REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Nie wierzył, że covid zabija

Opublikowano 17 września 2021, autor: Piotr Piotrowski

47-letni mieszkaniec Brzeźnicy przegrał krótką, ale ciężką walkę z koronawirusem. Grzegorz Szmit był wcześniej zdrowym, aktywnym człowiekiem. Przedsiębiorcą, sportowcem. – Stracić syna to ból nie do opisania – mówi jego ojciec, pan Jan.

Grzegorz Szmit poczuł się źle kilka dni po weselu u rodziny, na którym bawił się 30 sierpnia. Bliscy opowiadają, że leczył się domowymi sposobami, myśląc, że to zwykłe przeziębienie, od klimatyzacji. W poniedziałek, 6 września, dostał duszności, zrobił się siny,  skarżył się na ból w klatce piersiowej. Rodzina wezwała pogotowie. Mimo usilnych prób lekarzy, pan Grzegorz zmarł w żagańskim szpitalu następnego dnia. Stwierdzono u niego rozległe zapalenie płuc, spowodowane zakażeniem koronawirusem.

Pan Grzegorz nie miał chorób współistniejących, był aktywny zawodowo, prowadził zdrowy tryb życia.

Pacjent na oddział covidowy 105. Szpitala Wojskowego trafił w bardzo ciężkim stanie, z niewydolnością oddechową, w zaawansowanej chorobie, z masywnym zapaleniem płuc. W szpitalu stwierdzono u niego zakażenie koronawirusem.

Miał swoje zdanie

Pan Grzegorz nie był zaszczepiony.

– Syn nie chciał się szczepić przeciwko Covid-19, miał swoje zdanie na temat całej tej pandemii i wmawiania ludziom, że za każdy zgon odpowiedzialny jest koronawirus – mówi Jan Szmit, ojciec 47-latka.

Pan Jan nie może uwierzyć, że już nie zobaczy swojego syna.

– To wszystko wydarzyło się tak nagle. Nikomu nie życzę śmierci własnego dziecka. Wraz z żoną byliśmy z niego bardzo dumni, z jego osiągnięć w życiu – mówi pan Jan. – Był dla nas ogromną ostoją, zawsze mogliśmy liczyć na jego wsparcie. Świetnie radził sobie w biznesie, miał smykałkę do tego. Zajmował się montażem okien, oprócz tego miał nietypowy pomysł na dodatkowy biznes. Hodowla strusi była strzałem w dziesiątkę. Przez 17 lat prowadził z żoną jedną z największych ferm strusi w Europie. Hitem były wielkanocne ogromne pisanki ze strusich jaj. Dużo zrobił dla gminy i jej mieszkańców. Tworzył miejsca pracy, wspierał parafię w Brzeźnicy, społecznie montując okna w jej budynkach. Jego działania docenił proboszcz, który odprawi mszę w jego intencji – opowiada ojciec.

Dla niego nie było straconych piłek

Pan Grzegorz był nie tylko przedsiębiorczą, ale także spocznikiem i sportowcem.

– To duża strata dla gminy. Odszedł jeden z prężniej działających przedsiębiorców na naszym terenie – podkreśla wójt Jerzy Adamowicz.

– Grzesiu wkładał maksimum zaangażowania w to, co robił.  Zarówno w biznesie, sporcie, jak i prywatnie, jako kolega. Lubił grać w ping ponga, więc kilka lat temu namówiłem go do gry w tenisa stołowego w żagańskim klubie. Szybko stał się jednym z czołowych tenisistów klubu. Przyszedł jako amator, po jakimś czasie wygrywał mecze na szczeblu III ligi – mówi Andrzej Budakowski, jego przyjaciel i kolega z klubu ŻSTS Żagań. – Dla niego nie było straconych piłek. Zawsze uczynny, nigdy nie odmawiał pomocy. Dbał o siebie, o dietę, prowadził zdrowy tryb życia.

G. Szmit został pochowany na cmentarzu w pobliskich Kotowicach, w czwartek, 9  września. Jego najbliżsi dziękują wszystkim za udział w ostatniej drodze pana Grzegorza.

komentarz »
  1. ja 23 września 2021 17:36 - Odpowiedź

    Respirator poszedł w ruch?

Napisz komentarz »