REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Pomóżmy, nim będzie za późno

Opublikowano 03 września 2021, autor: Patryk Świtek

Rodzinę Najdków już drugi raz dotknęła tragedia. Jedenaście lat temu Magda miała wypadek. Do zdrowia już nie wróciła. Dziś o życie walczy jej syn Bartek. Potrzebuje drogiego leku.

Ojciec Bartka, Piotr Najdek, przyznaje, że informacja o ciężkiej chorobie syna go załamała.

– Gdy dowiedziałem się o chorobie syna, to przestałem funkcjonować. Nie dałem rady. Załamałem się. Patrzyłem tylko na Bartka i płakałem – mówi pan Piotr z Sulechowa, który pracuje w żandarmerii wojskowej.

Pół roku temu, podczas świąt, zauważył, że syn dziwnie chodzi.

– Powiedziałem do niego żartem „idziesz jak Pinokio” – wspomina. Później już nie było mu do śmiechu. – Trafiliśmy do Nowej Soli do doktora Janusza Błockiego. On nas skierował na swój oddział pod opiekę wspaniałej pani doktor Adeli Kaźmierczak. To ona po wywiadach i wstępnych badaniach powiedziała, że to może być wada genetyczna – opowiada ojciec. Wysłano krew do laboratorium w Niemczech. Wyniki przyszły w połowie sierpnia. Okazało się, że Bartek ma rzadką chorobę Niemanna-Picka Typu C1. NPC. To choroba metaboliczna, którą się dziedziczy. Polega na tym, że szkodliwe ilości tłuszczów gromadzą się w śledzionie, wątrobie, płucach i mózgu. Może spowodować uszkodzenie mózgu, trudności w chodzeniu i przełykaniu oraz utratę słuchu i wzroku. Nieleczona prowadzi do śmierci.

Jechała po Bartka

Gdy lekarka z Nowej Soli zapytała pana Piotra, czy ktoś z rodziny chorował, natychmiast pomyślał o Magdzie, mamie Bartka. Jedenaście lat temu pracowała w 5. Lubuskim Pułku Artylerii. Wyszła z pracy, miała jechać do przedszkola po Bartka. Gdy wsiadała do auta, zakrztusiła się gumą do żucia. Dopiero po jakimś czasie przechodzący żołnierze zainteresowali się, dlaczego nie odjeżdża. Była już wtedy nieprzytomna. W śpiączce trafiła do szpitala, gdzie przywrócono jej akcję serca. Zdrowia jednak już nie odzyskała. Jest sparaliżowana. Piotr mówi, że nikt wtedy nie robił jej wnikliwych badań. Przyjęto, że się zakrztusiła. Nie wiadomo więc, czy Bartek mógł odziedziczyć po niej chorobę. 

Lek za 16 tys. zł

Bartek ma 14 lat. Zaczął niewyraźnie mówić. Ma też problemy z chodzeniem. Ojciec jedzie z nim jeszcze na konsultację do Szczecina. Nie czekając jednak na to, co powiedzą lekarze, zaczął działać.  

– Jest lek, który może mu pomóc, ale nie jest refundowany – mówi P. Najdek. Jedna dawka leku kosztuje 16 tys. zł. Roczne leczenie może kosztować nawet 200 tys. zł.

Zgłosił się do fundacji Się pomaga. Na stronie siępomaga.pl założono zrzutkę dla Bartka. Wystarczy wpisać Bartosz Najdek, żeby ją znaleźć. Na razie jest tam trochę ponad 10 tys. zł. Chłopca pod swoją opiekę wzięli także wolontariusze z Zielonej Góry. Na Facebooku już trwają licytacje dla Bartka. Grupę można znaleźć wpisując: „Pomagajmy. To takie proste! Licytacje charytatywne”. Można też wysłać SMS na nr 72365 o treści 0146803. 

komentarz »
  1. SeaGoat 10 września 2021 16:39 - Odpowiedź
Napisz komentarz »