REKLAMA

Zdrowie

Brakuje karetek

Opublikowano 26 listopada 2021, autor: jb

Karetki do zakażonych covidem wyjeżdżają 20 razy dziennie. Ratownicy szukają w szpitalach miejsc dla pacjentów. Tak wygląda teraz praca pogotowia w 105. Szpitalu Wojskowym.

Liczba zakażonych i potrzebujących pomocy rośnie każdego dnia. Ratownicy medyczni jeżdżą często od wezwania do wezwania, bez możliwości zjazdu na bazę pogotowia.

– Przynajmniej 20 razy dziennie jeździmy do pacjentów zakażonych koronawirusem, a trzeba pamiętać, że ludzie potrzebują też naszej pomocy w innych sprawach – mówi Ryszard Smyk, kierownik pogotowia w 105. Szpitalu Wojskowym. I dodaje: – Nie ma w ogóle porównania do tego, co było w poprzednich falach pandemii, jest jeszcze gorzej. Na 10 karetek, dziennie mamy minimum 20 wyjazdów do zakażonych covidem, a bywa i więcej. Dwa dni temu w całym województwie w nocy w szpitalach nie było żadnego wolnego miejsca covidowego. Bardzo przykro to mówić, ale teraz miejsce zwalnia się najczęściej po zgonach innych pacjentów. Kolejna fala koronawirusa spadła na nas z ogromną mocą. Dla nas największym wyzwaniem jest, gdzie zawieźć pacjenta, gdy brakuje miejsc. A trzeba pamiętać, że ludzie cierpią też na inne choroby i nie tylko z powodu koronawirusa wzywają karetkę. Bywa tak, jak w środę w Żarach, że do osoby, która zasłabła na ulicy, jechać musi straż pożarna. I oni pomagają w pierwszej kolejności – opowiada.

Czy zakażeni pacjenci to głównie osoby niezaszczepione?

– Zdecydowanie tak, choć zaszczepieni przecież też chorują i w zdecydowanej większości przypadków to zakażenie przeżyją. Ale osoba niezaszczepiona nie może być tego pewna. Niektórzy nie chcą tego zrozumieć. Dopiero gdy obieramy taką osobę, która ma już problemy z oddychaniem, najczęściej słyszymy jedno zdanie: „gdybym tylko wiedział wcześniej, to bym się zaszczepił”. Ale to już jest po fakcie. Nie brakuje też innych skrajności. Jedna pacjentka napisała na nas skargę, ponieważ w trakcie interwencji pracownik pogotowia zapytał ją, czy jest zaszczepiona. Nikt nie próbował jej stygmatyzować, ale dla nas jest to informacja. Bo jako osoba niezaszczepiona, stanowi zagrożenie dla naszej załogi. I musi sobie z tego zdawać sprawę. Poza tym szczepienie nie chroni tylko zaszczepionego, ale też osoby z jej otoczenia, w tym nas, którzy jesteśmy po to, by móc pomagać chorującym – podkreśla R. Smyk.

Pracownicy pogotowia, mimo zabezpieczeń, są bardziej narażeni na zakażenie przez stały kontakt z chorymi?

– Pracuje nas łącznie 80 osób. W tej chwili, zakażenia wśród pracowników mamy we wszystkich naszych sześciu podstacjach pogotowia w dwóch powiatach. Wszyscy jesteśmy zaszczepieni, więc przechodzenie choroby jest w miarę łagodne, ale pojawiają się trudności z ułożeniem grafików pracy. Z takimi problemami też musimy się mierzyć. My jesteśmy narażeni na zakażenie najbardziej ze wszystkich służb. Kiedy pacjent trafia na oddział covidowy lub SOR, to jego załoga już wie, czy to jest pacjent pozytywny i czy muszą być odpowiednio ubrani w kombinezony. A my przykładowo mamy wezwanie na ulicę do osoby, która mówi, że źle się czuje. Robimy jej zawsze szybki test, żeby potwierdzić, czy nie jest zakażona – tłumaczy.

Co robić, żeby zatrzymać wzrost zakażeń, skoro apele o noszenie maseczek czy dezynfekcję niewiele dają?

– Od 1,5 roku powtarzamy o noszeniu maseczek i dezynfekcji. I tych maseczek prawie nikt nie nosi. Jeżeli dobre słowa i apele nie pomagają, potrzebne są restrykcje. Jeżeli ich nie będzie, to będzie szalony kłopot. Dzisiaj mamy 28 tysięcy zakażonych. Z dwóch dni to już 56 tysięcy osób. Od początku pandemii nie żyje 80 tysięcy ludzi, to tak, jakby wymarły trzy miasta takie jak Żagań. Z takich rzeczy trzeba sobie zdawać sprawę, a nie zastanawiać się, czy nosić maseczkę. Dbajcie o siebie i innych. Zakażenie to nie tylko sprawa chorego, ale także tych, którzy przyjeżdżają, żeby udzielić mu pomocy. Nie można mieć pretensji do nas, że pytamy o szczepienia. Nasza rola to uświadamiać, nie tylko leczyć.

Napisz komentarz »