REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Odeszła zbyt wcześnie

Opublikowano 17 grudnia 2021, autor: bj

Irena Bujanowska (? 65 l.), dawna dyrektorka przedszkola w Tuplicach, przez lata prowadziła sklep na osiedlu. Zmarła 9.12.

Była jedną z piątki rodzeństwa.

– Najstarszy Roman, potem Irena, kolejny brat, ja oraz siostra – mówi Sylwester Mazurkiewicz z Tuplic. – Ale to właśnie z Ireną byliśmy najbliżej, bo razem w Tuplicach mieszkaliśmy. Trudno mi się pogodzić z tym, że odeszła… Jako starsza siostra czasem mnie sztorcowała, ale dorośliśmy. I byliśmy dla siebie wielkim wsparciem – nie ukrywa emocji S. Mazurkiewicz.

Bo dla pani Ireny rodzina była najważniejsza.

– Grała w toto-lotka. Chciała wygrać dużo pieniędzy. Nie dla siebie. Mówiła, że wszystkim by się podzieliła. Bo jej wystarczało to co, miała – dodaje S. Mazurkiewicz.

Chorowała i leczyła się, ale była szczęśliwa.

– Miała wnuczkę, mieszkała z córką. Chciałaby dla wszystkich dobrego życia. Na co dzień wyciszona. Bardziej nastawiona na drugiego człowieka. Swoich słabości nie chciała pokazywać. – dodaje S. Mazurkiewicz.

Choroba zniweczyła jej wszystkie plany.

– Irena trochę chorowała wcześniej, ale to covid, jak przyszedł, to już nie dał szansy – mówi S. Mazurkiewicz.

– Odeszła 9.12. w szpitalu w Zielonej Górze. Pojechała tam dzień wcześniej, bo w szpitalu w Żarach nie było miejsca. Wcześniej leżała w domu. Dostawała zastrzyki – dodaje Roman Mazurkiewicz, brat.

Wzór do naśladowania

Pani Irena była zaangażowana w życie mieszkańców Tuplic.

– Kiedyś była dyrektorką przedszkola (w latach 1983-1991, w przedszkolu od 1982 do 1996r.). Potem prowadziła sklep przy blokach. Ludzie przychodzili do sklepu, nie zawsze tylko na zakupy. Czasem, żeby się pożalić, podzielić radością. Wszyscy ją znali. Gdy 11 lat temu zmarł mąż, musiała zrezygnować z działalności, bo samej byłoby jej ciężko – tłumaczy S. Mazurkiewicz.

To kolejna tragedia w rodzinie.

– Pół roku temu pochowaliśmy mamę. Czy Irena coś przeczuwała? Do mnie i do brata powiedziała, żebyśmy jej taki pogrzeb zrobili, jaki mama miała. Z grającym podniosłe pieśni muzykiem, z pieśnią pożegnalną na trąbce. Prosiła też, żeby ją pochować w grobie rodzinnym, w Łęknicy. I tam spoczęła – przeciera oczy S. Mazurkiewicz.

– Zostałam dyrektorką przedszkola, gdy pani Irena już nie pracowała, ale wszędzie widać było jej rękę dobrego, rzetelnego menedżera. Skrupulatnie prowadzona dokumentacja, zadbane otoczenie, budynek. Dla mnie to był wzór. Była wymagająca, ale bardzo sprawiedliwa. Po latach usłyszałam wspomnienie pani kucharki, która się kiedyś, za czasów pani Ireny ciężko rozchorowała. Pani Irena załatwiła pomoc finansową. Odwiedzała ją w szpitalu, interesowała się. Ludzie takie rzeczy pamiętają – mówi Grażyna Głowacka, emerytowana dyrektorka.

Jolanta Mazurek, obecna dyrektorka, miała okazję pracować z I. Bujanowską.

– Przyjmowała mnie do pracy w 1986 r. Gdy ja przejęłam obowiązki dyrektora, ona pracowała jako nauczyciel. Bardzo dobrze się dogadywałyśmy, bo pani Irena była nastawiona na słuchanie, na dialog. I na pomoc. W trudnych latach 80. walczyła o mieszkania dla nauczycieli przedszkola. Życzliwa i pomocna. Starała się pomóc zawsze i każdemu. I taką ją zapamiętamy – mówi J. Mazurek.

I. Bujanowska spoczęła 15.12. w grobie rodziny Mazurkiewiczów w Łęknicy.

Napisz komentarz »