REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Czekali, ale Adrian nie wróci

Opublikowano 08 października 2021, autor: bj

To miała być krótka przejażdżka ukochanym motocyklem. Potem powrót do domu. Ale Adrian Zamłyński (? 24 l.) już nigdy nie wróci.

Adrian Zamłyński miał zaledwie 24 lata. Z domu wyjechał na krótką przejażdżkę swoim motocyklem, żeby skorzystać przed wieczorem z pięknej pogody. I nacieszyć się tym, co najbardziej lubił – wiatrem we włosach, otwartą przestrzenią. Wracał już do domu. Było sobotnie (2.10.) popołudnie, dochodziła godz. 18. Od domu Adriana dzieliło zaledwie kilka kilometrów. Był na obwodnicy Jasienia, gdy nagle na skrzyżowaniu na drogę wjechał ford. Nie udało się uniknąć zderzenia. Honda uderzyła w bok samochodu. Adrian zginął na miejscu.

Pracowity, lubiany

Absolwent Zespołu Szkół Technicznych. Pracował razem z tatą w firmie Caleg w Lubsku. Ciężkiej pracy się nie bał. Pracował na maszynach cnc. Tym bardziej doceniał to, co mógł dzięki temu osiągnąć. Bo chciał sam realizować swoje marzenia. Pracował, zarabiał i zawsze zbierał pieniądze. Jak sobie coś wymarzył, to sam starał się kupić, żeby nikogo nie obciążać.

Przyjaciele i znajomi mówią, że był młodym, spokojnym, chłopakiem. Lubianym, uśmiechniętym.

Tego dnia, późnym popołudniem przyszedł do niego do domu kuzyn, Bartek. Najbliżsi wiedzieli, że Adrian wybrał się na chwilę.

– Lubił się tak po prostu przejechać, przewietrzyć, nacieszyć piękną pogoda. To taka pasja, żeby czuć powiew wiatru. Dlatego powiedziałam do Bartka, żeby usiadł na chwilę, bo Adrian zaraz będzie – wspomina ze łzami babcia Adriana.

Kuzyn na niego czekał.

– Byli z kolegami umówieni na transmisję gali sportowej – dodaje pan Marek, tato Adriana.

Już się nie doczekali.

Złapał bakcyla

Motocykl dla Adriana to nie była tylko rozrywka.

– Jeździł na te zbiórki dla chorych, niepełnosprawnych dzieci. Taki dobry dzieciak. Nie był zrzeszony w klubie motocyklowym, ale z motocyklistami z klubu jeździł i brał udział w akcjach charytatywnych – wspomina babcia.

Pasją do motocykli zaraził się od taty.

– Ten bakcyl to tak naprawdę już od dziadka złapał – wspomina pan Marek. Od wczesnych lat.

– Jeździł będąc nastolatkiem, zaczynał od skutera. Miał wtedy chyba 15 lat. Potem miał już 125-tkę. Później kupił większy motocykl. Hondę. Bardzo często jeździliśmy razem. Stąd wiem, że pewnie jeździł, miał dużą wprawę. I spore doświadczenie. Jak to mówią młodzi, był ogarnięty – dodaje pan Marek.

Ostatnia droga

Tego popołudnia czekali na jego powrót. Ale on już nie wróci. W ostatnią drogę najbliżsi odprowadzą go dzisiaj (w piątek, 8.10.,o godz. 12). Towarzyszyć im będą przyjaciele i motocykliści. Msza żałobna odprawiona zostanie w kościele p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa o godz. 9.15. Adrian spocznie na cmentarzu w Lubsku.

Napisz komentarz »