REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Drogi nie ma, ale podstępu nie było

Opublikowano 12 listopada 2021, autor: bj

Nie było podstępu, by wprowadzić w błąd i kupić tanio działkę pod drogę, która ostatecznie nie powstała – tak stwierdził sąd, do którego Urząd Miasta pozwała właścicielka firmy Metal-Makowska.

Patryk Faliński, wiceburmistrz Żar, zamknął (5.11) listę świadków w procesie z powództwa Urszuli Makowskiej-Czekajło przeciwko Urzędowi Miasta w Żarach.

Przypomnijmy. To kolejna odsłona sądowego sporu o drogę, a raczej jej brak. Proces dotyczy łącznika, który miał powstać pomiędzy ul. Budowlanych a Wapienną w Żarach. W 2012 r. Urząd Miasta kupił pod jego budowę działkę od właścicielki firmy Metal Makowska przy ul. Wapiennej.

Właścicielka ziemi sprzedała ją miastu na ten właśnie cel, nie zarabiając w stosunku do ceny kupna, czyli 45 za 1 mkw. Do tego zapłaciła 6 tys.zł za podział geodezyjny, bo Ratusz był zainteresowany tylko częścią jej terenu. Teraz żąda zwrotu ziemi i pieniędzy, które wydała, bo jest przekonana, że miasto ani myśli budować drogę. Wartość sporu to 41 tys. zł.

Wątpliwości nie było

– Czy brał pan udział w ustaleniach pomiędzy stronami? – pytał wiceburmistrza Żar Tomasz Rzepka, pełnomocnik U. Makowskiej-Czekajło.

– Moja rola sprowadziła się do podpisania aktu notarialnego, związanego ze sprzedażą. Protokół uzgodnień podpisał ówczesny burmistrz Wacław Maciuszonek. Akt notarialny był odzwierciedleniem protokołu. Do czasu jego podpisania nie było żadnych wątpliwości, zapytań ze strony sprzedających – odpowiadał P. Faliński.

– Na ile skonkretyzowana była koncepcja zabudowy na etapie składania oferty kupna działki? – dopytywał T. Rzepka.

– Nie mogło być wówczas mowy o precyzyjnym zagospodarowaniu, bo to wynika z dokumentacji, która jest opracowywana później. Do dziś gmina nie posiada nawet kompletnego terenu pod budowę, bo dotychczas nie została przekazana działka Skarbu Państwa. Proces przejmowania działki trwa do dziś – wyjaśniał P. Faliński.

– Czy pani Makowska-Czekajło była informowana, że w chwili sprzedaży nie ma warunków do budowy pod drogę? – chciał wiedzieć T. Rzepka.

– Moim zdaniem, było to jasne. Natomiast w latach 2015-2016 powstała wstępna koncepcja – znalazła się w niej budowa kładki komunikującą ul. Wapienną ze strefą przemysłową, ścieżki i częściowo drogi, na działce kupionej od pani Makowskiej-Czekajło, bo musiała ona mieć zapewniony dojazd do swoich pozostałych terenów. Dalej nie mogliśmy tego zrobić, bo teren nie należy do miasta – przyznawał P. Faliński.

– Czy pomysł budowy ścieżki wykluczył budowę drogi? – dociekał sędzia Piotr Oleszek.

– Nie. Natomiast inną rzeczą jest sprawa parametrów drogi (np. czy będzie jednokierunkowa-przyt. red.). Nie mogę wykluczyć inwestycji, ale to jest uzależnione od środków finansowych-odpowiadał P. Faliński.

Celowo wprowadzona w błąd

Potem głos zabrali pełnomocnicy obu stron.

– Pani Makowska-Czekajło została podstępnie wprowadzona w błąd co do tego, jakie inwestycje gmina chce realizować w tym miejscu. Zdecydowała się na sprzedaż, będąc przekonana, że zyska na tym społeczność lokalna, ona sama i komunikacja mieszkańców okolicy. Nikt z urzędników nie wspomniał, że ta działka może być zbyt wąska i miejsca wystarczy na drogę jednokierunkową, albo tylko ścieżkę – argumentował T. Rzepka.

– My nie badamy tego, czy gmina wywiązała się z danego słowa czy nie. W akcie notarialnym nie ma terminu, kiedy ta inwestycja miałaby zostać wykonana. Pani Makowska-Czekajło zdawała sobie sprawę, że jej teren nie styka się z ul. Wapienną. Mogła więc zrezygnować z transakcji i poczekać, aż miasto przejmie bądź kupi działkę od GDDKiA – przekonywał Krzysztof Kornalewicz, reprezentujący miasto.

Nie zadbała

Wyrok został wydany 8.11.

– Oddalam powództwo o zapłatę i o uzgodnienie treści księgi wieczystej. Jednocześnie zasądzam od pani Makowskiej Czekajło w obu przypadkach koszta sądowe po 1 tys. 800 zł – ogłosił P. Oleszek. I dodał: – Powódka mogła zadbać o o swoje interesy, poprzez żądanie wpisania terminu realizacji inwestycji, nie zadbała nawet o jej dokładne opisanie. Argumentacja dotycząca późniejszej koncepcji ze ścieżką, że od początku był plan budowy tylko takiego ciągu, jest chybiony, bo w 2012 r. nikt nie widział, że pojawią się środki pochodzące z dotacji zewnętrznej. Koszty podziału geodezyjnego, o które wnosi powódka, dotyczą całości jej terenu, czyli w części wykonała to na rzecz swoich działek – wyliczał P. Oleszek.

Wyrok nie jest prawomocny.

– Na pewno zwrócimy się o jego pisemne uzasadnienie. Gdy je otrzymamy, podejmiemy decyzję co do dalszych naszych kroków – skomentował Marek Czekajło, mąż U. Makowskiej-Czekajło.

Napisz komentarz »