermer.

Uczył się w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Lubsku, zajęcia odbywał w ramach zespołu rewalidacyjno-wychowawczego.

– Był bardzo lubiany w szkole. I on ją też bardzo lubił. Dla mnie to była nieoceniona pomoc, bo przez kilka godzin miał fachową opiekę – dodaje B. Mermer.

Michała pożegnała jego szkoła. Na profilu na Facebooku pojawił się wpis: „Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem, ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem. (…) Michałku, odszedłeś tak nagle, zostawiając smutek i żal. W naszych sercach trwać będziesz na zawsze.”

M. Mermer został pochowany na nowym cmentarzu w Lubsku.

Napisz komentarz »