REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Cieszą się, że żyją

Opublikowano 17 grudnia 2021, autor: bj

W pożarze dom stracili dorobek życia. Pożar strawił sprzęt, meble, rzeczy osobiste i oszczędności.

Osiedlili się w Chocimku (gm. Lubsko) trzy lata temu, po wyprowadzce z Wolsztyna.  – Wiosną z babcią sadziłyśmy w ogrodzie warzywa, zbierałyśmy owoce. Radziliśmy sobie, nikt z nas nie prosił o pomoc – mówi Patrycja Szymańska.

Feralnego sobotniego (11.12.) wieczoru, przed godz. 21 w domu był tylko dziadek. – Już spał. Mama pojechała do Wolsztyna, do taty. Ja w weekend byłam u swojego partnera. Babcia przechodziła zabieg w szpitalu. Dziadkowi towarzyszyły psy. Dwa  wyprowadził na zewnątrz i poszedł do łazienki. W tym czasie wybuchł pożar – opowiada P. Szymańska.

Gdy strażacy dojechali, ogień i gęsty dym wydobywał się z pomieszczeń na parterze i z dachu. Na zewnątrz był już dziadek pani Patrycji, pan Tadeusz. I to on poinformował strażaków, że w płonącym domu są 2 małe psy. Zostały wyniesione. Strażacy zajęli się gaszeniem pożaru, musieli rozebrać część dachu, wynosili i dogaszali sprzęty.

– Akcja trwała 4 i pół godziny. Według wstępnej oceny, przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej – informuje mł. kpt. Paweł Brela z PSP w Żarach

Zostały 2 zdjęcia

Pogorzelcy swój dom próbowali porządkować. – Starałam  przebrać rzeczy. Ale ze spalonej części mieszkania, ocalało tylko zdjęcie moje z komunii i klasowe – mówi łamiącym się głosem pani Patrycja.

Spłonęły kompletnie pokoje dziadka, babci i mamy.

– Mama została z jedną para spodni i kilkoma sztukami bielizny. W domu były oszczędności rodziny, które strawił ogień. Domowe sprzęty, pamiątki. Wspomnienia, wszystko – dodaje cicho.

W te pierwsze, najtrudniejsze dni  najbardziej jest potrzebna odzież, rzeczy osobiste, leki.

Ocalał pokój Patrycji, choć solidnie osmalony.

-Kuchnia, pozostałe pokoje, korytarz, schody, wszystko kompletnie zniszczone. – wyjaśnia.

Rodzina jest rozdzielona po różnych mieszkaniach. – Mama i tata są w jednym mieszkaniu, babcia z dziadkiem w drugim w Wolsztynie, ja zamieszkałam u partnera, dziadkowie u cioci. Dwa yorki są u dziadka, największy pies jest u mnie, czwarty u rodziców – wylicza.

Najbardziej wszystko przeżywa pan Tadeusz. -Ma rozrusznik serca. Z kolei dla babci wiadomość o pożarze była szokiem. Była w szpitalu na operacji wszczepienia protezy kolanowej. Na nowo musi się uczyć chodzić. A musiała zacząć od wejścia na czwarte piętro, żeby mieć gdzie mieszkać-przeciera oczy pani Patrycja.

Do tej pory nie prosili o pomoc.

– Mama z tatą próbują się dowiadywać, co dalej z domem, czy będzie można go jeszcze remontować – dodaje młoda kobieta.

Są bardzo wdzięczni młodym ludziom za pomoc, gdy ich dom stanął w ogniu. – Bezinteresowną. Natychmiast zareagowali. Byli na 18-stce koleżanki, w świetlicy, obok domu. Rzucili się na pomoc. Ktoś wyniósł butlę na propan-butan, ktoś pomógł dziadkowi. Gdy dotarli strażacy, wyprowadzili z domu pieski. Im również składamy płynące z serca podziękowania-mówi pani Patrycja.

Święta spędzą osobno

Najważniejsze, że wszyscy żyją. Ale przychodzi proza życia.

– Dom nie był ubezpieczony z powodu starych konstrukcji i elektryki, rodzina została bez niczego. Będziemy spędzać święta osobno. Bardzo prosimy o jakąkolwiek pomoc, by ulżyć nieco w tej ciężkiej sytuacji – kończy P. Szymańska.

Pojawiają się już pierwsze deklaracje pomocy.

-Rozmawiałem z lubskim przedsiębiorcą, zadeklarował się zabezpieczyć dach. Gmina podstawi kontenery. Uruchomiliśmy zarządzanie kryzysowe i opiekę społeczną. – obiecuje Janusz Dudojć, burmistrz Lubska.

Rodzinę można wesprzeć na portalu zrzutka.pl-kod zrzutki ACJFBM „pomoc po pożarze dla rodziny” lub kontaktując się poprzez e-mail: spatrycja291@gmail.com

Napisz komentarz »