REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Oddajmy krew dla Wojtusia

Opublikowano 15 października 2021, autor: Michalina Kozarowicz

Wojtek Mierzejewski z Żar ma dopiero 12 lat, a już toczy jedną z najważniejszych walk w swoim życiu – tę o życie. Choruje na białaczkę. Potrzebuje krwi.

Wojtek jest uczniem klasy 7A w Szkole Podstawowej nr 2 w Żarach. Jeszcze pół roku temu był zwykłym chłopcem, uwielbiającym grać w piłkę nożną i bawić się z młodszym bratem. Nagle przez chorobę jego życie wywróciło się do góry nogami. Na początku lekarze uznali, że to covid. A to dlatego, że gdy Wojtek źle się poczuł, zlecono test. Wyszedł pozytywny. Z dnia na dzień było jednak coraz gorzej. Gdy trafił na odział zakaźny w Zielonej Górze, lekarze nie mieli wątpliwość, że jego dolegliwości są zbyt poważne jak na koronawirusa. Wtedy postawili straszną diagnozę – białaczka. Dokładnie 13 kwietnia rozpoczęło się życie Wojtka i jego mamy we wrocławskim szpitalu. I tak jest do dziś.

Prezent na urodziny

Klaudia Urynowicz, mama Wojtka, marzy tylko o tym, by jej starszy syn wyzdrowiał.

– Za kilka dni, 21 października, mam urodziny. Bardzo bym chciała, żeby Bóg pozwolił mojemu dziecku wyzdrowieć. Modlę się o to co dnia. To byłoby dla mnie największe szczęście – mówi pani Klaudia.

Ostatnie dni były dla rodziny bardzo ciężkie. Wojtek na początku października bardzo źle się poczuł. Wdało się poważne zakażenie organizmu. Potrzebne było podawanie płytek krwi. Na szczęście lekarzom udało się wyleczyć go z groźnego zakażenia.

– Wyniki posiewu krwi są już ujemne. Stan Wojtusia znacznie się polepszył, jest silny. Powiedziałabym, że silniejszy ode mnie. Ale to nie koniec naszej walki, dlatego apeluję do wszystkich ludzi dobrego serca, by oddawali krew – mówi mama Wojtka.

Ile jeszcze?

Aby Wojtek mógł wrócić do zdrowia, konieczny będzie przeszczep szpiku kostnego, odpowiedzialnego za produkowanie krwi. Jednak zanim to nastąpi, czekają go jeszcze kolejne chemioterapie i zabiegi.

– Przed nami jeszcze splenektomia, czyli zabieg usunięcia śledziony. Bo śledziona Wojtka jest martwa, A dla lekarzy to bomba zegarowa w brzuchu przed przeszczepem – wyjaśnia K. Urynowicz.

Białaczka sprawiła także, że serduszko Wojtka bardzo się osłabiło.

– Do decyzji lekarzy zostaje skrzeplina na serduszku u Wojtusia, ją też najprawdopodobniej trzeba będzie operować – mówi mama Wojtka. I pyta retorycznie: – Boże, ile to moje biedne dziecko jeszcze będzie musiało przejść? Mija pół roku, odkąd opuściliśmy dom z myślą, że to covid. Łącznie przez ten czas byliśmy w domu 9 dni.

W Żarach na mamę czeka młodszy syn, który w grudniu skończy 9 lat. Opiekują się nim dziadkowie.

Pani Klaudii czasem zwyczajnie brak sił.

– Rodzice się tutaj wymieniają przy dzieciach, a ja sama z tym wszystkim jestem – przyznaje K. Urynowicz.

Krew dla Wojtka można oddawać w dowolnym Centrum Krwiodawstwa.

– Wojtek ciągle potrzebuje płytek, to bardzo ważne przy jego białaczce – mówi K. Urynowicz.

Napisz komentarz »