REKLAMA

Zdrowie

Dzieci umierają na covid

Opublikowano 17 grudnia 2021, autor: jb

– Dzisiaj dzieci też już umierają na koronawirusa. Rodzic nie jest w stanie przewidzieć, czy jego dziecko przejdzie chorobę łagodnie, dlatego powinien je zaszczepić – przekonuje lek. Tomasz Jarmoliński, lubuski konsultant do spraw pediatrii.

Jeszcze miesiąc temu zachorowań wśród dzieci nie było dużo, a jeżeli się zdarzały, to w większości z łagodnymi objawami.

– Dzisiaj już jest gorzej. Dzieci spotykają się głównie w szkołach, tam cały czas dochodzi do zakażeń. Szkoły obecnie są jednymi z głównych ognisk wirusa. A ponieważ jest coraz więcej zakażeń wśród dzieci, coraz więcej z nich wymaga hospitalizacji – mówi T. Jarmoliński.

Wcześniej w naszym województwie było 10 łóżek dla zakażonych dzieci w zielonogórskim szpitalu.

– Trzeba było utworzyć dodatkowe w Żarach i Gorzowie Wielkopolskim. Dzisiaj przynajmniej codziennie kilkanaście dzieci leży na różnych oddziałach. W ubiegłym tygodniu zajęte były wszystkie łóżka w województwie i były przypadki, gdy oddziały dziecięce musiały radzić sobie z tym, gdzie te dzieci przyjąć, jak im pomóc. Do tej pory w kraju już zmarło kilkadziesiąt dzieci z powodu Covid-19. I to tylko z tego powodu. To już jest nieprawda, że dzieci nie umierają z powodu koronawirusa, to się wszystko zmieniło. Wirus ewoluuje, dzieci także stanowią grupę zagrożoną ciężkim przebiegiem choroby i ciężkimi powikłaniami – tłumaczy lekarz.

Chorują nawet noworodki

Trudno samemu odróżnić, czy jesteśmy przeziębieni, czy zakażeni.

– Każdy rodzic powinien sobie zdać sprawę, że w czasie epidemii jego dziecko jest zagrożone chorobą, która może być dla niego śmiertelna. Dzieci przenoszą wirusa, tylko ich zaszczepienie zmniejsza ryzyko zachorowania osób z rodziny, dorosłych, szczególnie starszych. Nam się pomyliło, że szczepienie jest absolutnie pewną metodą zapobieżenia zakażeniu. Nie. Szczepienie służy temu, że jeżeli zachorujemy, to mamy szansę przebyć chorobę łagodnie. A szczepienie nie jest tylko dla osoby zaszczepionej, ale też dla jego najbliższych, reszty społeczeństwa. Szczepimy się po to, żebyśmy mogli normalnie chodzić do szkoły, bezpiecznie czuli się w rodzinie, mogli odwiedzać dziadków. A w razie konieczności pobytu w szpitalu mogli być do niego przyjęci. Po to się szczepimy, żeby pójść do kina, teatru – wylicza pediatra.

W ubiegłym roku zachorowania wśród dzieci były rzadkością. Dzisiaj pozytywne wyniki mają nawet maluszki ze żłobka.

– Chorują dzieci w każdym wieku, nawet noworodki. Zarażają się na przykład od zakażonej matki. Jeżeli kobieta zaszczepi się w ciąży, to dziecko od razu uzyskuje odporność. Jeżeli kobieta zachoruje tuż przed porodem, to nie zarazi przez łożysko, ale potem przez kontakt z dzieckiem po porodzie. Stąd są ciężkie przebiegi zakażenia u najmłodszych dzieci. Jeżeli noworodek zarazi się od innego domownika, a nie ma odporności od matki, bo ona jest zdrowa, to wtedy wirus może go zabić. Staramy się jako lekarze być delikatni i nie straszyć pacjentów. Ale czasem trzeba pewnie rzeczy powiedzieć wprost – tłumaczy T. Jarmoliński.

Ciężko przekonać

W tym tygodniu ruszyła rejestracja na szczepienia dzieci od 5 roku życia. Niewiele jest jednak zaszczepionych dzieci od 12 roku życia.

– Bardzo trudno przekonywać do szczepień. Sam prowadziłem ostatnio rozmowę, w której padły argumenty, że po co się szczepić, skoro potem i tak trzeba nosić maseczkę i zachowywać dystans. To jest taki argument jak ten, że po co się ubierać wychodząc z domu, skoro po przyjściu trzeba się rozebrać. Ale skoro rodzice szczepili wcześniej dzieci na inne choroby, to nie ma powodu, by nie szczepili ich na covid. W porównaniu z innymi szczepionkami, ta i tak jest bezpieczna, co nie znaczy, że jest bez objawów ubocznych, bo to jest naturalne, że one mogą wystąpić. Jedyną skuteczną bronią w walce z epidemią jest szczepienie. Reszta to są środki połowicze – podsumowuje T. Jarmoliński.

Napisz komentarz »