REKLAMA

Samorząd

Koty wylądowały w komórce

Opublikowano 03 grudnia 2021, autor: mk

Mirosław Gąsik nie chce już Szprota i Józi w swoim gabinecie. Niepełnosprawne koty wylądowały na podwórku. Czyżby miłość do zwierząt przeminęła? A może w Ratuszu nie harcują już żadne myszki?

Mokre futerko, nastroszona sierść. Niepełnosprawne koty zmarłej radnej Józefy Śliskiej, które z taką pompą adoptował Mirosław Gąsik, burmistrz Szprotawy, wylądowały na podwórku. Koty mieszkają teraz w budkach, zamiast wylegiwać się na podusiach, tak jak wcześniej, gdy burmistrz się z nimi fotografował, a fotki wrzucał na Facebooka.

Wypad z gabinetu

Fotki z kotami spacerującymi po stole i wylęgującymi się na urzędowych dokumentach były hitem Facebooka. Burmistrz po adopcji kotów ogłosił konkurs na ich nowe imiona. Pisały o tym nawet ogólnopolskie media. Koty o imieniu Józia i Szprot stały się maskotkami Ratusza. Gąsik nazywał je „szprotawskimi celebrytami”. W gabinecie burmistrza Józia i Szprot miały swoje legowiska, kuwety i najlepsze karmy.

– Dzięki tak prostemu gestowi i odruchowi serca, Szprotawa ukazywana jest w końcu w pozytywnym świetle. Nasze kociaczki ocieplają wizerunek gminy i miejmy nadzieję, odczarują losy miasta, które w ostatnim czasie nie miało szczęścia do dobrej promocji – podkreślał wtedy M. Gąsik. – Tak niewiele trzeba, aby skutecznie zareklamować przyjazne i otwarte miasto.

Gesty nie poszły za słowami. Już latem koty zamieszkały na dziedzińcu Ratusza. Wykonały swoje zadanie „ocieplenia wizerunku” i ich kuwety już nie musiały śmierdzieć pod nosem burmistrza. Teraz marzną na dworze.

Burmistrz kocią inspirację zasięgnął z wcale nie tak odległego Wrocławia, gdzie prezydent Jacek Sutryk zaadoptował porzuconego przez rodzinę na dworcu kota, którego po internetowym plebiscycie nazwano Wrockiem. Wrocek jest kotem rasy brytyjskiej i dalej mieszka w Ratuszu, a urzędnicy nie wyobrażają sobie, że mogłoby go w nim zabraknąć.

– Wrocek to nasz pupil, nawet dziś był w naszym wydziale z towarzyską wizytą – mówi pracownica działu prasowego we wrocławskim Ratuszu. – Myślę, że panu prezydentowi nawet by przez myśl nie przeszło, by Wrocka z Ratusza zabrać. Są przyjaciółmi – komentuje.

Straciły łaski

O tym, że Józia i Szprot już wypadły z burmistrzowych łask, poinformował nas oburzony czytelnik, który myślał, że burmistrz, tak jak on, kocha koty.

– Zobaczyłem kartkę z kotami na drzwiach od ratuszowego dziedzińca. Zajrzałem i zauważyłem, że koty siedzą na dworze. Padał śnieg z deszczem. To trochę przykre, że na zimę pupile naszego włodarza trafiły na dwór. Co się stało, że burmistrz nie chce już ich w swoim gabinecie? – pyta szprotawianin.

Wiceburmistrz Dorota Grzeszczak zapewnia, że koty mają na dziedzińcu jak najlepsze warunki. Podkreśla, że jest on zamknięty, więc nie uciekną.

– Koty mają do dyspozycji nie tylko dziedziniec, ale i jedno tamtejsze pomieszczenie, które jest ogrzewane – mówi. – Mają wszystko, od karmy, po kuwety i legowiska. Do tego dużo więcej miejsca do biegania niż w gabinecie burmistrza. Koty zostały tam wyprowadzone już w okresie letnim, bo chcieliśmy, aby miały świeże powietrze. W gabinecie czuły się ograniczone – mówi D. Grzeszczak.

Józia i Szprot, jak wszystkie koty, lubią o sobie opowiadać, więc na pewno same szepnęły burmistrzowi na ucho, że już im się znudziło mieszkanie w cieple i wygodzie i wolą teraz mieszkać w komórce.

Napisz komentarz »