REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Zatrzymała go śmierć

Opublikowano 24 września 2021, autor: bj

Do pracy, do pacjentek miał wrócić w październiku. Po niemal roku zmagań z rakiem. Nie wróci. Zatrzymała go śmierć.

Ordynatorem oddziału ginekologiczno -położniczego w żarskim Szpitalu na Wyspie Andrzej Baryła (? 63 l.) był od trzech lat. Jego śmierć (18.09.) jest zaskoczeniem i szokiem dla rodziny, współpracowników i pacjentek.

Ostatnich kilka miesięcy to walka A. Baryły z rakiem. -To był nowotwór płuc. Chorował niespełna rok. Miał za sobą wszystkie możliwe terapie. Próbowano wszystkiego. Wszystko było na czas. Niestety. To było zbyt silne. Pokonało go – mówi Renata Sikora-Baryła, żona, lekarz -specjalista pediatrii, pulmonologii i medycyny rodzinnej.

Choć nadzieja nie gasła.

– Ostatnio czuł się znacznie lepiej i myślał o powrocie do pracy – podkreśla R. Sikora-Baryła.

– Odwiedził szpital w środę, 15.09. Mówił, że ma przed sobą jeszcze dwie chemie. Ale czuł się znacznie lepiej, zapewniał, że wraca do pracy od października. Zszedł na izbę przyjęć, do pacjentek  -potwierdza Jolanta Dankiewicz, prezeska Szpitala na Wyspie. – Często nas odwiedzał. Pomiędzy kolejnymi terapiami.

W szpitalu wszyscy na ten moment bardzo czekali. – Odkąd nastał doktor Baryła zaczęliśmy prowadzić zabiegi radykalne w przypadkach nowotworów raka szyjki, trzonu macicy, jajników. Przede wszystkim metodą laparoskopową.-mówi J. Dankiewicz.

Uratował wiele istnień

O zaufaniu do doktora piszą pacjentki. O tym, że uratował niejedno życie, pomógł przyjść na świat ich dzieciom.

– Nasza córka, Asia, zdecydowała się na poród w Żarach, na oddziale prowadzonym przez ojca. Poród odbierał inny lekarz, ale ona była spokojniejsza, że w tej ważnej chwili jest pod dobrą opieką – wspomina R. Sikora-Baryła.

Praca była jego pasją. – Poczuł się lepiej i już był plan powrotu. Był bardzo zadowolony z pracy w  Żarach. Tu został doceniony. Miał możliwość realizowania się  jako onkolog. Od zawsze chciał być ginekologiem. Gdy powstała specjalizacja onkologia ginekologiczna bardzo się zapalił-wspomina pani Renata.

– Szybko okazało się, że jest bardzo lubiany przez zespół. – mówi J. Dankiewicz. –  Bardzo empatyczny. Od razu wiedział, że ktoś miał jakiś problem. Pamiętał imiona swoich pacjentek, nawet tych prowadzonych przed laty. Do lekarzy mówił -Piotrusiu, Zygmusiu, Pawełku, Lesiu. Podobnie do położnych. Gdy były trudne przypadki, był bardzo konkretny, zdecydowany.

Od siebie wymagał najwięcej

Był wymagający, najbardziej wobec siebie. Zupełnie się nie oszczędzał. Przez wiele godzin stał przy stole operacyjnym.

Przez oddział  rocznie się przewija ok 3 tys. pacjentek. Wykonywanych jest koło 350 zabiegów operacyjnych, w tym 150 onkologicznych.

– W maju operował ostatnią pacjentkę. Między chemiami przyjeżdżał do pracy. Choćby po to, żeby posiedzieć na dyżurce. Albo telefonował. „Co słychać, jak sobie radzicie?”, albo „ktoś ma dziś dyżur?”. – opowiada J. Dankiewicz.

Personel doskonale wiedział, że żył bardzo swoją rodziną.  -Szczególnie wnukiem. Pokazywał jego zdjęcia. Cieszył się z tego, jak się rozwija, co już potrafi. Pił kawę z kubka z jego zdjęciem – dorzuca J. Dankiewicz.

-Ten kubek do tej pory jest na oddziale. Dla mnie był nie tylko szefem, współpracownikiem, ale również przyjacielem. I trochę jakby ojcem chrzestnym ukochanego wnuka, bo to ja odbierałem poród – uśmiecha się Piotr Jackiewicz, z-ca ordynatora, który podczas nieobecności A. Baryły przejął na siebie kierowanie oddziałem.

Książki i rower

W wolnym czasie A. Baryła chętnie sięgał po książki Andrzeja Sapkowskiego. Lubił dobrą muzykę. To były takie standardy – Dżemu, Czesława Niemena, Marka Grechuty. Ale też Queen czy Guns N` Roses. Ta muzyka zawsze była obecna u niego w samochodzie-wspomina R. Sikora-Baryła.

Lubił aktywność sportową. -Bardzo chętnie jeździł na rowerze. Nie unikał też dalszych podróży, ale ograniczały się do Europy. Bo chodziło o to, by być blisko, by w razie czego być pod telefonem. Zawsze służył pomocą. Taki Andrzej właśnie był-opowiada pani Renata.

To była ważna walka

– Zawsze z całą powagą podchodził do pacjentów onkologicznych. – mówi P. Jackiewicz. – Wyznaczał  jak najkrótsze terminy do operacji. Podejmował się nawet trudnych przypadków, w zaawansowanych stadiach. O chorych na raka zawsze mówił z wielkim szacunkiem, że toczą bardzo ważną walkę. I że w nowotworze nie ma czasu na czekanie. Rozumiał to jeszcze bardziej, gdy sam zachorował.

-Spotykaliśmy się często w czasie jego choroby. Kluczowe było to ostatnie spotkanie. Był pełen nadziei, bo już się zaczął dobrze czuć. Mówił, że siły wracają, że zostały mu dwa cykle  chemii. I że musi już wrócić, nadrobić. – zaznacza J. Dankiewicz.

I nagle… – Ten moment przyszedł bardzo niespodziewanie. Nastąpił kryzys organizmu. I się poddał. Trudno wyjaśnić, co się stało – mówi cicho pani Renata.

P. Jackiewicz przyznaje: – Andrzej z wysoka będzie nam kibicował, czuwał i pomagał. Jestem tego pewien-kończy.

Pogrzeb A. Baryły odbędzie się dzisiaj (w piątek, 24.09. o godz. 11.40) na cmentarzu przy ul. Wrocławskiej w Zielonej Górze.

Napisz komentarz »