REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Nadział się na pręt

Opublikowano 03 września 2021, autor: Piotr Piotrowski

10-letni Wojtuś spadł z murku i nadział się na ostry pręt. Zalał się krwią. Przeżył, bo pierwszej pomocy udzielił mu Szymon Śmieszek z żagańskiej 34. Brygady Kawalerii Pancernej.

Chłopczyk wracał z mamą, babcią i młodszym braciszkiem do domu z festynu w pałacowym parku w Żaganiu, w niedzielne popołudnie (29.08.). Przegonił ich deszcz. Mama pchała wózek, w którym siedział dwulatek, Wojtek szedł z tyłu.

Krew chlustała

Po przejściu z parku na drugą stronę ul. Szprotawskiej, 10-latek wszedł na murek, okalający budynek Sądu Rejonowego. To był moment. Chłopiec pośliznął się na mokrym od deszczu murku. Nadział się na ostre zakończenie przęsła w płocie.

– Usłyszałam krzyk Wojtusia: „mamo, mamo”. Odwróciłam się. Zobaczyłam, że syn cały jest zalany krwią – opowiada pani Iwona. – Krew chlustała jak z prysznica. Zaczęłam panikować. I wtedy pan Szymon wyrósł jak spod ziemi. Zebrał się tłum gapiów, ale tylko on ruszył z pomocą synowi. Położył go na chodniku, odchylił głowę do tyłu. Widać było, że wie, co robić.

Szymon Śmieszek również wracał z rodziną z festynu.

– Z początku myślałem, że chłopiec pomalował się farbą. Zrobiłem tak, jak mnie przeszkolono przed misją w Afganistanie – opowiada pan Szymon, żołnierz 34. Brygady Kawalerii Pancernej.  – Krwotok zacząłem tamować pieluszką mojego syna, którą podała mi żona. Jednocześnie odchyliłem głowę 10-latka do tyłu, aby nie utopił się w kałuży krwi. Krzyknąłem do ludzi, aby zadzwonili po pogotowie. Cały czas rozmawiałem z chłopcem, aby mi nie odpłynął. Powiedział mi, że bardzo lubi Spidermana, więc pogadaliśmy sobie.

2 milimetry od tętnicy

Wojtek trafił w ręce ratowników pogotowia, został przetransportowany helikopterem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego na oddział chirurgi zielonogórskiego szpitala. Wojtuś przeszedł operację zszycia rozerwanej szyi.

– Jeszcze tego samego dnia jego mama zadzwoniła do mnie, dziękując za pomoc i informując, że syn przeżyje. Rozpłakałem się. Bardzo się cieszę, bo naprawdę wyglądało to kiepsko – dodaje pan Szymon.

Lekarze podkreślali, że krwotok został zatamowany wzorowo, dzięki czemu Wojtuś nie wykrwawił się na śmierć. Kluczowe było odchylenie głowy do tyłu, przez co nie utopił się we własnej krwi. Rodzice Wojtka są bardzo wdzięczni panu Szymonowi za pomoc.

– Uratował naszego syna, będziemy mu wdzięczni do końca życia – podkreśla mama Wojtka. –  Lekarze powiedzieli nam, że syn miał dużo szczęścia, bo gdyby grot trafił w tętnicę, byłoby po nim. Niewiele brakowało, zaledwie 2 milimetry. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali, interesowali zdrowiem syna i oferowali pomoc, a w – szczególności: rodzinie, znajomym i komendantowi żagańskiej policji. Syna czeka szereg badań i rehabilitacja. Ale najważniejsze, że żyje!

Napisz komentarz »