REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Kochał kwiaty i życie

Opublikowano 03 września 2021, autor: Michalina Kozarowicz

Zbigniew Andrzejewicz (?72 l.) zmarł po długiej walce z rakiem. Odszedł tak, jak lubił żyć, wśród kwiatów. A póki żył, nawet w chorobie, celebrował każdy dzień.

Zbigniew Andrzejewicz zmarł w środę, 25.08. Został pochowany w sobotę, 28.08., na cmentarzu komunalnym w Żarach.

– Mąż życzył sobie, by go skremować, chciał też, by na jego stypie nikt nie płakał. Życzył sobie, by było wesoło i smacznie. Bo on taki właśnie był, kochał życie, we wszystkim szukał czegoś dobrego – opowiada Antonina Andrzejewicz, wdowa.

Nie można się załamywać

Z. Andrzejewicz od 11 lat walczył z rakiem.

– Zaczęło się od raka jelita grubego. Potem miał raka wątroby, a na koniec przeżuty na płuca i na to zmarł. Zbyszek nie chciał brać chemii, brał ją tylko na początku, ale bardzo źle to znosił i zrezygnował. Jeździliśmy regularnie do kliniki we Wrocławiu, gdzie się badał i leczył. Pod koniec przyjmował morfinę, wiązało się to niestety z tym, że nie było już z nim prawie kontaktu. Czasami odzyskiwał przytomność i pytał, czy już umarł, czy to już po wszystkim. Serce mi się wtedy łamało. Nie mogłam patrzeć, jak cierpi – opowiada wdowa. I przyznaje: – Jednak przez te wszystkie lata choroby jak mało kto kochał życie. Spotykaliśmy się ze znajomymi. Zbyszek uwielbiał posiedzieć z przyjaciółmi przy czymś dobrym do jedzenia i picia. Często zaczynał śpiewać przy takich okazjach. Powtarzał, że trzeba żyć, że nie można się załamywać, bo to strata czasu. Na duchu podnosiło go też oglądanie filmów ze złotej ery Hollywood. Jego ulubienicą była Marlin Monroe, słuchał jej piosenek i oglądał każdy film z nią – wspomina wdowa.

Do marca tego roku Z. Andrzejewicz codziennie chodził jeszcze do pracy.

– Praca dawała mu siłę. Mnie zresztą też, bo pomimo 82 lat, ciągle pracowałam, ale od późnej wiosny trzeba było się już zająć Zbyszkiem. Przez kilka miesięcy moja jedyna krewna, Agnieszka, pracowała sama, ale kwiaciarnia to za dużo dla jednej osoby. Dlatego zdecydowaliśmy się zamknąć firmę i sprzedać kwiaciarnię – mówi A. Andrzejewicz. I ze smutkiem dodaje: – Zbyszek umarł we własnym łóżku, tak jak chciał.

Uwielbiał ludzi

Małżeństwo wspólnie prowadziło kwiaciarnię „Gloriosa” przy ul. Podchorążych w Żarach.

– Ja prowadziłam kwiaciarnię 42 lata, Zbyszek dołączył do mnie 2 lata później. W 1985 roku wzięliśmy ślub. Kwiaciarnia była całym naszym życiem. Szczególnie dla Zbyszka. Miał artystyczną duszę. Kochał kwiaty. Dawniej nie było tak, jak teraz, że kwiaty przyjeżdżają do nas. Trzeba było jeździć aż do Warszawy na giełdę – opowiada A. Andrzejewicz.

Wdowa wspomina, że pan Zbyszek był duszą towarzystwa.

– Zawsze rozmawiał z klientami, którzy do nas przychodzili. Ludzie mówili, że tak jak mają swojego dentystę i ulubiony warzywniak, tak my jesteśmy ich kwiaciarnią. Zbyszek miał dar. Komponował bukiety i rozmawiał. Pytał, dla kogo są kwiaty, z jakiej okazji. Czy ta osoba ma swój ulubiony kolor czy kwiat. W naszej pracy tak trzeba. Kwiaty mają sprawiać radość, więc muszą pasować do człowieka, mój mąż rozumiał to jak mało kto. W domu też uwielbiał mieć kwiaty. Szczególnie storczyki. A to, że pracowaliśmy z kwiatami, nie sprawiało, że nie obdarowywał nimi mnie. Często je od niego dostawałam. Na naszej ławie zawsze stały piękne cięte kwiaty, które układał w bukiety. Nasze klientki też często obdarowywał różami, był bardzo szarmancki – wspomina A. Andrzejewicz.

Oprócz kwiatów, Z. Andrzejewicz kochał też gotować i chodzić na zakupy.

– Zawsze po powrocie z pracy szalał w kuchni. Godzina i był dwudaniowy obiad. Bo Zbyszek nie uznawał tylko jednego dnia. Uwielbiał kuchnię polską. Rosół był zawsze obowiązkowo w niedzielę. Jak miałam ochotę na coś spoza naszej kuchni, to wtedy żartował, że skoro oglądam Magdę Gessler, to sama sobie lepiej poradzę z czymś fikuśnym. Ale przez lata naszego małżeństwa nie musiałam martwić się obiadami. Lubił też piec ciasta. Drugą taką jego wielką namiętnością były zakupy. Czasem wyskakiwał do sklepu po jakiś drobiazg, a wracał z torbą zakupów. Zawsze sobie przy okazji z kimś porozmawiał – opowiada pani Antonina. I dodaje ze wzruszeniem: – Był wspaniałym mężem. Bardzo za nim tęsknię.

 

Odszedł wśród kwiatów 

Z. Andrzejewicz został pochowany na cmentarzu komunalnym w Żarach.

– Mąż miał wszystko zaplanowane. Widziałam, że ma go chować „Ava”, że ma być skremowany. Po ceremonii, gdy wyszłam z kaplicy, zobaczyłam mnóstwo ludzi z kwiatami. To było wzruszające. Zbyszek odszedł tak, jak lubił żyć, wśród kwiatów – mówi A. Andrzejewicz, wdowa.

Napisz komentarz »