REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Śmiertelny upadek

Opublikowano 19 listopada 2021, autor: bj

Poszedł do kolegi. Próbował zejść z balkonu. Spadł. Nie miał szans na przeżycie.

Było sobotnie (13.11.) popołudnie. Paweł Maszkowski (? 37 l.) poszedł do kolegi. Do jednego z dłuższych bloków przy ul. Paderewskiego w Żarach. Drzwi znajomego były zamknięte. Pan Paweł postanowił sprawdzić, czy aby na pewno nie ma go w domu. Przez sąsiadów dostał się na balkon mieszkania na czwartym piętrze. W pewnym momencie zauważył, że wypadły mu papierosy z kieszeni. Chciał po nie iść. Zszedł piętro niżej.

Wszystko zarejestrował przypadkowy świadek. Na nagraniu widać, że mężczyzna jest już na balkonie, na 3 piętrze. Próbował z niego przejść na drugie, ale nie znalazł podparcia na nogi. Stanął na zewnętrznym gzymsie balkonu. Puścił barierkę. Próbował osuwając się, skierować jedną nogę do środka balkonu niżej, a ręką chwycić drążek. Ale tylko się boleśnie odbił i upadł na trawę przed blokiem.

– Informację o zdarzeniu otrzymaliśmy o godz. 14.34. Zostaliśmy wezwani, bo w tym momencie zajęte były wszystkie karetki. Gdy strażacy przyjechali, mężczyźnie udzielali pomocy przypadkowi świadkowie. Natychmiast przystąpili do niej strażacy – informuje mł. kpt. Paweł Brela, oficer KP PSP w Żarach.

– Zostaliśmy wezwani do mężczyzny, który spadł z wysokości, z balkonu. Po przyjeździe zespół odstąpił jednak od reanimacji. Mieliśmy w tym przypadku do czynienia z ciężkim urazem głowy i ogólnie wielonarządowym – mówi Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.

Lekarz stwierdził zgon.

 Kupił spodnie i buty

– W sobotę rano byliśmy razem na rynku. Syn kupił sobie buty i spodnie, i kurtkę skórzaną. Bo szykował się na wyjazd. Do pracy. Torby miał już spakowane, mama mu ciuchy przygotowała – opowiada mówi Tadeusz Maszkowski, ojciec Pawła.

Ale do domu razem nie wrócili.

– Po zakupach powiedział do mnie: „tato, ja tu godzinkę zostanę, to jedź do domu, ja zadzwonię”. Po dwóch godzinach zadzwonił. Był na Paderewskiego, tam, gdzie potem zginął. Prosił, żeby przyjechać po niego. Powiedziałem, że dobrze, bo już był obiad. Że mama grochówkę zrobiła. Przyjechaliśmy, ale on stwierdził, że jeszcze skoczy do innego kolegi. Powiedział, „tato, zaraz przyjdę” – wspomina pan Tadeusz.

A później to był już telefon, że jakiś wypadek był…

Spakowana torba

Paweł pracował w Niemczech, co drugi tydzień przyjeżdżał do domu, do rodziców.

– Proszę popatrzeć, tu w lodówce mamy dla niego przygotowane słoiki do wzięcia. Z jedzeniem. Żona miała jeszcze udka smażyć – dodaje tata Pawła. Wspomina syna: – To był dobry chłopak. Niestety, od 15 roku życia zaczęły się jego kłopoty. Takie tu było dla niego złe towarzystwo. Ja jeździłem wtedy na TIR-ach, kupę lat. Czasem się zastanawiam, czy to nie było wtedy, że potrzebował ojca. Człowiek sobie różnie myśli. Alkohol, ta choroba była silniejsza od niego. Choć walczył. Był na odwykach. Pomagaliśmy, wspieraliśmy. Ne był złym człowiekiem. Nikomu krzywdy nie robił. Pracował, nie zabierał. Prędzej sam zafundował.

Bardzo go kochał

Niestety, nie mógł przestać pić.

– Do tego nie mógł zapomnieć o tej kobiecie, matce ich syna. Bardzo ją kochał. Nie mam do niej pretensji. Rozeszła się. Teraz jego syn bardzo to przeżywa. Paweł bardzo go kochał, jak się bawili, to w całym domu było ich pełno. Teraz wnuk się zamknął w domu, bardzo przeżywa – mówi ojciec i dziadek.

Złamany kręgosłup, krwotok

We wtorek, 16.11., odbyła się sekcja zwłok mężczyzny.

– Przyczyną śmierci było złamanie kręgosłupa i krwotok wewnętrzny – informuje Robert Brzeziński, szef Prokuratury Rejonowej w Żarach. Śledczy prowadzą postępowanie w sprawie śmierci 37-latka.

– Mógł żyć. Ja chciałem mu samochód kupić. Mówiłem: „będziesz jeździł jak ja, na taksówce, milionów z tego nie będzie, ale będziesz spokojnie żyć”. Ale rady nie było. Teraz to nawet trudno będzie nam się żegnać. Zdecydowaliśmy się skremować ciało, z uwagi na obrażenia. Bo chcemy go zapamiętać takim, jak wyglądał za życia – kończy T. Maszkowski.

Napisz komentarz »