REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Zabrał go Covid

Opublikowano 26 listopada 2021, autor: Michalina Kozarowicz

Kochany tata i najukochańszy dziadek. Tak Mariana Pieczarę (70 l.) zapamiętają najbliżsi. Dla środowiska medycznego w pamięci pozostanie profesjonalistą w każdym calu.

Marian Pieczara (70 l.) większość życia spędził za kierownicą karetki. Przepracował tak 40 lat, ratując niejedno życie. Na emeryturę odszedł w 2019 r., mieszkał w Żarach. Do emerytury dorabiał jako taksówkarz.

– Tata był wspaniałym człowiekiem. Rozmawialiśmy codziennie. Pracuję w Holandii, ale mieszkaliśmy razem w Żarach. W zeszłym roku kupiłem dom na ul. Sportowej. Tata zajmował parter, ja piętro. Cieszył się emeryturą, był w sile wieku, co to teraz jest 70 lat dla człowieka, który dbał o zdrowie jak tata – wspomina Sławek Pieczara, syn.

Kochał pracę

Marian Pieczara był znany jako kierowca karetki.

– Marian chyba od zawsze pracował w pogotowiu, gdy przyszłam do pracy w 1996r. już pracował. Najpierw jeździł w kolumnach transportu sanitarnego, jeździł też w karetkach „S” i w  wypadkowych. Pamiętam, że na początku pracował w Tuplicach, potem w Lubsku. Pogotowie, którym kierowałam funkcjonowało od 2002 roku do 2019 roku i jak przeszło pod szpital, to Marian uznał, że to już czas i na na niego i poszedł na zasłużoną emeryturę – wspomina Krystyna Gretkierewicz, była kierownik pogotowia w Żarach.

Jako dobrego kolegę i profesjonalistę wspominają go też lekarze.

– Pracowaliśmy razem w Lubsku. Ja jako lekarz, a Marian jako kierowca karetki – wspomina Ryszard Smyk, lekarz – Był bardzo dobrym kolegą, takim oddanym. Miał też swoje zdanie, którego potrafił bronić i tak już zostało do końca. Gdy zostałem szefem pogotowia w 2019r., to Marian już z nami nie jeździł, ale zawsze był ciepło wspominany, jako taka ikona tego fachu – mówi R. Smyk.

Marian Pieczara kochał sport.

– Tata kochał piłkę, bardzo się tym ekscytował. W telewizji oglądał wszystkie mecze z różnych lig. Był jak chodząca encyklopedia tego sportu. Z moim synkiem też lubił spędzać czas aktywnie. A to rowerek, a to właśnie pokopać razem piłkę. Mój syn i córka brata, która jest już dorosłą kobietą, to były jego oczka w głowie.

Nie zaszczepił się

Marian Pieczara, choć całe życie przepracował w służbie zdrowia, nie zdecydował się na szczepienie przeciwko koronawirusowi.

– Tata na nic nie chorował, był bardzo zdrowym facetem. Uwielbiał spędzać czas aktywnie. Choroby się go nie trzymały. Dla mnie to szok, że zmarł właśnie przez covid. Zadzwonił do mnie w zeszłym tygodniu, że się przeziębił, i się gorzej czuje. Był u lekarza, dostał antybiotyki. Poprosiłem, żeby został w domu, znajomi zrobią mu zakupy. Szybko lepiej się poczuł i zaczął wychodzić. Wtedy znów gorzej się poczuł. Znów poszedł do lekarza, antybiotyki nie pomagały. Lekarka zrobiła mu test na covid, wynik był pozytywny. Wrócił do domu na kwarantannę. Przez cały ten czas raz czuł się lepiej, raz gorzej. Codziennie rozmawialiśmy. W weekend zaczął być bardzo słaby. W niedzielę zadzwonił po pogotowie, zabrali go na odział. Trafił do szpitala w Żarach. Przyjechałem do Polski, w poniedziałek byłem pod szpitalem. Rozmawialiśmy przez telefon, tata dostawał tlen. We wtorek wieczorem nastąpiło załamanie i tata został podłączony do respiratora. Zmarł w środę ( przyt. red. 17.11) nad ranem. Dla naszej rodziny to ogromna strata. Mój syn ma 5 lat, więc będę mu opowiadać o tym, jakim dziadek był wspaniałym człowiekiem – opowiada Sławek Pieczara.

Marian Pieczara został pochowany na cmentarzu w Tuplicach, w sobotę (20.11).

Napisz komentarz »