REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Nie zaszczepił się i przeszedł piekło

Opublikowano 03 grudnia 2021, autor: nk

Wirus zaatakował mu blisko 50 proc. płuc. Marcin Grubizna, żarski radny i przedsiębiorca, walczył z koronawirusem. Trafił na dwa tygodnie do szpitala. Nie był zaszczepiony.

– Mocno mnie sponiewierało – mówi Marcin Grubizna. W poniedziałek (29.11) wyszedł ze szpitala. Spędził tam dwa tygodnie. – Potrzeba będzie trochę czasu, żeby dojść do siebie. Z każdym dniem jest coraz lepiej. W zeszłym tygodniu nie byłbym w stanie nawet słowa powiedzieć – opowiada radny, który pierwsze objawy choroby zauważył podczas miejskich uroczystości z okazji Święta Niepodległości w parafii p.w. św Józefa w Żarach.

Od kościoła do szpitala

– Poszedłem na mszę za ojczyznę. Po mszy nie zostałem już na złożeniu wieńców. Czułem, że coś ze mną jest nie tak – opowiada M. Grubizna. – Następnego dnia miałem objawy grypowe, łamanie kości, dziwne duszności, swędzenie skóry. Podejrzewałem, że coś się dzieje z płucami i pojechałem do lekarza. Dał mi skierowanie na test – dodaje.

Na test musiał poczekać dwa dni. Zrobiono mu go w 105. Szpitalu Wojskowym w Żarach.

– Wieczorem już wiedziałem, że test jest pozytywny – opowiada M. Grubizna.

Choroba szybko się rozwijała.

– Następnego dnia zacząłem się gorzej czuć. Miałem trudności z oddychaniem, coraz gorzej łapało mi się powietrze Saturacja spadła poniżej 90 proc. Wiedziałem, że nie ma na co dłużej czekać, że to nie są żarty i trzeba jechać na SOR. Chciałem się już oddać w profesjonalne ręce. Wiedziałem, że zaczyna się robić nieciekawie – wspomina radny.

Po wizycie na SOR-ze został skierowany na oddział wewnętrzny, który tymczasowo jest przemianowany na covidowy. Następnego dnia trafiła tam również Urszula Grubizna, żona radnego.

– Przed pójściem do szpitala Ula zorganizowała babcię do opieki nad dziećmi. W domu została przecież trójka maluchów – mówi M. Grubizna.

Leczenie

– Dostawaliśmy leki, ale przede wszystkim mieliśmy tlenoterapię, czyli dostaliśmy maseczki i cały czas byliśmy pod tlenem, żeby saturację podciągnąć. Po badaniu tomografem okazało się, że mam zajętych ponad 40 proc. płuc i od razu dostałem sterydy, antybiotyki – mówi radny i chwali opiekę w szpitalu w Żarach. – Bardzo profesjonalna obsługa. Bardzo serdecznie im dziękuję, bo uważam, że 105. stanął na wysokości zadania – dodaje M. Grubizna.

Gdy radny trafił do szpitala 15 listopada, połowa sal była pusta.

– Ale w ciągu dwóch, trzech dni cały korytarz zapełnił się chorymi. Wielu było w gorszym stanie niż ja. Z tego, co widziałem,  starsi ludzie jeszcze gorzej to przechodzą. Młodszy organizm szybciej się regeneruje. Szybciej wróciłem do jedzenia i picia. Starsi ludzie bardzo się męczyli – mówi Marcin.

Zostały w domu

Pobyt w szpitalu okazał się prawdziwym testem solidarności, bo w domu państwo Grubizna pozostawili trójkę małych, również niezaszczepionych dzieci.

– To jest traumatyczne przeżycie. Leżysz w szpitalu, a myślisz ciągle, żeby dzieciom nic się nie stało – podkreśla M. Grubizna.

Dzieci zostały z babcią.

– Moja mama stanęła na wysokości zadania. Dała radę z dziećmi, mimo że nie jest już najmłodsza. Mam też wspaniałych sąsiadów, przyjaciół, całą rodzinę. Dziękuję bardzo wszystkim, bo pomagali, jak mogli. Nasi sąsiedzi zza orzecha, jak to mówimy, przychodzili codziennie, badali dzieciom saturację, płucka. Teraz jesteśmy już razem – mówi M. Grubizna, który opuścił szpital w poniedziałek (29.11).

Mimo że udało mu się pokonać wirusa, to skutki choroby nie ustąpiły.

– Do dzisiaj nie mam smaku ani węchu. Jak bym jadł trawę, ale już zaczynam trochę czuć. Utrata węchu i smaku to był silny sygnał, że coś niedobrego się ze mną dzieje. Moja kwarantanna właściwie się skończyła, wyszedłem już jako ozdrowieniec. Na wyjście ze szpitala nie robią testów. Wyniki badań, które robili mi codziennie, krew, spirometria, wskazywały, że wątroba jest ok, enzymy są ok. Teraz czeka mnie rekonwalescencja. Mam różne ćwiczenia, muszę dużo spacerować i uważać na siebie. Ula ma mniej zajęte płuca, z saturacją też u niej było lepiej, ale będziemy razem ćwiczyć i się wspierać, żeby odbudować te płuca na nowo – zapewnia radny.

Żona go przycisnęła

Dzisiaj M. Grubizna przyznaje, że gdyby nie żona, to jego historia mogłaby się zakończyć gorzej.

– Ja jestem trochę ciężki do takich rzeczy. Gdyby nie moja Ula, to nie wiadomo, jak by się to skończyło. Bałem się iść do szpitala i z drugiej strony myślałem, że są bardziej chorzy ode mnie i niech oni idą pierwsi, a ja w ostateczności. Ale żona przekonywała mnie, że saturację mam na takim poziomie, że mam się nie wygłupiać, tylko reagować. I w ten sposób może uratowała mi życie – mówi M. Grubizna.

Mądry po szkodzie

Radny z całą rodziną nie zaszczepił się przeciw covid. Twierdzi, że jego decyzja była świadoma i jej nie żałuje, ale teraz już to zrobi.

– Nie żałuję, że się wcześniej nie zaszczepiłem, bo to była nasza świadoma decyzja i powiem szczerze, że do dzisiaj mamy mieszane uczucia, jeśli chodzi o to szczepienie. Ale ja na pewno już się zaszczepię i przestrzegam też innych. Naprawdę nie wygłupiajcie się , noście maseczki, utrzymujcie dystans. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, żew kolejce w markecie stoją za wami ludzie, którzy mają koronawirusa. Będąc w szpitalu widziałem też ludzi, którzy tam trafili, mimo że byli zaszczepieni – przestrzega M. Grubizna.

Napisz komentarz »